Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty

listopada 20, 2010

Muzułmanie będą nas uczyć, co znaczy wierzyć w Boga

Podczas przygotowań do pierwszego na żywo odcinka tej edycji „Mam talent” poruszenie wywołał jeden z uczestników, Egipcjanin Ibrahim Mahmoud, który przed wejściem na antenę rozłożył w kącie dywan i zaczął odmawiać przepisane przez jego religię na tę porę modlitwy. Ratownik medyczny z naszej ekipy, który mi o tym opowiedział, był poruszony, pełen szacunku dla człowieka, który bez ostentacji, najnaturalniej w świecie, nie bacząc na show-biznesowy harmider, oddał chwałę Bogu.

Islam nie jest moją religią, nie wierzę, że Muhammad był prorokiem Najwyższego, lektura Koranu budzi moje wątpliwości, nie umiem ogarnąć interpretacyjnych niespójności między różnymi odłamami tej religii.
Nie zmienia to jednak faktu, że często miewam ostatnio wrażenie, że to muzułmanie będą uczyć nas, europejskich chrześcijan, co to znaczy wierzyć w Boga. By się z tą tezą zmierzyć, trzeba najpierw zwalczyć prymitywną zaszczepianą nam przez media pokusę, by w każdym bez wyjątku muzułmaninie widzieć potencjalnego terrorystę. Rzecz druga: zgodzić się wewnętrznie z tym, że większość ludzi wychowanych w cywilizacji śródziemnomorskiej nigdy do końca nie zrozumie zrodzonego na surowej arabskiej pustyni islamu, naturalnemu poczuciu obcości nie można jednak pozwolić ewoluować w ksenofobię. Rzecz trzecia – i kto wie, czy nie najtrudniejsza – trzeba uświadomić sobie, że to, iż wierzę, że w moim Kościele jest cała prawda, nie znaczy, że pozjadałem wszystkie rozumy. Mieć do dyspozycji wszystkie narzędzia to jedno, a umieć się nimi posługiwać to drugie. Czego możemy się nauczyć w tej dziedzinie od Ibrahima Mahmouda (bo sporo stracimy, jeśli zapamiętamy go wyłącznie jako faceta tańczącego z płachtami)?

Ot, choćby tego, że religijność jest czymś naturalnym, to nie żaden obciach. Przecież zanim tzw. statystyczny katolik zacząłby się modlić, schowałby się tak, by go nikt, broń Boże, nie widział i nie uznał za dewota. Europejczycy postawili świat na głowie. Tu – rzecz nieznana w żadnej innej części świata – zanim człowiek zacznie się modlić, wykonuje rytualny taniec nad pytaniem „co pomyślą ludzie” i czy na pewno nie zbruka publicznej przestrzeni. A przecież życia i wiary nie ma co rozwodzić na siłę, bo to zawsze kończy się aferą. Francuzi próbowali zaprojektować świat z pominięciem faktu, że arcyludzką rzeczą (o czym pisze choćby Cyceron) jest wierzyć w jakiegoś Boga. Dziś budzą się z ręką w nocniku, gdy dumna republika nie wie, co zrobić z milionami obywateli francuskich, którzy wyżej cenią Allaha niż Woltera.

My nad Wisłą już na poziomie szkoły oddzieliliśmy kościelną religię od świeckiej etyki, zamiast podkreślać, jak mogą się nawzajem uzupełniać. Z jednej zrobiliśmy swoiste antidotum na drugą, średnio mnie więc dziwi, że po 20 latach zamiast zająć się realnymi problemami, dyskutujemy o tym, czy Polska jest państwem wyznaniowym, i o absurdalnych pomysłach Palikota.

Czemu nie stać nas w tej dziedzinie na swoistą ekologię wyznaniową? Uznanie, że wiara dla wierzącego jest tak naturalna jak spanie i jedzenie? Że nie da się jej oddzielić od tego, że jest się księgowym, dziennikarzem czy artystą? I nie ma w tym nic złego? Lekcja druga. Założę się, że większość chrześcijan w testowej (np. mamtalentowej) sytuacji robiłaby z Bogiem jakieś deale, próbowała Go emocjonalnie korumpować, obiecując, że jeśli tylko pozwoli wygrać, pójdą na pielgrzymkę albo połowę wygranej przekażą na cele dobroczynne. U nas niewiele się zmieniło od starożytności, w której taka wymiana była na porządku dziennym – wieczorem składamy ofiary, Bóg sprawia, że rano wstaje słońce. Do nas, chrześcijan, wciąż nie dotarło, że Jezus złożył za nas ofiarę, której niepodobna powtórzyć czy poprawić. I tu odsłania się lekcja trzecia. Zachód tak się wyspecjalizował w przybliżaniu Boga ludziom, że zrobił z niego ciąganą na sznurku z kąta w kąt maskotkę względnie zamawianego za zdrowaśki ochroniarza. Ludzie Wschodu uczą kontemplować Go takim, jaki jest. Nie wmawiać mu (jak to się np. działo przy okazji debaty o in vitro: że Jezus głosowałby za taką ustawą albo że skoro jest samą dobrocią, na pewno jest mu wszystko jedno, czy dziecko jest z in vitro, czy nie). Bóg to nie przytulanka, nie pacynka, którą możemy kręcić. To nie nasz starszy wujek. Nie automat do spełniania siedmiu życzeń. Człowiek zaś powinien znać swoją miarę. Świat, w którym każdy chciałby wygrać „Mam talent”, każdy kierowca chciał być najszybszy, a każde drzewo mieć 30 metrów, byłby nie do zniesienia. Że czasem zamiast szarpać Boga za brodę (której nie ma), lepiej mówić: „Bądź wola Twoja” (muzułmanie w takich sytuacjach mówią zdaje się: Inszallah).

Żałuję, że tego momentu zza kulis nie pokazały kamery. Ibrahim Mahmoud wywołałby pewnie dyskusję na pół kraju (czy musiał to zrobić, czy chciał). Kraju, który – jak mi kiedyś mądrze podpowiedział o. Paweł Krupa, dominikanin – będzie chrześcijański nie wtedy, gdy wszystkie akty prawne opatrzy stosowną preambułą, ale wtedy, gdy po prostu będzie w nim trochę więcej chrześcijan.

października 09, 2010

współczesny dialog chrześcijańsko-muzułmański

Kontakty chrześcijańsko-muzułmańskie często określane są dziś mianem dialogu, w którym nie chodzi zasadniczo o wymianę teologiczną ani o dogmatyczne zbliżenie. Autentyczny dialog międzyreligijny powinien prowadzić przede wszystkim do prawdziwego poznania się obu religii oraz ich przedstawicieli i powstania między nimi relacji opartych na wzajemnym szacunku. Chrześcijanie i muzułmanie podejmują wiele starań w tym kierunku, a także w celu wspólnego wsłuchiwania się w Boże objawienie dane ludzkości.

Jeszcze przed publikacją soborowej deklaracji Nostra aetate papież Paweł VI powołał w 1964 r. do istnienia Sekretariat dla Niechrześcijan, który w 1989 r. przemianowano na Papieską Radę do Spraw Dialogu Międzyreligijnego (PRDM). Światowa Rada Kościołów (ŚRK) utworzyła natomiast w 1971 r. Podkomisję do Spraw Dialogu z Ludźmi Żyjących Religii i Ideologii.

