Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycje i zwyczaje inne niż islamskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycje i zwyczaje inne niż islamskie. Pokaż wszystkie posty

stycznia 24, 2011

Dzień islamu w Kościele katolickim w Polsce.

Pod hasłem "Chrześcijanie i muzułmanie: razem, by przezwyciężyć przemoc między wyznawcami różnych religii" obchodzony będzie w najbliższą środę XI Dzień Islamu w Kościele katolickim w Polsce.

Jego organizatorami są Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego Konferencji Episkopatu Polski i Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów.

Tegoroczne hasło nawiązuje do przesłania Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego na koniec miesiąca Ramadan w 2010 roku. W tekście "Chrześcijanie i muzułmanie: razem, by przezwyciężyć przemoc między wyznawcami różnych religii", czytamy, że wśród przyczyn przemocy między wyznającymi różne wiary wskazać można manipulowanie religią w celach politycznych czy dyskryminację ze względów religijnych. Dokument wskazuje też drogę do pokoju - to "uznanie tego, co jest nam wspólne, i respektowanie różnic, opierając na tym kulturę dialogu", a także "znaczenie wychowywania do szacunku, dialogu i braterstwa na różnych obszarach edukacji: w domu, w szkole, w kościołach i meczetach".

Przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi, działającego w ramach Episkopatu Polski, bp Romuald Kamiński podkreślił w rozmowie z PAP, że obchody Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce to zupełnie nowa rzeczywistość w relacjach chrześcijańsko-muzułmańskich. - Pokojowe współistnienie na ziemiach polskich katolików i Tatarów muzułmańskich ma wielowiekową tradycję. Przykładem dialogu między chrześcijaństwem a islamem w Polsce jest świadectwo Jana Jakuba Szegidewicza o św. Maksymilianie Marii Kolbem. Muzułmanin był głównym świadkiem w procesie beatyfikacyjnym franciszkanina - wyjaśnił.
Jak podkreśla bp Kamiński, Polska może być wzorem dla Europy w zakresie prowadzenia działalności dialogu międzyreligijnego. Przypomniał przy tej okazji, że w Konferencji Episkopatu Polski działa Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi (w ramach Rady ds. Dialogu Religijnego).

Główną organizacją prowadzącą działalność w zakresie dialogu miedzy tymi religiami jest Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów. Funkcjonuje prowadzone przez księży werbistów Centrum Dialogu Kultur i Religii w Pieniężnie i Centrum Dialogu Międzykulturowego UKSW prowadzone przez pracowników naukowo-dydaktycznych Sekcji Misjologii Wydziału Teologicznego.

Centralne obchody Dnia Islamu odbędą się w Domu Parafialnym przy parafii św. Floriana na warszawskiej Pradze. Punktem centralnym obchodów jest modlitwa w intencji przezwyciężania przemocy między wyznawcami różnych religii, pokoju na świecie oraz o pokojowe współdziałanie wiernych obu religii. Do części stałych obchodów należą także: przesłanie nawiązujące do tematu Dnia Islamu, czytanie fragmentów ksiąg świętych (Pisma Świętego i Koranu), Dua (czyli muzułmańska modlitwa spontaniczna), modlitwa powszechna zakończona modlitwą "Ojcze nasz" i przekazanie znaku pokoju. Spotkanie chrześcijan i muzułmanów kończy agapa przy muzyce orientu.

Uczestnikami Dnia Islamu będą, m.in. przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego Konferencji Episkopatu Polski bp Romuald Kamiński, członkowie Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów oraz duchowi przywódcy wspólnoty muzułmańskiej w Polsce.

Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów powstała w 1997 r. i stawia sobie za cel propagowanie dialogu między wyznawcami tych dwóch religii. Jest organizacją oficjalnie uznaną przez Konferencję Episkopatu Polski. To w odpowiedzi na prośbę katolickiej strony Rady Episkopat podjął w 2000 r. decyzję o obchodzeniu Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce 26 stycznia każdego roku.

W Polsce funkcjonują dwa religijne związki muzułmańskie wpisane do rejestru Kościołów i Związków Religijnych. Muzułmański Związek Religijny w RP, uznany oficjalnie w 1925 r., liczy obecnie ok. 6 tys. członków, zrzesza przede wszystkim Tatarów Muzułmanów Polskich. Zarejestrowana w 2004 r. Liga Muzułmańska w RP zrzesza muzułmanów przybywających do Polski na studia oraz do pracy, a także osoby przyjmujące islam za swoją religię. Według szacunków liczy ok. 25 tysięcy członków. Pozostałe organizacje są marginalne, zrzeszają od kilkudziesięciu do trzystu osób w kraju.

lipca 03, 2010

Mundial albo życie


Jesteście w stanie uwierzyć, że oglądanie Mistrzostw Świata może kosztować życie?

To nie żart – to przerażający fakt. W XXI wieku istnieją ludzie, którzy uważają, że oglądanie meczu MŚ 2010 powinno być karane śmiercią. Zanim przyjrzymy się zwolennikom tego prawa, wyobraźmy sobie, że każdy, kto ośmiela się oddać zgodnej z prawem (również islamskim!) przyjemności oglądania meczu w telewizji – umiera. Jak wiele osób straciłoby życie? Moim zdaniem trzeba by liczyć w milionach, lub precyzyjniej: w setkach milionów. Jakże potężna liczba niewinnych osób powinna zginąć – wg. wrogów przyjemności, chcących zniszczyć radości tego świata, twierdzących, że życie musi być ponure i monotonne. Ci wrogowie radości stawiają siebie ponad innymi, określają się mianem „sędziów” a są jednocześnie ławą przysięgłych i katem w imię Religii, podczas gdy sama religia w swojej istocie potępia to, co oni robią!


Kilka dni temu agencje informacyjne prześcigały się w doniesieniach, że nieopodal Mogadiszu spotkała się po kryjomu mała grupa Somalijczyków, aby oglądnąć mecz Mistrzostw Świata. Dwóch uczestników tego spotkania zostało zabitych a reszta aresztowana. Grupa odpowiedzialna za to nazywa sama siebie Hizb al-islam [Partia Islamu] i jest to ta sama grupa, która ignoruje przemoc stosowaną przez somalijskich piratów, a zwraca się przeciwko obserwującym przebieg MŚ.

W ciągu całego dnia, kiedy wspomniane zajście zostało ujawnione przez media, na żadnym z kanałów religijnych, głoszących i uczących islamu 24 godziny na dobę, nie znalazłem wypowiedzi potępiających działania tych przestępców w „imię Religii”, podczas gdy prawdziwa religia – Islam – potępia ich działania! Zaskakujące milczenie mediów islamskich na ten temat pogłębia szaleńczy klimat wokół zajścia.

Prawdziwi Uczeni Islamscy, którzy dbają o wizerunek islamu, powinni zająć negatywne stanowisko. Bardziej niż kiedykolwiek jest potrzebne aby, zamiast zwracać się ku „bezpiecznym” kwestiom ogólnym, stanowczo sprzeciwili się tym, którzy wypaczają obraz islamu w oczach świata i którzy rozprzestrzeniają fałszywe informacje o naszej religii i Proroku (pokój z nim)! Nasi imamowie muszą zmienić priorytety w dyskusjach religijnych. Nie ma nic ważniejszego niż poprawa wizerunku wspaniałej religii, jaką jest islam, a który jest systematycznie niszczony przez działalność przestępców i ekstremistów. Hizb al-islam w Somalii to naprawdę maleńkie ogniwo długiego łańcucha działań, gdziekolwiek by miały miejsce: w Somalii, Afganistanie czy Iraku, prowadzących do narzucenia nam upośledzonych ideologii.

Zamiast koncentrować się na marginalnych przypadkach skoncentrujmy wysiłki na ważniejszych kwestiach!