Ważnym krokiem w kontaktach z islamem stało się spotkanie chrześcijan i muzułmanów w Cartigny zorganizowane przez ŚRK w marcu 1969 r., którego celem było szukanie możliwości dialogu i wyznaczenie planów na przyszłość. Wszystkie te chrześcijańskie inicjatywy dały początek całej serii spotkań z przedstawicielami różnych organizacji muzułmańskich.

Często stawiane są zarzuty, że jedynie chrześcijanie chcą nawiązać i prowadzić dialog międzyreligijny z muzułmanami. Nie jest to zgodne z prawdą i wynika z niedoinformowania. Strona muzułmańska nie jest wyłącznie świadkiem czy biernym uczestnikiem międzyreligijnych spotkań. Chociaż z powodu wewnętrznych podziałów i charakteru swojej religii muzułmanie nie mają centralnych instytucji zdolnych zogniskować ich wysiłki na rzecz dialogu, to od połowy lat siedemdziesiątych XX w. muzułmańskie grupy inicjują różne spotkania z chrześcijanami. Oto kilka przykładów.

W 1965 r. kard. Franz König z Austrii na zaproszenie uniwersytetu Al-Azhar wygłosił tam wykład o monoteizmie. Centrum Studiów i Badań Ekonomiczno-Społecznych z Tunisu zapoczątkowało w 1974 r. serię spotkań wyznawców obu religii. Natomiast w 1976 r. władze Libii zorganizowały spotkanie chrześcijan i muzułmanów na wielką skalę w Trypolisie, powtarzane potem przez kilka następnych lat i wznowione w 1989 r. Od 1978 r. działa również Muzułmańsko-Chrześcijańska Grupa Badawcza (Groupe de Recherches Islamo-Chretien – GRIC) założona przez muzułmańskich i chrześcijańskich uczonych.

Królewska Akademia Badań nad Cywilizacją Islamską z Jordanii, a szczególnie książę Hassan bin Talal, stryj panującego obecnie króla Abdullaha, również nie pomijają w swojej działalności zagadnień dotyczących dialogu międzyreligijnego – współpraca Królewskiej Akademii z PRDM zaowocowała od 1989 r. trzema spotkaniami w Rzymie i trzema w Ammanie.

Inicjatywy dialogu z chrześcijanami nie są również obce irańskim szyitom, a tamtejsze spotkania koordynuje Sekretariat ds. Dialogu Międzyreligijnego irańskiego Ministerstwa Kultury i Islamskiego Kierownictwa. W samym Iranie istnieją obecnie cztery instytuty (dwa rządowe i dwa pozarządowe) zajmujące się zagadnieniami dialogu międzyreligijnego. Organizacja na Rzecz Muzułmańskiej Kultury i Kontaktów założona w 1994 r. posiada wydział dialogu międzyreligijnego i zorganizowała ok. 30 spotkań z przedstawicielami różnych wyznań chrześcijańskich. Wydaje też naukowy periodyk „Dialogue”. Założone w 1999 r. Międzynarodowe Centrum Dialogu między Cywilizacjami (International Centre for Dialogue Among Civilizations) od 2001 r. ma aktywnie działający wydział teologii i religii (http://www.dialoguecentre.org/). Dwie pozarządowe organizacje to: Instytut Dialogu Międzyreligijnego działający od 2001 r. i wydający miesięcznik dotyczący zagadnień religii na świecie oraz organizujący konferencje i wykłady (http://www.ifird.com/); Centrum Studiów nad Religiami Światowymi w Kom, związane z szyickimi seminariami działającymi w tym mieście, założone w 1996 r. jako specjalistyczna biblioteka i przekształcone w bardzo aktywne centrum badań, których wyniki są publikowane m.in. w wydawanym przez Centrum naukowym czasopiśmie „Seven Heavens”.

PRDM zorganizowała w latach 1989–1994 regionalne spotkania w Asyżu, w nigeryjskim Ibadanie i w Pattayi w Tajlandii. Uczestnicy tych spotkań nie dzielą się na chrześcijan i muzułmanów, ale biorą udział w spotkaniach jako mieszana delegacja narodowa. Sprzyja to budowaniu więzi między delegatami, a jednocześnie uwrażliwia ich na wieloaspektowość rozważanych zagadnień.
Współpracują ze sobą również instytucje naukowe. Uniwersytet w Ankarze i Uniwersytet Gregoriański w Rzymie organizują wymianę profesorów i wspólne sympozja naukowe. Z Gregorianum i Papieskim Instytutem Studiów Arabistycznych i Islamistycznych (PISAI) w Rzymie współpracuje także uniwersytet Az-Zajtuna w Tunisie. W Centre for the Study of Islam and Christian-Muslim Relations (CSIC – Centrum Badań nad Islamem i Kontaktami Chrześcijańsko-Muzułmańskimi), wchodzącym w skład Wydziału Teologii na Uniwersytecie w Birmingham, chrześcijanie i muzułmanie studiują razem swoje religie.

W wielu krajach istnieją instytucje umożliwiające muzułmanom i chrześcijanom kontakt oraz współpracę na wielu płaszczyznach. Można tu wspomnieć działające w Betlejem centrum Al-Liqa (z arab. „Spotkanie”), w Egipcie Stowarzyszenie na Rzecz Religijnego Braterstwa, w Pakistanie Pakistańskie Stowarzyszenie na Rzecz Dialogu Międzyreligijnego, w Bangladeszu – Stowarzyszenie Gorących Serc, na Filipinach zaś Ruch Silsilah (z arab. „Łańcuch”).

Również kraje europejskie w wyniku rosnącej fali imigracji z krajów islamu coraz wyraźniej widzą konieczność oficjalnego uznania muzułmańskich organizacji i wchodzenia z nimi w konstruktywny dialog. Od dwudziestu już lat coroczne spotkania w ramach Journees d’Arras (Dni Arras) gromadzą kilkudziesięciu przedstawicieli różnych wyznań chrześcijańskich zaangażowanych w popularyzację współpracy między chrześcijanami i muzułmanami. Spotkania te służą wymianie doświadczeń i poznawaniu sytuacji w innych krajach Europy. W 1959 r. z inspiracji zaangażowanego w dialog międzyreligijny kard. Franza Königa powstał w Wiedniu Afro-Asiatisches Institut (AAI), który służy pomocą studentom z Azji i Afryki oraz stanowi miejsce międzyreligijnych i międzykulturowych spotkań. W 1989 r. Episkopat austriacki utworzył referat Kontaktstelle für Weltreligionen (KWR – Urząd ds. Kontaktów ze Światowymi Religiami), którego celem jest budowanie i pogłębianie w duchu ekumenizmu obustronnych stosunków między religiami i który zorganizował m.in. konferencję „Abrahamowe dziedzictwo nakazem historii” w 2004 r. w Pradze.

Także zachodnioeuropejscy muzułmanie podejmują kroki w kierunku nawiązywania kontaktów. Jako przykład może służyć Muslim Council for Britain, w Islamic Foundation (Fundacji Muzułmańskiej) w Leicester zaś działa m.in. sekcja ds. dialogu międzyreligijnego.
Nawet na dotkniętych wojną Bałkanach działają ośrodki dążące do odbudowy wzajemnego zaufania i porozumienia, jak np. sarajewskie Międzynarodowe Wieloreligijne i Międzykulturowe Centrum Zajedno (Razem).

Można oczywiście wskazać przykłady negatywnego odnoszenia się muzułmanów do wyznawców innych religii i różnorodne, inspirowane fundamentalizmem działania. Nie są one jednak charakterystyczne wyłącznie dla muzułmanów, gdyż podobne przykłady wrogości do wyznawców innych religii i fundamentalistyczne postawy są, niestety, nieobce również chrześcijanom. Jako przykład może posłużyć chociażby działalność protestanckiego misjonarza Reinharda Bonkkego w Afryce.

(asn)

maja 07, 2010

wszyscy zgodne jadą na Wiertniczą

Wszyscy zgodnie jadą na Wiertniczą
Dominika Węcławek, Marcin Flint 28-01-2010, ostatnia aktualizacja 04-02-2010 22:09
Gdy warszawscy wyznawcy islamu wracają z meczetu po piątkowej modlitwie, zajmują pół miejskiego autobusu. Pozostali pasażerowie są autentycznie przerażeni: tyle obcego i dziwnego naraz.
Ponownie strach narósł po wydarzeniach z 11 września 2001 r. Nie maleje, przybierając różne oblicza.

Do domu
– Przeprowadzono wśród ludzi badania w związku z budową nowego meczetu bądź centrum muzułmańskiego. Zdecydowana większość wyraziła sprzeciw – mówi Joanna, konwertytka.
Któregoś dnia do Gminy Muzułmańskiej zadzwonił telefon. Głos grzmiał: – Wynoście się, nie chcemy w kraju terrorystów.
Jej przewodniczący Grzegorz Bohdanowicz nieraz odpierał podobne ataki, uspokajając: polscy muzułmanie nikogo nie chcą terroryzować. A islam nad Wisłą nie jest niczym nowym.
– Muzułmanie byli w Warszawie już w okresie przedwojennym. Głównie Tatarzy Polscy, którzy przybyli z rejonów Wilna, gdzie w 1925 r. założono Muzułmański Związek Religijny, oraz z terenów obecnej Litwy i Białorusi. Jeździli na uczelnie warszawskie, nieraz zostawali – przyznaje. – Docierali również ludzie z Turcji.
Tatarzy, ze względu na tradycję, najwięcej kontaktów mieli z Turcją właśnie. W Polsce uchodzili za krajan, nie represjonowano ich. Dziś ludzie ze środowiska Tatarów Polskich są w stolicy najmniejszą liczebnie grupą. Zdaniem Bohdanowicza, najlepiej znają za to polskie tradycje, język i środowisko. Stanowią pomost ułatwiający przybyszom z krajów arabskich wejście w nasze realia.
To właśnie emigranci z tamtych stron, przyciągnięci perspektywą studiów, intratnej pracy czy przedłużenia wakacyjnego flirtu, budzą największe, często negatywne, emocje.
Przewodniczący Gminy Muzułmańskiej za ten stan rzeczy wini nie warszawiaków, a media. – Oceniamy, że 90 proc. informacji zniekształca zasady islamu. A my nie mamy środków, by wypowiadać swoje zdanie i polemizować z nieprawdziwym – mówi.
Wiele źródeł finansowania po 2001 r. wyschło, z obawy przed zarzutem wspierania terroryzmu. Gmina jest mała, składki członkowskie ledwo wystarczają na koszty administracyjne. Warszawscy wyznawcy – ich niesprecyzowana dokładnie liczba szacowana jest różnie, ale nie przekracza 8 tys. – są bowiem podzieleni między Muzułmański Związek Religijny a Ligę Muzułmańską.
– Te organizacje próbują współpracować, ale nie do końca dobrze im to wychodzi – mówi Joanna. Bliżej jej do Ligi, gdyż – jak przyznaje – szuka islamu samego w sobie, nie tradycji tatarskiej.
– Wewnątrz wspólnoty nie można mówić o antagonizmach i zwalczaniu się – przekonuje Bohdanowicz. – Do głosu dochodzą jednak inne tradycje narodowe. To one sprzyjają tworzeniu się grup.
Wiara wielu narodów
Wspólnota muzułmańska rzeczywiście jest etnicznie niejednorodna. – Muzułmanie przybywają tu z wielu zakątków świata, a także z odmiennych powodów i w odmiennych celach – tłumaczy Marta Minakowska, członkini Stowarzyszenia ARABIA.pl i pomagającego uchodźcom czeczeńskim Centrum Inicjatyw Międzykulturowych.
O Tatarach wspominaliśmy, kwestia Arabów i Turków wydaje się zrozumiała, ale Minakowska przypomina choćby o studentkach medycyny z Malezji, przybyszach z krajów byłej Jugosławii czy najsłabiej integrujących się Czeczenach.
– To najliczniejsza w Polsce grupa uchodźców. Do Warszawy nie przyjechali z własnej woli. Nieraz też nie traktują naszego miasta jako ostatecznego przystanku na swojej drodze z Czeczenii ku bezpiecznemu światu, co sprawia, że nie zależy im na aklimatyzowaniu się tutaj – mówi aktywistka.
Coraz częściej zdarza się, że wyznawców islamu warszawiacy znajdują wśród samych siebie, dawnych chrześcijan bądź znacznie częściej niewierzących.
– Wiele jest osób przechodzących na islam z zaciekłego ateizmu. Powstała u nas nawet anegdotka. Ateista jest w połowie drogi do islamu, bo mówi, że nie ma Boga. Pozostaje mu więc tylko dodać – prócz Allaha – opowiada z uśmiechem Joanna, nawiązując do szahady, muzułmańskiego wyznania wiary.
– Całe życie byłam agnostyczką czy nawet ateistką, islam przyszedł niespodziewanie. Pracując nad reportażem na studiach, spotkałam pierwszych muzułmanów. Weszłam i wśród nich zostałam – wspomina Ola. Obie kobiety pytane o to, jak wygląda ich życie, odpowiadają: – Podobnie jak innych.