***

Lektura polecana:

września 07, 2009

św. Mikołaj i spółka

Salam alejkum witam wszystkie siostry i braci oczywiście mam takie pytanie odnośnie mikołajek. Wiem, że już było o tym na blogu aczkolwiek chciałabym jeszcze drogie siostry prosić o pomoc. No więc mam 6cio letnie dziecko, które chodzi do przedszkola i ostatnio stwierdziła moja pociecha że chciałaby dostać coś od mikołaja i w ogóle zaczęło mi się wypytywać na temat mikołaja. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć czy od razu skreślić dziecięce marzenia i powiedzieć, że mikołaj nie istnieje i że my muzułmanie nie obchodzimy mikołajek czy poczekać aż dziecko podrośnie i samo zrozumie, że to mit. Bardzo proszę drogie siostry o rady jak postąpić czy jeśli teraz nic nie zrobię to będzie grzech, bo jak można prosić mikołaja o coś a nie Allaha. A zdrugiej strony jak ja mam 6cio latkowi to wszystko wyjaśnić, może wy mi coś podpowiecie jak z tego wybrnąć. Dodam, że mieszkam w Polsce w niewielkim mieście a tu jak wiadomo mikołajki to podstawa w przedszkolu zwłaszcza! Czekam zniecierpliwieniem na komentarze i z góry dziękuje. ZEYNEP

Salam alejkum wa rahmatullah

Gotowiec rozmowy z dzieckiem znajduje się na stronie O ISLAMIE DLA DZIECI

lipca 14, 2009

hijab jako symbol poniżenia i poddania mężczyźnie

Panie, których zdjęcia znajdują się poniżej są, oczywiście, traktowane przez swoich partnerów w sposób godny i pełen poważania. Dzięki szerokiej edukacji społecznej i kulturalnej w obecnych społeczeństwach europejskich nie zachodzi zjawisko uprzedmiotawiania kobiety. Kobiety są przede wszystkim wolne i mają równe mężczyznom prawa, które w sposób jawny i oczywisty gwarantują im szczęście.



Nasuwa się wstrząsający wniosek: być może hidżab i szacunek drugiego człowieka (nazwijmy awansem kobietę - człowiekiem) nie mają związku?

kwietnia 13, 2009

Święta, święta… i po świętach

Święta wiosenne (przez chrześcijan zwane wielkanocnymi) to kolejny niełatwy czas dla muzułmanów żyjących w Polsce. Z punktu widzenia islamu – obchodzenie świąt nie mających podstaw w islamie jest zabronione (zobacz posty związane z tematem).

Czy źle się z tym czuję? W sumie nie, nie brakuje mi ani aspektów religijnych, ani tradycji; „grobu Pańskiego”, koszyczka, jajek, zajączków, baranków, kurczaczków… Zostałam muzułmanką z potrzeby serca. Czy było łatwo? Nie, nie było. I nie chodzi tu o jakieś trudności w praktykowaniu (choć początkowo na pewno nie było całkiem łatwo pewnych rzeczy zmienić), ale głównie o rodzinę. Myślałam, że przerobiliśmy już wszystko – gniew rodziców, oskarżenia, że sekta, że szatan opętał, nerwy, płacz, szantaż, prośby, groźby. Alhamdulillah, i tak nie było najgorzej. Znam muzułmanki-konwertytki, które miały znacznie trudniej. Bicie, znęcanie się psychiczne, w końcu wyrzucenie z domu – na ulicę (dosłownie, gdyby nie obcy ludzie, tam właśnie jedna ze znanych mi muzułmanek by skończyła, z tego co słyszałam – nie ona jedna). Choć wciąż zdumiewa mnie, jak łatwo osobom nie znającym sytuacji stwierdzić „wy, konwertytki, macie dobrze, mogłyście dokonać wyboru, nikt wam problemów nie robił”. Oj, niektóre mają to szczęście, jednak wiele innych kobiet już takich powodów do radości nie ma, inne zaś wręcz cierpią (psychicznie, czasem też fizycznie). A jednak chęć bycia posłuszną Bogu i miłość do Niego jest silniejsza, znacznie przewyższa potrzebę akceptacji ze strony najbliższych (a takową przecież każda z nas ma). Tak że w sumie nie mam co narzekać i dziękuję Bogu, bo mogło być gorzej. Przebrnęłam jakoś przez ten etap.

Później nadszedł czas na małżeństwo. Oczywiście i tu łatwo nie było, bo „zachciało mi się Araba”. I znów straszenie, wybijanie z głowy, rzucanie przed nos gazet z sensacjami, przekonywanie, branie na litość… I znów wyrodna córka pozostała nieugięta. W końcu poznali, zaakceptowali i – jak mówią – polubili mojego obecnego męża. Alhamdulillah, spokój i stabilizację, oraz akceptację znalazłam właśnie w związku z nim. I mimo że czasem są lepsze dni, czasem gorsze (ze znaczną przewagą tych lepszych), nie ma dnia, żebym nie dziękowała Bogu za cudownego męża, a także za nasze dzieci – nasze skarby, które kochamy nad życie, dla których pragniemy tego, co najlepsze, tak w tym życiu, jak i w życiu przyszłym. To dlatego przykładamy tak dużą uwagę do tego, aby wyrobić w pociechach dobre nawyki, zaszczepić w ich sercach miłość do Allaha, staramy się je uczyć nie tylko poprzez słowa, ale i poprzez przykład. Opowiadamy im o Bogu, o potrzebie pamiętania o Nim na każdym kroku, o życiu przede wszystkim dla Niego, dopiero później dla siebie nawzajem, a wreszcie dla siebie samych. Modlimy się przy dzieciach, a czasem razem z nimi, gdyż mimo że malutkie, garną się do uczestniczenia w modlitwie. Same z siebie używają już pewnych muzułmańskich zwrotów, a my staramy się przekazać im także ich sens, nie tylko wymowę. Wdrażamy w życie wiele rzeczy, które one szybciutko załapują – z właściwą dla ich wieku ufnością. Staramy się więc od samego początku spełnić się jako rodzice i ofiarować naszym dzieciom to, co – jesteśmy przekonani – jest dla nich najlepsze, przekazać wspaniałe wartości, które nie tylko są wymogami naszej religii, ale i wspaniałymi zasadami moralnymi, jakie bez wątpienia przyniosą korzyści zarówno im, jak i społeczeństwu, w którym przyjdzie im żyć.

Wydawało mi się, że najgorsze mam już za sobą, kryzys z rodzicami zażegnany, teraz już z górki. Niby pogodzili się z faktem, że ich córka podąża inną drogą, drogą, którą sama dla siebie wybrała, i która daje jej ogromną satysfakcję i szczęście. Wiem, że dla rodziców mogło to być trudne, dlatego staram się (kiedy tylko można) iść na kompromis, jednak nie przekraczając granic mojej religii. Jak to z tym kompromisem u nas bywa, napisałam już co nieco przy okazji świąt grudniowych. Wydawać więc się mogło, że powinno być już spokojnie. Jednak była to cisza przed burzą.

Dzień przed świętami wiosennymi. Poranek. Rodzice na dole, w kuchni, ja z dziećmi na górze, czytamy książeczki, wygłupiamy się. Przyszedł Tata – zabrał dzieci na dół. Tak więc i ja schodzę, nie chcąc kłótni, choć dużo bardziej wolałabym dokończyć czytać dzieciom książeczkę, gdyż wiem, co zobaczymy na dole. Tata farbuje jajka, Mama piecze babkę, stroi koszyczek. Niby nic… jednak to tylko pozory. Z małej chmury wielki deszcz. Od jajek, które dobrzy Dziadkowie dali dzieciom do kolorowania, przeszli do wręczania im koszyczków i rzucenia, że chcą je zabrać do kościoła.

Co? Czy ja dobrze słyszę, a może to sen? Zdecydowanie odmawiam. Nie pójdą. Co za dużo, to niezdrowo. Spodziewałam się, że po tym „wybryku” temat zostanie zakończony, a tymczasem moja odmowa wywołała lawinę. Lawinę przykrych słów, oskarżeń, zarzutów. Usłyszałam, że jestem nietolerancyjna (ciekawe pojęcie tolerancji, nie powiem), że krzywdzę dzieci, bo powinnam im pozwolić chodzić do kościoła, poznawać także i religię Dziadków, żeby mogły sobie wybrać, kiedy inne dzieci pójdą do komunii, bo może też będą wolały być katolikami. Nie dociera, że to ja jestem ich matką, że to ja jestem odpowiedzialna za nie i za ich wiarę (póki są dziećmi), że niestety, ale pewnych rzeczy pogodzić się nie da, jak tego, że czcić należy JEDYNIE Boga oraz święcenia pokarmu „w imię Ojca i Syna”; nie da się malutkim dzieciom wytłumaczyć różnicy pomiędzy ścisłym monoteizmem, a Trójcą; nie da się wytłumaczyć, że zabronione jest nawet samo wykonywanie rzeźb i obrazów, a jednocześnie zabierać w miejsce, gdzie ich pełno (pomijając fakt, że nawet w samej Biblii jest to wyraźnie zabronione) i ludzie przed nimi klęczą i modlą się – jak wytłumaczyć takim maluchom te różnice? I jeśli miałyby wybrać w wieku tych kilku lat, to przepraszam, ale czy będą się kierowały wyższymi celami i życiem przyszłym? Czy będą się wczytywać w Koran i Biblię, a także nauczanie księży? Czy też raczej wybiorą kolorowe jajka, piękne figurki, melodyjne pieśni, sympatycznego pana w czerwonej czapeczce przynoszącego prezenty (życie katolików dopuszcza pewne tradycje, których islam się wystrzega)? Nie twierdzę przez to, że i w katolicyzmie wyższych celów nie ma, nie chcę też nikogo obrazić, tak że wymieniam tylko to, co prawdopodobnie maluchy w wieku lat kilku zauważą (jako różnice) i co wyda im się bardziej atrakcyjne. Chcę chronić swoje dzieci i przekazać im głębsze wartości niż te widoczne na pierwszy rzut oka atrakcje. Nie mam zamiaru ukrywać przed nimi czym jest katolicyzm, ani też ich do katolików zniechęcać . Raz – moja religia wymaga ode mnie tolerancji, a dwa - zależy mi na tym, aby miały dobre relacje z resztą rodziny i znajomymi, których przecież będą miały, choćby w szkole i aby ich lepiej poznały. Dlatego takie rozmowy podejmować będziemy później, jak Bóg da, kiedy będą w stanie pewne kwestie zrozumieć. A na razie, chcemy im wpajać miłość do Boga, podążanie Drogą Prostą, pokazywać sens naszego życia, bo przecież nie żyjemy tylko po to, by się bawić i cieszyć, ale przede wszystkim dla naszego Stwórcy, który jednak nie za nic nagradza Rajem. Wiara musi iść w parze z uczynkami, wierzę w to gorąco, temu nie przeczy żadna z Ksiąg Objawionych – przeciwnie, każda z nich to potwierdza. Religia to nie tylko wiara w sercu, to także sposób życia, a przede wszystkim poddanie się woli Boga, bo po to właśnie nas życiem obdarzył.
{I stworzyłem ludzi i dżiny tylko po to, żeby Mnie czcili.} [Koran, 51:56].
Staram się jak mogę pogodzić religię z życiem rodzinnym i zachować dobre relacje z rodzicami, ale to wymaga obustronnych chęci. A naprawdę, nie jest łatwo żyć w zgodzie z kimś, kto nie szanuje naszych wyborów, z ludźmi, którzy zarzucają nam, że przez nasze „wymysły” i nasz „fanatyzm” ludzie ich palcami wytykają, że ich ranimy, mają pretensję, że przedkładamy Boga nad rodzinę, że modlitwa jest dla nas ważniejsza niż dobry humor własnych rodziców… No proszę, ja jestem nietolerancyjna.

Czy taka dyskusja była konieczna? Czy nie można było po prostu zaakceptować faktu, że w muzułmańskiej rodzinie, gdzie zarówno mąż jak i żona są muzułmanami, dzieci są wychowywane w islamie? Czy trzeba było wypowiadać tyle gorzkich słów, które na pewno nie przyczyniły się do poprawy sytuacji, a jedynie wniosły żal i stworzyły dystans między nami, a także nadszarpnęły moje zaufanie? Tego dnia nie było mi do śmiechu, raczej do płaczu. Sama (mąż ciut daleko, na chleb zarabia) wśród rodziny, która atakuje, wmawia fanatyzm, żałuje „biednych” dzieci, krzyczy i wiele zarzuca.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bynajmniej nie dlatego, żeby się wyżalić czy szukać pocieszenia (ten etap mam już za sobą). Nie dlatego też, żeby mnie (czy inne muzułmanki w takiej sytuacji – a jest ich niestety wiele) nasi Czytelnicy żałowali. Także nie dlatego, żeby narzekać na rodzinę, którą przecież bardzo kocham, mimo że dni takie jak ten ostatni dzielą nas, zamiast łączyć. Pisząc to chciałabym raczej pokazać nasze życie tak „od środka”, nasze rozterki i dylematy, pokazać, że nie jest tak różowo, jak by się mogło wydawać, że także w polskiej, katolickiej rodzinie nie jest tak łatwo podejmować własne wybory i żyć własnym życiem. Mam też ogromną nadzieję, że wśród naszych czytelników znajdzie się choć jedna osoba mająca w rodzinie muzułmanina/muzułmankę i moje przeżycia skłonią ją do odrobiny refleksji , pomogą wczuć się w sytuację swojej córki, syna, bratanicy, siostrzeńca, wnuczki, wnuka, kuzynki, kuzyna, bo naprawdę, to, że chcemy żyć normalnie nie jest żadną zbrodnią. My też kiedyś byłyśmy dziećmi, dorastałyśmy w rodzinie, w której to rodzice byli za nas odpowiedzialni i wychowywali nas zgodnie ze własnym systemem wartości, zasadami moralnymi, religią bądź jej brakiem i nie dawali wyboru. Teraz my jesteśmy rodzicami i opiekunami naszych dzieci, to na nas spoczywa odpowiedzialność za ich wychowanie. Teraz my tworzymy nową rodzinę, przekazujemy to, co uznaliśmy za dobre i słuszne.

Kochani rodzice, kochana rodzinko… Pozwólcie nam spełnić swoją rolę. Jesteśmy przy Was, nawet jeśli nie dzielimy Waszej wiary. Nie proście nas o więcej, niż jesteśmy w stanie spełnić. Pozwólcie nam żyć po swojemu i zbliżyć się do Was, zamiast od Was uciekać z obawy przed taką właśnie sytuacją.

Monika

lutego 13, 2009

walentynki a islam

Walentynki – kult człowieka (Walentego) lub zwyczaj pogański. Początki Walentynek, święta zakochanych, sięgają średniowiecza, a wywodzą się z Anglii. Jego patron, św. Walenty był biskupem rzymskim, który według legendy miał moc uzdrawiania chorych. Przodkiem tego święta w Polsce były „Kupały”. W tym czasie panny na wydaniu, aby zwrócić uwagę kawalerów stosowały magiczne sposoby np. wrzucały im do herbaty kostkę cukru, którą wcześniej przez 9 dni nosiły pod pachą. Walenty (czczony 14 II - pod tym imieniem martyrologium rzymskie wspomina 8 świętych) był męczennikiem, który poniósł śmierć jako biskup Terni pod Rzymem w czasach cesarza Klaudiusza II Gota ok. 269 r. W miejscu, w którym męczennik został pochowany w IV w. papież Juliusz I kazał wznieść bazylikę. Za sprawą historii i legend związanych z Walentym kult biskupa rozszerzył się w całej chrześcijańskiej Europie. Walenty uznawany jest przez chrześcijan za patrona chorych; jego kult przywędrował do Polski z Bawarii i Tyrolu. Na zachodzie Europy Walenty patronuje zakochanym od XV w. Jedni wyjaśniają to zbieżnością dat tego „święta” z porą godów (łączenia się w pary) ptaków na Wyspach Brytyjskich. Inni uzasadniają to adaptacją przez chrześcijaństwo - pogańskiego zwyczaju wypisywania przez chłopców (w dniu bogini dziewcząt, 15 lutego) imion swych ukochanych.