Problemy do rozwiązania
A jednak spotykają się z problemami innych niedotyczącymi. Choćby żywnościowymi. Wieprzowina na zawsze znika z jadłospisu, podobnie jak produkty zawierające wieprzową żelatynę. Mięso musi być z rytualnego uboju – halal. Lista opatrzonych tym hasłem sklepów jest długa, ale...
– To sklepy arabskie – mnóstwo przypraw, baklawa, kawa i produkty pozbawione wieprzowej żelatyny. Mięsa się tam nie uświadczy. Istnieje w Polsce oficjalny, zatwierdzony przez związek muzułmański ubój, tyle że to mięso drogie i trudno dostępne – wyjaśnia Ola.
Trzeba więc ograniczyć się do warzyw bądź niepodlegającego takim restrykcjom drobiu.
Albo postawić na rozwiązanie systemowe – założyć, że mięso oporządzone przez katolika jest dla muzułmanina dostępne, bo przecież nikt nie zabił go w imię politeistycznego bożka. Rzecz jasna nie każdy muzułmanin się pod tym podpisze. To kwestia osobistej interpretacji, islam nie posiada zwierzchniej władzy, zabrania pośredników na linii wyznawca – Bóg, pozostawia wiele rozsądkowi wierzącego.
Inny kłopot to tolerancja pracodawcy dla codwugodzinnych przerw na modlitwę.
– Pracuję w wielkiej firmie, gdzie pochodzenie czy religia nie mają znaczenia. Mam inteligentnego szefa, dla którego liczy się właśnie to, co jest w głowie – mówi Anna, muzułmańska bizneswoman. – Modlę się w pracy, a nakrycie głowy wszyscy traktują jako moją „korporacyjną tożsamość”. W święta islamskie ma dzień wolny zagwarantowany w regulaminie, w ramadanie pości, pracując jak zawsze. A że dieta jest modna – nikt specjalnie się nie dziwi.
A co ze wspólnymi świętami z katolicką rodziną? – Te muzułmańskie obchodzę we własnym zakresie albo z bliskimi mi muzułmanami, święta należące do tradycji kultury polskiej celebruję z szacunku dla mojej rodziny. Są wypełnione treścią, która jest dla mnie ważna, cementuje – mówi znany warszawski raper Leszek „Eldo” Kaźmierczak. Eldo w meczecie jest rzadkim gościem, niemniej dla reszty muzułmanów jest to arcyważne miejsce i sposób na rozwiązanie wielu dylematów.
Na mapie islamskiej Warszawy znajdziemy więcej punktów. Tatarzy wskażą na dwa cmentarze: czynny przy ul. Tatarskiej i zamknięty przy Młynarskiej. Nie wyglądają jak nekropolie w krajach muzułmańskich, za to dokumentują ich wielowiekową obecność w Polsce. Turcy mają nieoficjalny dom modlitwy na Ursusie, gdzie jest ich zresztą najwięcej. Tak naprawdę wszystkie drogi prowadzą jednak na Wiertniczą 103. Niezależnie od podziałów.

Lody pękają
Niepozorne drewniane drzwi kierują do przedpokoju, a stamtąd do sal modlitw. Małej dla kobiet, większej dla mężczyzn. To dość gwałtowne przejście ze świata słowiańskiego na Bliski Wschód. Na podłogach leżą dywany, mihrab, ściany zdobią wykaligrafowane złote wersety Koranu, zdjęcia z Mekki, drzewo rodowe proroka Mahometa. – Mamy pięć modlitw dziennie, w tygodniu mało kto przychodzi, ale my je tu odprawiamy – przyznaje imam Nizar Charif. W meczecie można zasięgnąć porady: jak przetrwać ramadan czy jak negocjować z pracodawcą. Można też przyjść na lekcję religii czy arabskiego – oddzielne dla każdej płci. Nie jest to miejsce zamknięte dla ludzi innych wyznań, raczej centrum muzułmańskiej kultury. – Przyjeżdżają do nas uczniowie poznający różne religie. Potem wybierają się do synagogi, do cerkwi i do kościoła protestanckiego – mówi Charif. Goście bywają zresztą bardzo różni: od zakonnic po policjantów.
– Zainteresowanie jest niewielkie albo polega na tym, że ktoś przychodzi i pyta o to, co powiemy na temat ostatniego ataku terrorystycznego czy egzekucji. Mało kogo interesuje sama religia – narzeka Joanna. Sama w meczecie czuje się dobrze. Potwierdza słowa imama odnośnie do tego, że nie ma tu miejsca na przewagę jednej płci. – Na całym świecie jest więcej kobiet, także wśród naszych wiernych. Tylko tu w meczecie tego nie widać, gdyż kobiety, w odróżnieniu od mężczyzn, nie mają obowiązku uczestniczenia w piątkowych modlitwach, mogą się modlić w domu i w miejscu pracy. Dlatego sala dla kobiet jest malutka – wyjaśnia Nizar Charif.
Muzułmanin przystępujący do modlitwy musi spełnić trzy warunki: czystości ciała, czystości ubrania i czystości miejsca modlitwy. Kobiety w trakcie miesiączki i w okresie połogu nie spełniają pierwszych dwóch. – A ludzie, którzy nie znają zasad naszej religii, myślą, że to dyskryminacja – żali się imam.
Ale z wiedzą jest coraz lepiej. Arabistykę można studiować nie tylko na UW, ale też w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Można się z tego śmiać, ale warszawiacy, jedząc kebaby, przyzwyczajają się do miejsc i rozpoczynają nieśmiałe rozmowy z właścicielami – to często pierwszy krok do przełamania lodów. A te pękają.
Wczoraj w klubie Nieobojętny Warszawiak gościł Grzegorz Bohdanowicz. We wtorek, przy dobrej frekwencji i w rodzinnej atmosferze w Domu Parafialnym przy św. Florianie, odbył się X Dzień Islamu w Kościele Katolickim w Polsce.
Liga Muzułmańska zapowiedziała już, że planuje dzień chrześcijaństwa w nowym meczecie i centrum kultury, które ma powstać w okolicach Dworca Zachodniego. Jego otwarcie planowane jest na sierpień tego roku. Dialog ekumeniczny słychać coraz lepiej.
W poniedziałek Narodowe Centrum Bahaickie na Ursynowie zaprasza na spotkanie z cyklu „Religie świata – budujemy mosty między nami”. Im więcej się o sobie dowiadujemy, tym lepiej się rozumiemy. Pasażerowie jadącego Wiertniczą autobusu powinni to zrozumieć.
Kto prowadzi ceremonie w meczecie
Konwertyci – osoby, które zmieniły wyznanie. W przypadku islamu wystarczy wypowiedzenie szahady, wyznania wiary. Można samemu albo – lepiej – w obecności muzułumańskich świadków.
Halal znaczy „czysty”, „dozwolony”. Słowo to często pojawia się w kontekście spożywanego jedzenia, które zgodnie z wytycznymi Koranu nie może być sfermentowane (stąd zakaz spożywania alkoholu) czy pochodzenia wieprzowego (włącznie z produktami takimi jak smalec czy mączka kostna).
Ramadan – dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego, upamiętniający czas objawienia Koranu Mahometowi. To okres, w którym muzułmanie od wschodu do zachodu słońca powstrzymują się od spożywania jedzenia i napojów (dzieci, kobiety w ciąży i ciężko pracujący fizycznie są zwolnieni z obowiązku postu). Ramadan zakończony jest trzydniowym świętem (w Warszawie trwa jeden dzień), w trakcie którego wierni odwiedzają krewnych, przyjaciół i groby zmarłych bliskich.
Imam – przewodnik duchowy wybrany spośród społeczności muzułmańskiej. Nie jest odpowiednikiem księdza, gdyż muzułmanie nie uznają pośredników między słowem bożym a wiernymi, ale prowadzi wszystkie ceremonie w meczecie.
Mihrab – zdobiona nisza w sali modlitewnej meczetu, wskazująca położenie świętego kamienia w Mekce, czyli kierunek, w którym muzułmanie powinni się modlić.

maja 24, 2009

co z Ludźmi Ksiegi?