Ponieważ muzułmanom nie wolno:
  • celebrować żadnych innych świąt niż ustalone w Koranie i tradycji Proroka
  • naśladować zwyczajów i tradycji sprzecznych z islamem
  • naśladować tradycji i zwyczajów ludzi Księgi (żydów i chrześcijan) (np. świąt komunistycznych, państwowych, itp).
  • wprowadzać do islamu (który obejmuje całość naszego życia min. zwyczaje, tradycje, itp) - innowacji (bidah)
- tym samym nie wolno muzułmaninowi celebrować świąt takich jak walentynki, urodziny (tutaj niektórzy uczeni dopuszczają, choć samo święto sięga korzeniami tradycji pogańskich, stąd wielu muzułmanów urodzin nie obchodzi), Dzień Matki, Dzień Kobiet, 1 maja, Wigilia itp. albowiem święta te nie zostały ustalone w Koranie ani przez Proroka. [na podstawie fatwy]. Powyższe nie oznacza, że nie ma muzułmanów, którzy walentynek nie świętują.. Są tacy i są tacy.

Polecana lektura dodatkowa: BIDAH - definicja innowacji oraz Przykłady współczesnych innowacji oraz niewierzący i ich naśladownictwo.

stycznia 27, 2009

niech (nie) żyje bal... czyli muzułmanka na niemuzułmańskim weselu

Kilka tygodni temu miałam okazję - po raz pierwszy odkąd jestem muzułmanką (w maju stuknie siedem latek) - wybrać się na niemuzułmańską imprezę. Żenił się mój starszy brat. Bardzo cieszyłam się na to wydarzenie, bynajmniej nie z powodu imprezy, ale z faktu, że mój brat postanowił zrobić ten odpowiedzialny krok. Niemniej jednak tutaj będzie o dylematach, jakie mogą narastać w muzułmance z racji uczestnictwa w tego typu uroczystości, oraz negocjacjach, jakie musiałam przeprowadzić ze sobą i z rodziną.

Pytanie nr 1: Czy ja, muzułmanka, w ogóle powinnam, w świetle zasad mojej religii, uczestniczyć w ślubie chrześcijańskim i niemuzułmańskim weselu?

Odpowiedź jest dla mnie raczej jasna: dla spokojnego i czystego sumienia – raczej nie. Dlaczego? Jeśli chodzi o ślub w kościele, to jest tak: muzułmanie możemy wchodzić do kościoła, a jakby trzeba było nawet możemy odprawić tam nasze modlitwy, ale już inną sprawą jest uczestnictwo czy bycie obecnym przy obrządku chrześcijańskim. Niestety w liturgii mszalnej występują elementy, które w islamie uznane są za największy grzech, tzw. szirk, jak modlitwy do innych niż Bóg, np. do Jezusa, Marii, pokój z nimi, świętych, czy samo uznanie Jezusa, pokój z nim, za syna Boga i nazywanie go takowym. I większość muzułmańskich mędrców tak nas naucza – że na mszę nie wolno. Aczkolwiek ponieważ znajdziemy wśród nich głosy, że możemy jednak zaszczycić naszą obecnością takie chwile, postanowiłam nie dywagować i posłałam męża, by zapytał kogoś mądrego, co powinnam zrobić: iść na mszę, czy nie iść. Przyniósł jasną odpowiedź: nie. Decyzja zapadła: na mszę nie pójdę.

Potem, na weselu jest tyle rzeczy, przed którymi islam nas chroni i przestrzega, aż okazuje się, że to też nie miejsce dla nas. Mianowicie są to:
  • muzyka, bynajmniej nie o tematyce religijnej, dużo głośniejsza niż zwykle zresztą – zabroniona (patrz: Muzyka w islamie);
  • mieszanie się obcych mężczyzn i kobiet, kontakt fizyczny, wspólne tańce – zabronione (czytaj tu);
  • picie alkoholu, siedzenie przy stole, przy którym inni piją – zabronione: Prorok (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim) zabronił siedzenia przy stole, gdzie pite jest wino. Przekazano, że Umar ibn al-Chattab (oby Allah był z niego zadowolony) powiedział: „Prorok (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim) powiedział:„Ten, kto wierzy w Allaha i Dzień Ostatni, niech nie siedzi przy stole gdzie pite jest wino”. [Ahmad, 126; sklasyfikowany jako autentyczny (sahih) przez al-Albani w Irwa al-Ghaliil, 7/6]
To tak w teorii, a w praktyce okazało się, że z powyższego wynikają jeszcze inne nieprzyjemne dla muzułmanki sytuacje, o których dawno zapomniałam z racji niebywania w takich miejscach, o czym za chwilę.

Pytanie nr 2: Czy zdobędę się na to, żeby nie iść w ogóle, ani na ślub ani na wesele? I jak to wyglądało w praktyce?

Jeszcze zanim nadszedł „wielki dzień”, zdarzyło mi się kilka wpadek. Najpierw, usadzając z moją Mamą gości z naszej rodziny przy wyimaginowanym stole na kartce papieru, zorientowałam się, że moje trzy kuzynki (w wieku licealnym i studenckim) siedzą same, bez osób towarzyszących. Zdziwiło mnie, że brat pominął ten fakt, bo dziewczyny są rozrywkowe, a wśród gości nie zapowiadało się na obfitość singli, tak żeby miały się z kim pobawić. Wykonałam zatem telefon do brata, co on na to, żeby jednak się zapytać, czy chcą kogoś ze sobą zabrać. Okazało się, że moje siostry cioteczne maja stałą ekipę kolegów na wesela (którzy potem okazali się duszami towarzystwa; rozkręcili całą imprezę i obtańcowali wszystkie panie od najmłodszej do najstarszej – no dobra, za wyjątkiem mnie ;-) rzecz jasna) i że z nimi przyjadą. Dopiero po fakcie zdałam sobie sprawę, że przyłożyłam własną rękę do tego, żeby trzem młodym dziewczynom towarzyszyli obcy (z punktu widzenia islamu) mężczyźni, dotykali je i tańczyli z nimi. Zderzenie perspektyw islamskiej i przed-islamem przyprawiło mnie o spore wątpliwości, czy dobrze postąpiłam - niestety dopiero po fakcie....

Podobnie było z pierwszym tańcem. Państwo młodzi odłożyli tę sprawę na dwa dni przed weselem. A wybrali sobie niełatwy kawałek - rumbę. Nauczyciel tańca powiedział im, że w sprawie rumby nie jest w stanie nic zrobić w tak krótkim czasie, ewentualnie może postarać się o walca, co nie bardzo było po myśli mojemu bratu lubiącemu oryginalność. Ponieważ wcześniej już pokazałam mu krok podstawowy do rumby (tańczyło się towarzyskie swego czasu), zaczął ładnie prosić, bym im jednak pomogła. Z początku powiedziałam, że nie. Jednak później, chęć uratowania sytuacji i pomocy bratu zainspirowała mnie do ułożenia krótkiej jednominutowej choreografii. Ćwiczyliśmy dwa dni, mimo że kiedy przyszło co do czego, zatańczyli tylko krok podstawowy i parę obrotów. I czy dobrze zrobiłam przyczyniając się do tego, że dwoje obcych sobie jeszcze (znów w świetle islamu) ludzi tańczyło ze sobą przy zabronionej muzyce przed i potem na weselu? Z drugiej strony, pewnie i tak by to zrobili, i tak tańczyli ze sobą już nie raz, ale wolałabym była jednak, dla spokoju ducha, uniknąć udziału w tym.

Kolejna nieoczekiwana sytuacja zdarzyła się, kiedy na kilka dni przed weselem razem z Mamą pojechałyśmy do miasta załatwiać różne pilne sprawy. Odkąd mam prawo jazdy, wyręczam Mamę za kółkiem, co sprawia nam obu ogromną frajdę. Na liście sprawunków nie było nic, co wzbudzałoby podejrzenia. Jednak kiedy wpadłyśmy do jej gabinetu (Mama jest lekarzem), przypomniała sobie nagle, że musi przecież odebrać wina zamówione na wesele w nowym sklepie z winami tuż na przeciwko jej miejsca pracy. O zgrozo, myślę sobie! Najpierw musiałam zakomunikować Mamie, że nie pójdę z nią do sklepu i nie pomogę przytachać skrzynek z winami. Sumienie gryzło mnie jak nie wiem co, bo Mama była zmęczona i od kilku dni doskwierał jej łokieć; poza tym z zasady nie pozwalam, by cokolwiek dźwigała w mojej obecności. A kiedy już przytaszczyła skrzynki i zapakowała je do bagażnika, znalazła mnie na miejscu pasażera wręczającą jej kluczyki, aby dalej prowadziła ona. A wszystko to ze względu na słowa Proroka, pokój z nim: „Dziesięć rzeczy związanych z khamr (winem, napojami alkoholowymi, ogólnie środkami odurzającymi) zostało przeklętych: khamr sam w sobie został przeklęty; ten, kto go pije; podaje; sprzedaje; kupuje; wytwarza; kto o niego prosi; kto go przynosi; ten, dla kogo się go niesie i ten, kto zjada jego cenę”. [Imam Ahmad, Abu Daud i Ibn Madżah] W przypadku alkoholu postanowiłam pozostać nieugięta. Chwała Bogu.

Możecie sobie wyobrazić, że w polskiej katolickiej rodzinie opuszczenie mszy ślubnej przez jednego z członków to nie byle jaka rzecz, mogąca urosnąć do zniewagi i braku tolerancji – a co za tym idzie nieprzyjemności ze strony najbliższych. Musiałam zatem znaleźć sposób, aby wytłumaczyć własnej rodzince, jak również swachom, czyli teściom brata, że we mszy udziału nie wezmę. Dzieki Bogu, sprawa nie okazała się aż tak trudna. Główny bohater – mój brat, nie wyraził zdania na temat, jego już dziś małżonka zaakceptowała wiadomość również bez pytania; Mama przyjęła to z właściwą jej naturalnością, ale kiedy Tata zaczął oponować, przyłączyła się do niego z pytaniami (choć u niej bardziej wynikają z ciekawości niż chęci protestu): no bo dlaczego, a co mi szkodzi, przecież muzułmanie i chrześcijanie mają takie rzeczy już za sobą - ile razy modlili się razem w kościele na różnych konferencjach dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego, że przecież nawet nie muszę się modlić, etc. Teraz, przyszła kolej na mnie. Powiedziałam wprost, że biorąc pod uwagę moje zasady, w ogóle nie powinnam iść ani tu ani tam, i że idąc na samo wesele, gdzie będzie bardzo dużo (właściwie większość) rzeczy wg mnie złych i zabronionych, robię i tak wielki wysiłek i sporo omijam, z czym nie jest mi lekko na sumieniu. Chciałam, żeby zrozumieli, że takie wydarzenie wiąże się dla mnie z ukrywanym złym samopoczuciem (mimo dobrej miny) i wieloma dylematami moralnymi, których oni nie mają, i o których wiedzieć przecież nie muszą. I podziałało, chwała Panu. Moja rodzina to naprawdę wyrozumiali i tolerancyjni ludzie.

Potem przyszedł moment, kiedy odwiedziły nas swachy i Mama chcąc uprzedzić, co by nie było niespodzianek w dniu wesela, powiedziała swachowi, że mnie na ślubie nie będzie. Teść mojego brata to bardzo otwarty człowiek. Już wcześniej wypytał o masę rzeczy, nie tylko związanych z islamem i nie było dla niego problemem zapytać, dlaczego nie wybieram się do kościoła. I powiem Wam, że lubie taką postawę u ludzi, bo często mam wrażenie, że większość nie ma śmiałości pytać albo wydaje im się to tematem prywatnym, tabu, którym można urazić. Wytłumaczyłam grzecznie, że problemem nie jest samo wejście do kościoła, lecz niestety we mszy są elementy zabronione w islamie, przy których nie mogę być obecna. To wystarczyło bez potrzeby wdrażania się, jakie konkretnie...

Na weselu, mimo wszystko, postanowiłam się pokazać. Podejrzewam, że bratu bardzo na tym zależało i cieszył się z mojego udziału w tak ważnym dla niego wydarzeniu życiowym, zresztą nie tylko on, ale i moi rodzice. Zrobiłam to zatem dla nich, dla zadowolenia rodziny... Tu pojawia się największy dylemat: kogo wolisz zadowolić – Boga (wystrzegając się niemiłych Mu rzeczy) czy bliskich? I, co gorsza, na czyj gniew wolisz się narazić: Boga, czy rodziny?

Jak potoczyła się impreza? Wśród zgromadzonych znajdowali się znajomi rodziców, którzy pamiętają mnie jeszcze z wieku przedszkolnego, moi znajomi z dzieciństwa i podwórka oraz inni już z czasów liceum. Większość dawno nie miała okazji mnie widzieć, tak samo ja ich (w Polsce nie mieszkam od 7 lat), a to zobowiązuje i wzbudza ciekawość. Co rusz ktoś podchodził, chciał sobie zrobić zdjęcie, chwilkę porozmawiać, sprawdzić, czy jednak szczęśliwa jestem z mężem Arabem i z niełatwą, ograniczającą mnie z pozoru religią (pytanie o moje szczęście padło podejrzaną ilość razy, tak samo jak stwierdzenie: „niełatwą wybrałaś sobie drogę” - obydwa ze znaczącą dozą troski w tonie głosu pytających, stąd nieinaczej interpretuję pobudki... ). I oczywiście ze strony pań nie ma problemu, jednak kiedy panowie przystąpili do wykonania tego zadania, przypomniałam sobie nagle o niekontrolowanym geście delikatnego ujęcia za ramię, bądź nawet za łopatkę, na jaki pozwalają sobie w rozmowach z kobietami przy takich spotkaniach. Dotknięcie mnie w ten sposób było dla nich czymś absolutnie naturalnym, podczas gdy mnie wprawiało w osłupienie – na przestrzeni ostatnich lat zapomniałam, że coś takiego istnieje! Tak samo przybliżenie męskiego ucha do mojej buzi, kiedy coś mówiłam - ogłuszająca muzyka uniemożliwiała rozmowę na „właściwą” odległość – budziło we mnie odruch odskoku. I jak tu wytłumaczyć 20 dorosłym facetom przysłowiowe „rączki i uszki przy sobie”? Byłoby to zbyt uciążliwe, i tak sporo wysiłku włożyli w zahamowanie odruchów całuśnych przy powitaniu, ograniczając się do podania mi dłoni, a ja w tłumaczenie każdemu z osobna, że nie dostąpią zaszczytu zatańczenia ze mną... Mimo dobrej miny, czułam się z tym wszystkim bardzo niewygodnie...