Konohanahime: To ja proszę o wytłumaczenie, jaki jest ostatecznie stosunek islamu do Ludów Księgi? Czytałam, że generalnie zaleca się szacunek i uczucia braterskie. Z drugiej strony - w świetle wypowiedzi Pani Iman nie widzę możliwości, żeby niemuzułmanin wszedł do Raju. Chrześcijanie to politeiści, żydzi też mają swoje "za uszami" (chodzi mi wyłącznie o kwestie natury teologicznej), bahaici to heretycy, co do pozostałych Ludów - nie znam niestety zarzutów islamu. No więc właśnie, jak to jest - Ludy Księgi wierzą w tego samego Boga co muzułmanie, czy nie? I - jeśli pozostaną przy swoich "błędach" skończą w piekle, czy nie?

Jeśli chodzi o stosunek do Ludu Księgi, należy rozróżnić dwie rzeczy: stosunek do nich muzułmanów jako wyznawców islamu (relacje międzyludzkie) oraz stosunek samego islamu i Allaha (Bóg - stworzenie).

Jeśli chodzi o stosunek muzułmanów do wyznawców innych religii, zwłaszcza do Ludu Księgi (chrześcijan i żydów), obowiązkiem naszym jest tolerancja, szacunek i łagodność, dobre relacje z nimi, co nie jest równoznaczne z afirmacją, akceptacją pewnych ich wierzeń czy czynów, jak na przykład dodawania Bogu współtowarzyszy czy odrzucania bądź wyśmiewania Jego proroków czy wysłanników.
{"O ludu Księgi! Dochodźcie do słowa jednakowego dla was i dla nas: abyśmy nie czcili nikogo innego, jak tylko Boga, abyśmy nie dodawali Jemu niczego za współtowarzyszy i aby jedni z nas nie brali sobie innych jako panów, poza Bogiem." A jeśli oni się odwrócą, to powiedzcie: "Bądźcie świadkami, że my jesteśmy całkowicie poddani!"} [Koran 3:64]
Jesteśmy zobowiązani szanować ich i żyć z nimi w pokoju dopóty, dopóki nas czy naszej religii nie zwalczają.
{Bóg nie zabrania wam być dobroczynnymi i sprawiedliwymi dla tych, którzy przeciw wam nie walczyli, i nie wyganiali was z waszych siedzib, bo On kocha sprawiedliwie postępujących} [Koran 60:8]

Przekazał Abdur-Rahman bin Abi Laila: Sahl bin Hunaif i Qais bin Sad byli w miejscowości o nazwie al-Qadisija. Mijał ich kondukt pogrzebowy, więc wstali. Powiedziano im, że był to kondukt pogrzebowy jednego z mieszkańców tej ziemi, to znaczy niewiernego pod ochroną muzułmanów. Powiedzieli: „Proroka (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim) mijał kondukt pogrzebowy i on wstał. Kiedy powiedziano mu, że były to nosze żyda, powiedział: ‚Czyż nie jest on istotą ludzką?’”. [Sahih Bukhari]
Jeśli zaś chodzi o stosunek islamu i samego Stwórcy do Ludu Księgi - jest to związane ze stosunkiem tychże ludzi do Niego samego i Jego Woli, która jest stała, niezmienna od zarania dziejów. Od samego początku, gdy tylko Bóg stworzył człowieka, nakazał mu czczenie tylko Jego Samego i nikogo poza Nim. Od tamtej pory, Bóg ciągle przypominał o tym najważniejszym ludzkim obowiązku ustami wszystkich Proroków, któych wysyłał do ludzkości (w tym Noego, Abrahama, Mojżesza, Jezusa i wielu innych – pokój z nimi wszystkimi), a także poprzez Księgi dawane niektórym z nim. Tak, jak żydzi, którzy uwierzyli w Mojżesza (pokój z nim) i Torę, którą zesłał mu Bóg, aby poprzez nią nauczał swój lud, ktokolwiek podążył za tymi naukami – uznany został za wiernego i zyskał zadowolenie Allaha. Tak samo z chrześcijanami, ktokolwiek usłyszał o Jezusie (pokój z nim), uwierzył w niego, oraz podążył za jego naukami opartymi na objawionej mu przez Allaha Ewangelii, zyskał zadowolenie Allaha i zaliczony został w poczet wiernych, w przeciwieństwie do tych, którzy odmówili Jezusowi (pokój z nim) proroctwa i sprzeniewierzali się jego naukom. Na tej samej zasadzie dziś określamy ludzi mianem wiernych bądź niewiernych. Po Jezusie (pokój z nim) nadszedł ostatni Prorok, Muhammad (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim) z tym samym Boskim Przesłaniem, aby czcić tylko Jedynego Boga, naszego Pana i Stwórcę nie dodając Mu żadnych towarzyszy; aby wierzyć w Jego Proroków, Księgi przez Niego objawione; w jego Aniołów; w Sąd Ostateczny i Życie Przyszłe oraz w Boskie Przeznaczenie (nie będące zaprzeczeniem wolnej woli człowieka). Dlatego też każdy, kto uwierzył w Proroka Muhammada (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim), w Boską Księgę – Koran, którą recytował i objaśniał, nie zaprzeczając jednocześnie istnieniu wcześniejszych Proroków (pokój z nimi wszystkimi) i Ksiąg przez nich objawionych (Zwoje, Psalmy, Tora, Ewangelia), określany jest mianem wierzącego, a tym samym daje sobie możliwość dostąpienia Raju. Niektórzy z Ludzi Księgi zaprzeczają proroctwu Muhammada (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim), czy Boskiemu pochodzeniu Koranu, czasem nawet nie tylko trwając przy tym, ale i starając się zwieść z właściwej drogi osoby podążające za islamem. O takich ludziach Allah mówi w Koranie:
{O Ludzie Księgi! Dlaczego nie wierzycie w znaki Boga, skoro jesteście świadkami?} [Koran, 3:70]
{Powiedz: "O Ludzie Księgi! Dlaczego odsuwacie z drogi Boga tych, którzy uwierzyli, starając się ją wykrzywić, a przecież jesteście świadkami? Zaprawdę, Bóg nie jest nieuważny wobec tego, co czynicie!"} [Koran, 3:99]
Są jednak wśród Ludu Księgi i tacy, którzy usłyszeli o Proroku (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim) i znakach Allaha (Świętym Koranie) i uwierzyli w nie. O takich Allah mówi:
{Zaprawdę, wśród ludu Księgi są tacy, którzy wierzą w Boga i w to, co wam zostało zesłane i w to, co im zostało zesłane, korząc się przed Bogiem; i oni nie sprzedają znaków Boga za małą cenę! Oni otrzymają nagrodę u swego Pana. Zaprawdę, Bóg jest szybki w rachunku!} [Koran, 3:199]
{Oni nie są jednakowi. Wśród ludu Księgi jest naród stojący mocno: oni recytują znaki Boga czuwając nocą i wybijają pokłony. Oni wierzą w Boga i w Dzień Ostatni; oni nakazują to, co uznane, a zakazują tego, co jest naganne; oni prześcigają się w czynieniu dobra, oni są z liczby sprawiedliwych. Cokolwiek uczynią dobrego, to im nie zostanie zaprzeczone. Bóg zna dobrze ludzi bogobojnych.} [Koran, 3:113-115]
Przesłanie Boga pozostaje niezmienne:
{O wy, którym została dana Księga! Wierzcie temu, co zesłaliśmy, potwierdzając prawdziwość tego, co już posiadacie…} [Koran 4:47]
{Zaprawdę, Bóg nie przebacza tym, którzy Jemu dodają współtowarzyszy, podczas gdy On przebacza, komu chce, mniejsze grzechy. A kto dodaje Bogu współtowarzyszy, ten wymyślił grzech ogromny.} [Koran 4:48]
Zatem to nie muzułmanie odmawiają komukolwiek prawa do dostąpienia Raju, bądź skazują ich na Piekło. To Bóg wytycza zasady, zachęca ludzi do przestrzegania ich, ostrzega przed odrzucaniem ich, jest Miłosierny, wybacza tak wiele grzechów – poza jednym, grzechem politeizmu. Za wszystko, czym nas obdarzył, żąda bezwzględnego przestrzegania tylko jednego – oddawania czci tylko Jemu Jednemu, nie miłowania nikogo tak, jak się miłuje Jego, wiary w Niego i w to, co nam zsyła i głosi ustami wszystkich Proroków.
{W Imię Boga Miłosiernego i Litościwego! Mów: "On - Bóg Jeden, Bóg Wiekuisty! Nie zrodził i nie został zrodzony! Nikt Jemu nie jest równy!"} [Koran, rozdział 112]
Odnośnie Boga w którego wierzymy: "Jednym z największych błędów, jakich niemuzułmanie dopuszczają się w interpretowaniu islamu jest pojmowanie słowa „Allah”. Z rozmaitych powodów wiele osób wierzy, iż muzułmanie czczą innego Boga, niż chrześcijanie i żydzi. Jest to całkowicie błędna opinia, albowiem „Allah” jest po prostu arabskim słowem, które znaczy – „Bóg”- i tylko „Jeden Bóg”. I aby nie było wątpliwości; muzułmanie czczą Boga (proroków takich jak m.in.): Noego, Abrahama, Mojżesza, Dawida i Jezusa - niech pokój będzie z nimi wszystkimi. Jednakże prawdą jest, że żydzi, chrześcijanie oraz muzułmanie mają inną koncepcję Boga Wszechmogącego. Na przykład muzułmanie - podobnie jak żydzi - odrzucają wiarę chrześcijan w świętą Trójcę oraz w boskie wcielenie. To jednak nie oznacza, że każda z tych trzech religii czci innego Boga, ponieważ, jak już zostało powiedziane, jest tylko Jeden Prawdziwy Bóg. Judaizm, chrześcijaństwo oraz islam uważają się za religie wyznania abrahamowego, i wszystkie trzy mianują siebie wyznaniami monoteistycznymi. Jednakże islam naucza, iż inne religie, w taki czy inny sposób, wypaczają i unieważniają czystą i właściwą koncepcję wiary w Boga Wszechmogącego, poprzez zaniedbywanie jego prawdziwych nauk i wprowadzanie innowacji stworzonych przez człowieka" (fragment b. ciekawego artykułu (zob.) KIM JEST ALLAH).

Monika

Dla żądnych wiedzy szerszej:
blogowe artykuły: Islam a Trójca Święta oraz Co oznacza słowo Allah i w co wierzą muzułmanie
fatwy: Raj a niemuzułmanie oraz żydzi i chrześcijanie w Raju
Dla anglojęzycznych:
God's Name: Non-Muslims Calling the Creator "Allah"
How the Qur'an Teaches People about Allah

maja 08, 2009

tolerancja, nietolerancja, wzajemność i jej brak cz 2.

Rzeczą, z jaką bardzo, bardzo często spotykam sie podczas rozmów z niemuzułmanami na żywo i wirtualnie jest fakt, że kiedy tylko muzułmanin ośmieli się poskarżyć na przejawy nietolerancji i/lub dyskryminacji ze względu na wyznanie w którymś z krajów zachodnich, w odpowiedzi serwuje mu się brak tolerancji dla (najczęściej) chrześcijan lub innych wyznań w krajach muzułmańskich w stylu:
„Bo do Mekki niemuzułmanom nie można wchodzić, do Watykanu muzułmanom można”; „bo tam (i tu często pada znaczący zwrot, do którego wrócę później) „w waszych krajach”/„u was” nie można budować kościołów, a u nas meczety można”; „przeszkadza wam religia w szkołach, ciekawe jakby chrześcijanin pojechał do Arabii Saudyjskiej, Algierii, Iranu i zażądałby, żeby nie było nic w szkole o islamie, bo to go obraża”; „wy tu macie wolność wyznania, a sami jej nie dajecie”; „żądacie poszanowania praw, a sami ich nie dajecie”; „skoro u was trzeba się okutać od góry do dołu, dlaczego wy się nie dostosujecie”; czyli ogólnie, „skoro u was my sie mamy dostosować, wy się też dostosujcie do (i tu już padają różne pojęcia): kultury europejskiej, korzeni chrześcijańskich, itp, itd.”.
Zanim przejdziemy do sedna, mała dygresja. Jeśli chodzi o przejawy nietolerancji, jakiej mogą gdziekolwiek doświadczać niemuzułmanie żyjący w zgodzie z muzułmanami ze strony tych ostatnich, jak brzydkie traktowanie, obelgi, palenie świątyń, które są już wybudowane, jakiekolwiek prześladowania, ataki osobiste czy majątkowe, ze względu na wyznanie – temu jako wierząca muzułmanka jestem przeciwna, bo i temu przeciwny jest duch i nauki mojej religii. Takich czynów, uważam, mamy się wystrzegać, potępiać je u naszych braci i sióstr oraz robić, co w naszej mocy, aby coś w tym temacie zmienić. Natomiast tutaj odnoszę się, jak zresztą autorzy cytatów jw (świadomi tego czy nie), do „nietolerancji”, jaka w oczach niemuzułmanów może wynikać z praw krajów muzułmańskich regulujących sprawy religijne i wyznaniowe.
Teraz, odbijanie piłeczki w postaci porównań wolności wyznaniowych w krajach zachodnich i muzułmańskich oraz żądanie czy oczekiwanie wzajemności jest moim skromnym zdaniem nieuzasadnione. Co więcej, nie może być używane jako wymówka, usprawiedliwienie dla istniejącej w krajach zachodnich islamofobii i niedotrzymywania praw wyznaniowych przysługujących muzułmanom, a tak ono w rozmowach brzmi... Dlaczego?
Użycie tego typu argumentów wynika najczęściej z:
I. Wybiórczej wiedzy na temat państw muzułmańskich dzisiaj, zamieszkujących je mniejszości religijnych i rzeczywistych praw im przysługujących oraz uogólnianie niektórych panujących w poszczególnych krajach np. takich jak Arabia Saudyjska do pozostałych ponad 3 tuzinów i do całej wspólnoty muzułmańskiej świata ogólnie. Bo kościoły, klasztory mają się dobrze, ich dzwony dzwonią, msze są odprawiane, w wielu krajach nawet prowadzone są misje chrześcijańskie.
II. Nieznajomości praw, jakie szarijat (prawo islamskie) rzeczywiście przyznaje mniejszościom religijnym, które to były stosowane w państwie islamskim Proroka, pokój z nim, i jego następców (zwanych kalifami). Stąd też trudności z rozróżnieniem nadużyć, jakie mogą mieć miejsce w imię islamu, czy niewłaściwych interpretacji w tym temacie dzisiaj.
III. Niewiedzy na temat roli, jaką islam odegrał ogólnie w historii, a konkretniej w ukształtowaniu i rozwoju politycznym, prawodawstwa obszarów, na które dotarł 1400 lat temu i na temat przebiegu całego tego procesu po dziś dzień. Niestety, pod tym względem nie można czynić i używać porównań z religią chrześcijańską - czyjej roli w historii cywilizacji zachodniej bynajmniej nie mogę i nie zamierzam umniejszać – z dwóch powodów:
1) religie te różnią się od siebie pod względem zasięgu mocy politycznej i prawodawczej, jaka z nich emanuje. W islamie sięga ona dużo dalej oraz została dobitnie i całościowo ustanowiona i zalegalizowana w źródłach religijnych, czyli (dla wierzących) przez Boga. Model lidera religijno-politycznego ustanowiony w postaci Proroka Muhammada, pokój z nim, nie ma wiele wspólnego z przywódctwem Jezusa, pokój z nim, w religii chrześcijańskiej. Dlatego też związek wiernych muzułmanów z tymi aspektami islamu będzie dużo silniejszy, bo oparty o ich Boskie pochodzenie, niż może to mieć w przypadku wiernych chrześcijan, gdzie religia jako system religijno-polityczny jest wytworem ludzkim (bo oparcia w źródle religijnym nie ma), stąd też większa możliwość poddaniu go zmianom, czy nawet odejściu od niego do innego systemu – również produkcji człowieka;