Po przybyciu państwa młodych, na początek toast szampanem, z którego byłam wykluczona (o zestawie wegetariańskim pomyślano, dzięki Bogu, ale nie wymagałam kieliszka z sokiem jabłkowym i wodą sodową specjalnie dla mnie na pierwszy toast, hehe). „Sto lat” zaśpiewałam razem ze wszystkimi – nie powinnam była. Niestety, z tyloma niewskazanymi dla mnie rzeczami, jakich byłam świadkiem, trudno było mi zapanować do końca, co wypada a co nie... Zasiedliśmy do stołu. Usadzono mnie fatalnie - przy samym parkiecie (sic!), z którym przecież i tak nie miałam mieć wiele wspólnego... Widok rozbrykanych w rytm muzyki par również nie stanowił dla mnie atrakcji... Jedyne co z tego wynikło to, że rozmawiając z osobą obok, musieliśmy starać się przekrzyczeć dudniące głośniki. W parę sekund, za co chwila ponawianymi namowami DJ-ja, kieliszki na stole zostały napełnione i zaczęły się toasty – ja więc znalazłam się przy stole, gdzie jest pity alkohol, a w Boga i Dzień Ostateczny wierzę... Potem była gorzka wódka – na co wraz z młodszym bratem odwróciliśmy wzrok (jego mdliło, hehe, a ja nie lubię poznawać intymnych aspektów życia innych ludzi, tym bardziej mojej rodziny, ani werbalnie a już broń Boże stać się ich naocznym świadkiem!). Zdarzył się też konkurs na najbardziej rozbawiony stół na sali, a że siedziałam z młodzieżą, której wyobraźni nie brakowało, musiałam oddalić się na chwilę, kiedy zaczęli wchodzić pod stoły, itp.

Najbardziej nieprzyjemne chwile na całym weselu zaserwował mi jeden znajomy z dzieciństwa, rówieśnik, którego nie widziałam ponad 10 lat. Głębokie, zdradliwe kieliszki i lekka głowa w jego wydaniu zmusiły mnie w pewnym momencie do wydania jasnego komunikatu: „Kolego, 30 cm dystansu ode mnie”. Minęły lata odkąd po raz ostatni miałam do czynienia z ludźmi pod wpływem alkoholu. Jak wyraźnie zobaczyłam tamtego dnia, co ów napój potrafi zrobić z człowiekiem, zamienia go w inną osobę, która nie kontroluje swoich słów, ruchów, czynów... Dziś wiem, dlaczego jest zabroniony i że to jest dla nas – ludzi, lepsze.

Suma sumarum, nie mam wątpliwości, że to była próba, i że nie zdałam jej do końca pomyślnie... Moja rodzina jest zadowolona, ale ja... mam sporo do odpokutowania i czy Bóg jest ze mnie zadowolony? Postanowiłam, że nigdy więcej nie powtórzę owego błędu, insza Allah.

Iman

grudnia 27, 2008

i teraz zbliża się Sylwester... i my znów NIE świętujemy ;-)

No, tak samo jak z wigilią, Sylwester choć święto świeckie, nie mające związku z religią, nie jest świętem mającym podstawy w islamie, stąd też i muzułmanie z reguły dnia przeniesienia z jednego roku do następnego nie celebrują. Ciekawym jest, że tradycja sylwestrowa do Polski trafiła dopiero w XIX wieku, aczkolwiek pierwszą noc sylwestrową obchodzili rzymianie w 999 roku, kiedy to nie spełniła się 1 stycznia 1000 roku przepowiednia Sybilii o końcu świata. (Wikipedia - noc sylwestrowa). A zatem święto ma korzenie pogańskie, dzieją się podczas niego zazwyczaj rzeczy nam zabronione (alkohol, bale, imprezy), których islam zabrania nam doświadczać. Oczywiście, znajdziemy wyznawców islamu, którzy mogą świetnie się bawić w noc sylwestrową, nie oznacza to jednak automatycznie, że islam nam na to zezwala. Muzułmanin też człowiek i popełniać może błędy i grzeszki mieć na sumieniu. No, nie powinien, ale jak to w rzeczywistości różnie bywa, i człek jest tylko człekiem, istotą ułomną i tyle. Znowu zatem wyjaśnienie, jeśli Państwa znajomi muzułmanie nie składają Państwu życzeń z okazji Nowego Roku, to nie z ignorancji (z reguły) tylko z powodów religijnych. I nie trzeba też i muzułmanom składać życzeń z okazji Nowego Roku. A i wszak, pamiętajmy, tak na marginesie, że muzułmanie tak naprawdę czas powinni odmierzać wg kalendarza muzułmańskiego (w niektórych krajach tak się dzieje) a według niego nowy rok przypada innego dnia (z reguły, może się kiedyś zbiec w czasie), ale wracając do meritum, i tak w islamie nie jest to dzień świąteczny.
Lektura polecana: składanie życzeń z okazji nowego roku (nie-hidżri) oraz składanie życzeń z okazji nowego roku hidżri

grudnia 24, 2008

jutro wigilia....

No i jutro wigilia. Posta pisze po kawałku od 11 dni, to czas już słać, bo się temat przedawni ;). Piszę wiec ... mnie "problem świąt" omija odkąd jestem muzułmanką. Od 4 lat nie mieszkam w Polsce i albo nie mogłam być, albo celowo zaplanowałam pobyt w innym terminie niż święta albo musiałam być w kraju z konieczności [i z ogromną radością], ale to też wypadło na termin nie przypadający na żadne święto. Więc nie miałam do tej pory dylematu uczestniczyć/ nie uczestniczyć bądź problemu jak się zachować podczas. Wiem jednak, że gdybym mieszkała w Polsce to odmawianie uczestniczenia w Wigilii byłoby przyczyną ogromnego smutku i rozgoryczenia mojej rodziny. To dla nich bardzo wyjątkowy dzień - gdy od lat spotyka się rodzina w tym samym nadal składzie, przy tych samych potrawach, przy tej samej pieśni, z tym samym rozkładem czynności i rytuałów - jedyny taki dzień w zabieganym życiu mojej rodziny. Celebrowany zresztą przez moich rodziców wyłącznie ze względu na tradycję, a nie ze względów religijnych - mama ateistka, tata ... wierzący w Boga, ale nie uznający KK, dogmatów, zwierzchników kościoła itp. A jednak od pokoleń celebrują święta - bo ich rodzice byli/są praktykującymi katolikami, tacy byli ich dziadkowie, pradziadkowie, tak wychowali swoje dzieci - mnie i siostrę - dając nam możliwość poznania wiary i tradycji, nie zamykając naszych serc na Boga - i pozostawiając nam w ten sposób wybór [żadna z nas nie jest katoliczką, obie wierzymy w Jedynego Boga]. A zatem - myślę, że nie odmówiłabym uczestniczenia w tym szczególnym dla mojej rodziny dniu, ale zachowałabym 'wstrzemięźliwość' w tych punktach celebracji, gdzie to konieczne [dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd, przyjmowanie prezentów spod choinki czy wyprawa na pasterkę itp.] i wiem - po poruszałam ten temat z rodzicami, że - chyba poza momentem składania sobie życzeń - nie odczuwaliby żadnej przykrości, choć i to by znieśli, gdybyśmy tylko byli. I - ogromnie ucieszył ich fakt, że gotowi jesteśmy może nawet kiedyś wpaść w tym okresie do Polski, bo myśleli, że absolutnie tego nie zrobimy i obiecali: "Nie musicie robić niczego co jest wbrew waszym zasadom, do niczego nie będziemy was zmuszać, a i postaramy się unikać tego, co najbardziej drażliwe." Myślę, że rozwiązania zaproponowane przez Monikę (zob. Muzułmanie a wigilia) są świetne – nie trzeba siedzieć chyba w zażenowaniu, gdy cała rodzina składa sobie życzenia (i zerka na nas niepewnie), można się wymknąć do kuchni i podgrzać barszczyk czy pokroić makowiec. Przyznam jednak - tak poza wszystkim - że im dłużej mieszkam z dala od rodziny i ojczyzny, tym robię się bardziej sentymentalna i widok zielonej choinki przyozdobionej bąbkami i lampkami bardzo mnie rozrzewnia ;)[tu gdzie mieszkam choć przeważają muzułmanie, jest też nieco chrześcijan i choinki, mikołaje, bombki itd - to wszystko jest widoczne i dostępne]. To nie ma jednak nic wspólnego z tęsknotą za chrześcijaństwem. Tak samo jak świąteczna choinka, rozrzewniają mnie produkty "Made in Poland", które baaardzo rzadko spotkam gdzieś na półkach sklepu kraju arabskiego, w którym mieszkam i - w tym przypadku - w zasadzie zawsze staję się ich posiadaczką :D. Czy są to kredki, czy ser topiony, którego nie tknę czy chlebak, który do niczego nie pasuje :) - kupuję, przez sentyment, ale 'bezpiecznie', bo nie mają związku z religią, a choinka - już tak ...pomijając, że choinka wywodzi się z czasów pogańskich i nie jest tradycją chrześcijańską, ale jednak chrześcijanom właśnie z celebrowaniem tego, w co wierzą się kojarzy. Trochę zboczyłam z tematu? :P - przepraszam :). No ale podsumowując, myślę, że udział w wigilii bym wzięła przestrzegając zasad jak wyżej, dziecku też wg mnie pewne rzeczy lepiej pokazać i wyjaśniać – "my mamy tak, inni mają inaczej i jest tak dlatego, że ..", niż udawać, że nic innego niż to "nasze" nie istnieje, bo i tak prędzej czy później dziecko samo się o tym przekona, a wg. mnie lepiej, żeby poznało tę inność wraz z odpowiednim uzasadnieniem właśnie od rodziców, da mu to szanse na zadanie wielu pytań i uzyskanie wielu odpowiedzi już w tym najwcześniejszym okresie swojego życia, gdy tak bardzo ma chłonny umysł.