2) historie społeczeństw, na które te dwie religie oddziaływały/ją oraz związku tych społeczeństw z nimi na przestrzeni czasu, różnią się istotnie na etapie przed i po pojawieniu się obydwu religii, stąd owoce historii, jakimi są dzisiejsze rzeczywistości państw zachodnich i muzułmańskich, nie są w żaden sposób równoległe, wręcz dość odmienne. Przed narodzinami chrześcijaństwa na obszarach Europy i basenu Morza Śródziemnego rozwinęły się cywilizacje grecka i rzymska. Ich dorobek kulturowy i administracyjno-polityczny to podwaliny, na których działało chrześcijaństwo, które później wskrzeszono i do dziś stanowią nieodzowną część rzeczywistości państw zachodnich. Nie możemy zapomnieć o epoce Oświecenia i jego kluczowej roli w dzisiejszej tradycji politycznej tychże państw, ze szczególnym naciskiem na oddzielenie religii od władzy. Natomiast, w przypadku islamu i historii państw muzułmańskich to wszystko nie miało miejsca. Islam od początku był systemem organizującym życie indywidualne, społeczne, kulturowe, ekonomiczne, polityczne i administracyjne ludów zamieszkujących ziemie, jakie z czasem obejmował i tej roli religii muzułmanie nigdy się nie wyparli ani nie starali obalić. Do czasów kolonializmu na ziemiach muzułmańskich islam nie syntetyzował z innymi religijnymi czy świeckimi formami polityczno-administracyjnymi, a i kolonializm nie zdołał całkowicie wykorzenić związku tej religii z władzą i prawodawstwem państw, jakie wyłoniły się po jego odejściu, mimo iż go osłabił. Dlatego (zbaczając na chwilę z tematu) korzenie, jakie dzisiejsza Europa ma w chrześcijaństwie również nie są porównywalne do korzeni islamskich krajów muzułmańskich.
Dlaczego wolności wyznaniowe w Europie i w świecie arabsko-muzułmańskim nie są takie same, bezpośrednio wynika z powyższego. Islam od samego początku określał i regulował swoją pozycję w państwie w stosunku do innych wyznań w państwie islamskim, czego pozostałości przetrwały do dziś w krajach, które go całkowicie od władzy nie oddzieliły, ani nigdy całkowitej równości wyznaniowej (jak zachodnia) nie ustanowiły. Zaś tradycja polityczna państw europejskich za wartości uznała wolność wyznania, równość wszystkich wyznań, a zatem przysługujące im takie same prawa do kultu i manifestacji oraz zakaz dyskryminacji ze względu na wyznanie. Prawa te nie były ustanawiane na zasadzie wzajemności z krajami pochodzenia wyznawców czy obszarami, gdzie się ich religię wyznaje. Zostały przyznane wszystkim, tak obywatelom jak przyjezdnym po równo. Dlatego zastanawia mnie, dlaczego osoby broniące m.in. tych wartości, uznające się za ich spadkobierców, przytaczają argument braku wzajemności, kiedy mowa o ich łamaniu? I dlaczego muzułmanie mieliby z nich nie korzystać, czy się nie domagać, skoro są dla wszystkich i są (wg autorów cytatów jak mniemam) lepsze niż wartości, prawa istniejące gdzie indziej, uznane są za osiągnięcie cywilizacyjne?
Kolejna ciekawa rzecz to ten skrót myślowy „w waszych krajach”/„u was” pod adresem konwertytów obywateli Europy, tu na blogu - Polski. Jego interpretacja jest jasna: „wy, przyjęłyście islam, to już nie jesteście Polkami, i jako muzułmanki odpowiadajcie za to, co robi Kadafi, co dzieje się w Afganistanie, Pakistanie wszystkim niemuzułmanom”, o czym m.in. pisała już Monika. A przepraszam, jakim prawem pozbawia się nas polskości, praw nam nadanych przez konstytucję RP jak każdemu innemu Polakowi dlatego, że jest POLAKIEM a nie katolikiem, ateistą czy muzułmaninem? I jakim innym pociąga się nas do odpowiedzialności za ustawodawstwo, tradycje, zwyczaje panujące w innych krajach? Bo czy aby na pewno wszystkie one wynikały z islamu?
Na koniec pytanie, czy islam w swej pierwotnej postaci jest tolerancyjny wobec innych wyznań? Jest, bo toleruje w swoich „progach” innowierców, nadaje im pełny status obywateli, nie zabiera im prawa do wyznania i kultu, jedynie je w pewnych sytuacjach ogranicza, ani do przyjęcia islamu nie zmusza, tego dowodzi historia i nauki tej religii. Jest zatem mniej tolerancyjny niż świeckie prawa wyznaniowe ustanawiane przez człowieka, ale to już wynika z jednego z jego podstawowych założeń: głoszenia Prawdy i ustanawiania jej, któremu zaprzeczyłby, dopuszczając rozpowszechnienie się fałszu. Świeckie prawa wyznaniowe takiego zadania nie mają. Są to po prostu dwie oddzielne bajki...