Alina - mama Ammara ("dotąd" Umm Ammar), żeby było bardziej swojsko :)

grudnia 12, 2008

Muzułmanie a wigilia

Islam to prosta religia, bazująca na szczerej wierze w Jedynego Boga – Allaha, w Boga, który stworzył nas i wszystko wokół, który jest wieczny, bez początku ani końca, nie urodził się i nie umrze. Boga, który jest Miłosierny, może wybaczyć ludziom wszystkie grzechy. Wszystkie, poza jednym. Dodawaniem Mu współtowarzyszy, uznawaniem boskości kogokolwiek lub czegokolwiek innego. To właśnie główna nauka islamu.

To dlatego wierzący muzułmanie tak dużą uwagę przywiązują do tego, aby cześć oddawać tylko swojemu Stwórcy i szerokim łukiem omijać wszelkie przejawy politeizmu.

Za jeden z takich przejawów uznawane jest przyłączanie się do obchodzenia świąt celebrowanych przez innowierców, jak na przykład grudniowe święta – tzw. „Boże Narodzenie”. Nie można jednocześnie wierzyć, że Bóg jest Wieczny i obchodzić Jego narodzenia. Nie można też wierzyć w Jedynego Boga, a jednocześnie poprzez dołączanie się do świętowania narodzin Jezusa-boga (który według islamu jest prorokiem, nie zaś Bogiem, czy synem Boga) wyznawać, że „nie ma boga poza Allahem (Bogiem Jedynym)”, co jest warunkiem bycia muzułmaninem.

Wymaganie od muzułmanina czy muzułmanki obchodzenia takowych świąt jest jak żądanie, aby porzucił on/ona swoją religię. Stawia się wtedy taką osobę w bardzo przykrej sytuacji, gdyż jest to postawienie przed wyborem „ja albo Bóg”.

To dlatego czas świąt grudniowych jest dla wielu muzułmanek-konwertytek tak trudnym czasem. Czasem, kiedy trzeba albo postąpić wbrew sobie, świadomie zgrzeszyć i czuć ogromne wyrzuty sumienia, albo zranić swoich najbliższych (jeśli nalegają na przyłączanie się do świętowania). To dlatego wiele z nas patrzy, jak by tu uciec od takiego rozwiązania. Często stara się być wtedy jak najdalej, mieć tysiąc innych zajęć, których przełożyć absolutnie nie można, nagle się rozchorować, albo znaleźć jeszcze inny pretekst.

W świetle prawodawstwa islamskiego nie jest grzechem samo przebywanie w tym czasie z ludźmi innej religii, jeśli nie wiąże się to z intencją świętowania czy przytakiwania praktykom chrześcijańskim. Natomiast już „otoczka”, jak śpiewanie kolęd, łamanie się opłatkiem czy inne czynności powodujące branie czynnego udziału w świętowaniu jest zakazane.

Mamy więc zestresowaną muzułmankę (czy muzułmanina), która bardzo przeżywa taką sytuację i działa wbrew sobie jeśli się na taki krok zdecyduje, za to rodzina jest zadowolona, lub muzułmanka pozostaje nieugięta i nie uczestniczy w święcie, a rodzina jest zdruzgotana. Bardzo rzadko zdarza się, że w takiej sytuacji każda ze stron żyje „po swojemu”, nie spędzą tego czasu razem, a jednocześnie obie będą zadowolone.

Jest to bardzo trudne, gdyż często nasze rodziny nie wyobrażają sobie wigilii bez nas. Szczególnie, gdy w dodatku mieszkają z muzułmanami w jednym domu. Dlatego zamiast „próby sił”, czekania kto ustąpi, warto zastanowić się nad kompromisem. Bo w końcu ciężko jest spędzić miły czas wiedząc, że krzywdzi się kogoś, fundując mu przymusowe uczestnictwo i wewnętrzny konflikt. A przecież wcale tak nie musi być. Wystarczy, że każda ze stron pójdzie na ustępstwo, każdy coś z siebie da, a zaowocuje to miłą atmosferą. A na tym chyba każdemu zależy.

Dlatego właśnie zdecydowałam się napisać, próbując ukazać naszym rodzinom w czym tkwi problem i licząc na zrozumienie także i nas – muzułmanek, które skoro przeszły na islam, znaczy to, że naprawdę uznają tę religię i chcą postępować według jej zasad, nie krzywdząc jednocześnie najbliższych. Bo to nie jest złośliwość z naszej strony, że nie chcemy uczestniczyć w czymś, co jest nam surowo zabronione i postrzegane jest za największy grzech.

Dzięki Bogu czasem udaje się wypracować kompromis w takiej mieszanej (wyznaniowo) rodzinie. Przykładem może być wigilia. Można wcześniej przysiąść i ustalić pewne szczegóły, co sprawi, że i muzułmanka będzie się czuła komfortowo, nie postępując wbrew swojej religii, i jej chrześcijańska rodzina będzie się cieszyć, mając wszystkich najbliższych przy sobie. Jak zatem rozwiązać problem?

1. „Wieczerza wigilijna”. Dla rodziny chrześcijańskiej symbol zbliżających się świąt. Przywiązuje się do niej wielką uwagę. Jednak dla muzułmanów będzie to zwykły posiłek. Nie można zmusić ich wtedy do postu, czy innych praktyk chrześcijańskich (bo mimo, że kolacja wigilijna od jakiegoś czasu nie musi składać się już tylko z dań postnych, w większości domów nadal tak jest). A przecież nie stanie się nic złego, jeśli obok dań tradycyjnych stanąłby także jakiś przysmak naszych konwertytów. Jeden czy dwa półmiski przecież niczego nie zmienią, a sprawią cuda (poprawią samopoczucie muzułmanów, utwierdzą ich w przekonaniu, że nie zmusza ich się do postępowania narzuconego przez siebie i określonego wymogami chrześcijańskiej tradycji.) Aby zaoszczędzić sobie problemów związanych z przygotowywaniem, można po prostu zrzucić to na barki samych muzułmanów („Jeśli chcesz/chcecie zjeść coś innego niż tradycyjne dania, to przynieście ze sobą co tam chcecie”).