Iman

Zdjęcia:
górny lewy róg: Melilla, miasto hiszpańskie w płn. Afryce (Maroko): od lewej: synagoga Or Zoruah, kościół Świętego Serca, meczet As-Salam;
niżej po prawej: Amman (Jordania), minarety meczetu Króla Abdullaha i dzwonnica kościoła prawosławnego.

Zainteresowanych częścią Iszą, odsyłam do: Tolerancja, nietolerancja, wzajemność i jej brak...

Polecana lekura:
Współistnienie jest siłą
Tolerancja
Niemuzułmanie w państwie muzułmańskim

października 22, 2008

tolerancja, nietolerancja, wzajemnosc i jej brak....

anonimowy (21.10.08): Jak widze wokol mnie, to tylko tolerowac trzeba wszedzie muzulmanow a w druga strone to zupelnie nie dziala
Mam prośbę Drodzy Czytelnicy, przestańmy generalizować. Tak, jak w krajach niemuzułmańskich spotykamy się z tolerancją i nietolerancją wobec muzułmanów, tak vice versa spotkamy się z obydwoma w krajach muzułmańskich wobec nie-muzułmanów. Każdy z nas poda przykład i już nam się wydaje, że rzeczywistość jest taka prosta i łatwa.

przyklad:kolezanka lekarz opowiadala mi o swojej kolezance po fachu,otoz ta lakarka leciala samolotem z pomoca medyczna (leki,itd.itp) do iranu, darmowa pomoca, ratujaca zycie wielu ludzi...tuz przed ladowaniem samolotu podszedl do niej jeden z bedacych na pokladzie iranczykow z nakazem zakutania sie w ichniejsze ubranie, zasloniecie twarzy pod grozba (jezeli tego nie zrobi) nie ma prawa wyjscia z samolotuona musiala wyjsc z samolotu bo ona prowadzila ten konwoj! alternatywa bylo ze samolot moze zawrociclekarka zalozyla te ich przyodziewek a moja znajoma stwierdzila ze gdyby nie to ze zna ja wiele lat to stracilaby calkowiecie szacunek dla niej jako czlowieka za ten ruch
Smutna ta relacja i przykro mi, ale rozumiecie Państwo chyba, ze nie zamierzam czuć się winna za wszelkie przewinienia dokonane przez muzułmanów na świecie, prawda? Bo czy wszyscy Polacy winni są rozbojowi, jakiego polscy kibice dokonują na stadionach na przykład? Nie. Nie wszyscy by tak postąpili. Nie wszystkie zachowania muzułmanów wynikają z ich religii, często mogą być jej przeciwne, proszę to mieć na względzie.
Odnośnie opisanego wydarzenia, nie wiem, czy autorka komentarza wie, ze w Iranie (o ile mi wiadomo) strój kobiecy regulowany jest przez prawo, które określa, jak mają chodzić ubrane (strój ten nazywa się czador) - polecam lekturę "Dzieci Rifa'y. Muzułmanie a nowoczesność" Guy'a Sormana, str. 141-166. Opisane jest tam podobne zdarzenie i reakcje autora (również podobne jak anonimowej). I chyba jasne jest, że jeśli chcesz wejść do czyjegoś domu, to musisz się dostosować do zasad jego i jego domowników, prawda? W Japonii będziesz musiała zdjąć buty, wchodząc do domu Japończyka; w Hiszpanii nikt Ci na to nie pozwoli, więc ich nie zdejmiesz, mimo iż polski zwyczaj tak nakazuje.

w islamie kobiety chodza zakutane a w europie nie, dlaczego skoro taka wrona jedzie do europy nie ma nakazu przebrania sie w europejski stroj?
Islam nie jest obszarem geo-politycznym, mimo iż media bardzo staraja sie nam to wmówić. Islam to religia i wymaga od nas pewnego stroju, chociaż nie wszystkie "zakutane" (ech..) chodzą. Europa zaś nie jest religią ani ideologią nakazującą ludziom strój... Odpowiedź znajdziesz w moim wcześniejszych słowach, a właściwie sama sobie odpowiedziałaś: nikt od nas tutaj nie wymaga żadnego stroju, każdy niech się ubiera, jak chce. Mnie, obywatelce Polski i UE, nie żadnej, jak to nazwałaś, "zakutanej wronie" (naprawdę bardzo przykre określenie...) nikt nie powie, jak mam się ubierać, bo ani prawa polskie ani kraju w którym mieszkam tego nie określają. Jeśli jutro hidżab będzie zabroniony, jak to już częściowo dzieje się we Francji (więc też tak z tą wszechtolerancją nas kolorowo nie jest), pomyślimy, co zrobić. Będzie to inna sytuacja.

moze razi to oczy innych europjeczykow i ich poglady?
Mnie, poniekąd europejkę, rownież razi wiele rzeczy ze strony innych, czy to europejczyków, czy nie, muzułmanów czy nie. Rażą mnie spodnie noszone poniżej czterech liter z bielizną na wierzchu na przykład, rażą mnie hipisi mieszkający w karawanach w dziesiątkę (pięciu hipisów i pięć psów), którzy znaczenia słowa woda i mydło chyba nie znają; rażą mnie panowie pod sklepem żłopiący od szóstej rano piwsko. Więc my, muzułmanki i tak nieźle wypadamy w tym świetle. Każdego coś razi. Ale dopóki prawo tych rzeczy nie zabrania, nic się nie zmieni i będę musiała przejść obok bez słowa, mimo iz w środku tego nie akceptuję. Podobnie będzie musiała zrobić reszta społeczeństwa, która poznać mnie nie chce, zaakceptować też nie.

dlaczego europejczycy musza sie dopasowywac a oni nie?
Nie europejczycy, ale wszyscy, którzy zechcą tam wjechać, nawet Iranki, którym nie w smak ichni "przyodziewek", zwany czador, a takie na pewno są.
Na koniec opowiem jeszcze anegdotę, która przydarzyła mi się osobiście, obrazującą tolerancję kraju muzułmańskiego w stosunku do muzułanów. Było to zanim pobraliśmy się z mężem cywilnie i pierwszy raz wybierałam się z nim do Algierii. Wizę postanowiłam załatwić w konsulacie Algierii w RP. Nosiłam już wtedy hidżab. Okazało się, że zdjęcie do wizy ma być... z odkrytą głową! Był to dla mnie jakiś absurd, ale prawa to prawa. I nie miało znaczenia, że mąż zadzwonił i rozmawiał z konsulem w kategoriach religijnych - że jesteśmy muzułmanami, że to jego żona, że nie pozwoli, by ktoś żądał ode mnie odkrycia głowy.

Iman

października 20, 2008

PYTANIE do "NIEMUZ": jak odbieracie muzułmanki mijane na polskich ulicach?


Dziwolągi? Odmieńce? Czy nas się boicie? Wiemy, że nasze wybory mogą być trudne do zrozumienia, ale czy chusta na głowie stanowi dla Państwa zagrożenie?

Na zdjęciu Maria, matka Jezusa, pokój z nim, w hidżabie.