2. Prezenty. Obdarowywać się prezentami można każdego dnia w roku, o każdej porze dnia i nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Natomiast te wręczane w dniu świątecznym są już powiązane ze świętowaniem, z radością jaką ten dzień ze sobą niesie, podkreśleniem niezwykłości takiego dnia. Jednak jeśli dla muzułmanów dzień ten jest jak każdy inny, żeby uniknąć stwarzania pozorów celebrowania święta, wykraczającego poza ramy ich religii, nie przyłączają się tego konkretnego dnia do wymiany prezentów. Takie stanowisko to nie tylko nasza prywatna opinia, ale punkt widzenia uczonych muzułmańskich, którzy swoimi fatłami (opiniami opartymi na prawie muzułmańskim) sugerują nam co jest nam dozwolone, a co nie. Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby obdarowywanie się z pominięciem muzułmanów, a jeśli jest to niewygodna sytuacja, zawsze można takie prezenty wręczyć przed ich przyjściem, po wyjściu, lub w chwili, gdy na przykład pójdą pozanosić do kuchni brudne naczynia po skończonej kolacji.

3. Kolędy. Świąteczną atmosferę tworzy się nie tylko tego jednego dnia. Już wcześniej, a także w same święta i później wszędzie rozbrzmiewają kolędy. Muzułmanie robią co mogą, aby ich nie słuchać, gdyż pomijając inne kwestie, przede wszystkim nie zgadzają się z ich treścią, gdyż głównie to nadmierne wychwalanie Jezusa, wynoszenie go do rangi boga („bóg się rodzi...” itp.). Jest tak dużo czasu na śpiewanie kolęd, a i bez nich wigilia dla chrześcijan jest szczególnym dniem i towarzyszy jej niezwykła atmosfera. W czasie kolacji na przykład raczej kolęd się nie śpiewa (nawet ciężko byłoby z pełnymi ustami ;) a i tak cała rodzina czuje niezwykłość tego dnia. Dlatego warto byłoby się zastanowić, czy wielkim wyrzeczeniem byłoby powstrzymanie się od kolędowania na ten krótki czas i zastąpieniem go miłą rozmową?

4. Opłatek. Nie jest to wielka tragedia, kiedy muzułmanie nie podzielą się z rodziną opłatkiem, czy nie złożą życzeń świątecznych (uznając wigilię za zwykły dzień i nie „świętując”). I nie będzie to wcale niezręczna sytuacja, jeśli naszych muzułmanów poprosimy wtedy o wyświadczenie przysługi (lub też przyjmując ich dobrowolną chęć pomocy), a niech w czasie łamania wyciągną z wody dogotowujące się uszka, naleją barszcz do wazy czy kompot do dzbanka. Miło będzie usiąść do nakrytego już stołu, na który przyniesiony zostanie gorący jeszcze barszczyk, nieprawdaż? A życzenia? Przecież muzułmanie i tak dobrze życzą swoim rodzinom, nie tylko w tym jednym dniu, ale i zawsze. Pamiętajcie o tym, kochani. Fakt, że w tym dniu nie wypowiadają (często wymuszonych) słów nie oznacza, że nie szanują swoich najbliższych.

I to chyba wszystkie „punkty sporne” dotyczące tego dnia. Komuś może się wydawać, że to dużo, że jest to ciężko zrealizować. Jednak w praktyce tak źle to nie wygląda. Ręczę za to nie tylko ja – muzułmanka wywodząca się z rodziny chrześcijańskiej, ale potwierdzili to także moi rodzice, którzy po tak zorganizowanej wigilii spytani jak minęła, odpowiedzieli: „To był wspaniały dzień”.

Monika

wigilia a muzułmanów dylematy

Grudzień. I jak co roku większość polskich muzułmanów boryka się z dylematem: co zrobić z „wigilią”...Dlaczego? No to jest tak: wierzymy w Jezusa, wierzymy że był Prorokiem zesłanym przez Boga, jego słowem i duchem, tak jak przekazał nam Allah w Koranie oraz Prorok Muhammad w hadisach. Nie wierzymy jednak w fakt, iż Jezus był również poza człowiekiem, Bogiem. Wierzymy, że cuda, które robił działy się dzięki Bogu Jedynemu, za Jego przyzwoleniem. Wierzymy, że Bóg objawił Jezusowi Ewangelię, wierzymy, że Jezus urodził się w cudowny sposób, z Woli Boga. Wierzymy zatem, że był jednym z Proroków, tak jak Prorok Muhammada, posłanym z wskazówką, nauką, proroctwem. Muzułmanom nie wolno celebrować urodzin proroków, praktyka taka nie ma żadnych podstaw w Koranie czy tradycji Proroka Muhammada (tzn. Prorok nam tego nie zalecił), a zatem nie może stanowić elementu praktyki religijnej muzułmanina. (zob. obchodzenie urodzin Proroka i indywidualnych, urodziny Proroka Muhammada).
Co ciekawe, święta "Bożego Narodzenia" nie mają podstaw nawet w Ewangelii... Nie jest znana dokładna data urodzin proroka Jezusa (czy proroka Muhammada)... A święta historyczne zbliżone czasowo z "wigilią" to święta pogańskie (!) min. rzymskie saturnalia obchodzone przez Rzymian, ku czci boga, Saturna od 17 do 24 grudnia, Persowie obchodzili 25 grudnia urodziny boga słońca, Mitry. 25 grudnia Rzymianie obchodzili święto ku czci Sol Invictus (pierwszy raz poświadczone źródłowo w roku 354, za panowania cesarza Juliana Apostaty. Kościół pod koniec IV wieku, przepisał w tym dniu obchodzenie świąt Bożego Narodzenia). Większość symboli Bożego Narodzenia ma swoje źródło w wierzeniach pogańskich. Choinka od wieków była podczas przeróżnych świąt obwieszana świecidełkami. Ostrokrzew służył Celtom do obłaskawiania chochlików, a jemioła do praktyk okultystycznych. Również wyznawcy Mitry i osoby obchodzące rzymskie Saturnalia obdarowywały się prezentami. [źródło: WIKIPEDIA - geneza świąt Bożego Narodzenia). Stąd też uczestnictwo w wigilii dla tych z nas, muzułmanów, których rodziny chrześcijańskie tradycję wieczerzowania, łamania się opłatkiem, kolędowania, celebrują - jest wielkim problemem. Nie ma takiej tradycji czy zwyczaju w islamie nie ma wigilii, ubierania choinki, wymieniania się prezentami z tej okazji, czy kolędowania....(zob. Obchodzenie świąt nieislamskich i składanie życzeń).
Jeśli chcemy być dobrymi muzułmanami, nie możemy celebrować świąt nie mających podstaw w islamie, ba, nawet wg uczonych nie należy składać z tej okazji życzeń (Do niemuzułmanów, którzy mają znajomych muzułmanów i nie otrzymają/otrzymują od nich życzeń, z tej okazji: "Wiecie teraz Państwo, iż nie musi to być zaniedbanie "personalne", brak kultury czy ignorancja ;), i wskazówka: muzułmanom nie należy składać życzeń z okazji wigili czy innych świąt chrześcijańskich - żadne nie są przez nas obchodzone). Bo jakże możemy życzyć komuś „wszystkiego najlepszego”, skoro wiemy, że wiara w to, że Jezus był Bogiem jest błędna i prowadzi do Piekła? (Do chrześcijan: prosimy się nie czuć urażonymi, blog jest o islamie, i z punktu widzenia muzułmanek, muzułmanów). Co jednak z naszymi rodzinami, dla których wieczór ten jest ważnym dniem, rodzinnym spotkaniem, tradycją? W jaki sposób wypracować kompromis między islamem a tradycją, czy zwyczajem, tak ważnym dla naszych bliskich, których urazić nie chcemy?

OISLAMIE