Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa o islamie i muzułmanach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa o islamie i muzułmanach. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 21, 2011

piłkarski post w praktyce

Ramadan - przekleństwo czołowych klubów świata. W trakcie świętego miesiąca piłkarze, którzy są wyznawcami islamu, poszczą od świtu do zmierzchu. Okazuje się, że w futbolowym światku wymyślili kilka sposób na ominięcie zasad Koranu.

1 sierpnia 2011 rozpoczął się dziewiąty, święty miesiąc w kalendarzu muzułmańskim. Gorliwi wyznawcy islamu będą pościć: za dnia nie spojrzą na jedzenie i picie, nie ma mowy też o paleniu tytoniu i uciechach cielesnych. – To czas, który poświęcam wyłącznie swojej duszy – zapewnia Frederic Kanoute, napastnik FC Sevilla.

Wśród gwiazd światowej piłki nie brakuje wyznawców islamu. Ramadan co roku obchodzą m.in. Yaya Toure (Manchester City), Eric Abidal (Barcelona), Mammadou Diarra (AS Monako), Karim Benzema (Real Madryt), Hatem Ben Arfa (Newcastle). W naszej ekstraklasie poszczą np. Saidi Ntibazonkiza z Cracovii i Souhail Ben Radhia z Widzewa.

Wycieńczeni, ale wierni

Jak wygląda dzień piłkarza, który właśnie obchodzi ramadan? Najlepiej obrazuje to sytuacja sprzed dekady. Halowa reprezentacja Egiptu pojechała na mistrzostwa świata i była rewelacją rozgrywek. Zaczął się jednak ramadan: piłkarze nie jedli od świtu do zmierzchu: na główny posiłek sztab szkoleniowy budził ich o godz. 4 nad ranem, po czym wracali do łóżek.

O odżywkach i kroplówkach nie było mowy. – W kluczowych momentach zabrakło nam energii i szybkości – ubolewał po porażce z Argentyną selekcjoner Egipcjan. Właśnie tego obawiają się trenerzy od hiszpańskiej Primiera Division po rosyjską Premier Ligę. Mówiąc krótko: wycieńczenia organizmów.

Algierczyk Antar Yahia, były gracz niemieckiego Bochum opowiadał, jak razem z reprezentacją jechał na mecz z Zambią. – Na miejsce dotarliśmy o siódmej wieczorem i byliśmy od rana na czczo. Mecz rozpoczął się trzy godziny później po zachodzie słońca. Było ciężko, ale wiara pozwala pokonywać problemy – zapewniał.

Muzułmanie zwykle przekonują, że świętowanie ramadanu nie ma żadnego wpływu na ich formę sportową. Naukowcy nie mają jednak wątpliwości, że na obowiązkowy post zaburza funkcjonowanie organizmu: prowadzi do odwodnienia i spadku poziomu glukozy we krwi, co ma wpływ na dyspozycję fizyczną.

Przed rokiem Saidi Ntibazonkiza, skrzydłowy Cracovii schudł podczas pierwszego tygodnia ramadanu aż 5 kilogramów i złapał kontuzję w jedynym meczu, który rozegrał w trakcie postu. – Uraz to efekt odwodnienia organizmu – narzekał Rafał Ulatowski, wówczas trener drużyny.

Sam post to nie wszystko: dobry muzułmanin powinien też modlić się co trzy godziny. A co jeśli czas modlitwy wypadnie w trakcie meczu? Wspomniany Kanoute opowiadał, że podczas ramadanu zwykł zwracać się do Allaha nawet w szatni. – Moi koledzy to szanują. Wiedzą, że wiara mnie umacnia – podkreślał napastnik.

Allah patrzy, ale…

W styczniu 2010 roku skrzydłowy Frank Ribery, który przyjął muzułmańskie imię Bilal Yusuf Mohammed – jak na gorliwego wyznawcę islamu przystało - odwiedził Mekkę podczas obozu Bayernu Monachium w Arabii Saudyjskiej. Kilka miesięcy później Ribery trafił na okładki gazet.

Nim wybuchł skandal z niewiernym Francuzem w roli głównej, wiadome było już, że piłkarz niewiele robi sobie z reguł islamu. Ku uciesze włodarzy Bayernu Monachium nigdy nie zamierzał przestrzegać zasad ramadanu. – Jestem profesjonalistą. Mogę pościć, ale nie przed meczami – powtarzał w wywiadach.

Inni piłkarze-muzułmanie raczej wolą nie narażać się Allahowi i konserwatywnym duchownym. Np. przed rokiem Seydou Keita z FC Barcelony postanowił nie jeść i nie pić za dnia w trakcie cyklu treningowego, ale już podczas meczu uzupełniał płyny. Z kolei Karim Benzema postanowił liczyć dni ramadanu, podczas których nie świętował, by odrobić "straty" po przejściu na emeryturę.

W niemieckim FC Koeln sprytnie rozwiązali problem z Youssefem Mohamadem. Libański obrońca w trakcie ramadanu przed meczami dostawał od sztabu szkoleniowego kilka krótkich tras do pokonania. Dlaczego? W podróży nawet najgorętszy zwolennik islamu ma prawo wyboru: może pościć, ale nie musi.

W drugoligowym FSV Frankfurt postawiono na bardziej racjonalne metody: trójce piłkarzy, którzy świętowali ramadan zaproponowali podpisanie specjalnych klauzuli do kontraktu (a te zabraniały postu) lub rozwiązanie umów. Cała trójka sięgnęła po długopisy i zrezygnowała z religijnego obowiązku.

Przed rokiem w Bundeslidze odetchnęli z ulgą. Islamska rada w Niemczech uznała, że piłkarze wykonują swój zawód, a to zwalnia ich z przestrzegania ścisłych reguł ramadanu. Podobnie rozwiązali problem działacze serbskiej Crveny Zvezda, którzy zwrócili się do muftiego Belgradu o jego zgodę na to, by Mohammed-Awal Issah (ostatnio przeszedł do norweskiego Rosenborga) mógł jeść i pić w dniu meczów. Duchowny zwlekał z decyzją, ale ostatecznie przychylił się do nietypowej prośby.

Ramadan pokonał Mourinho

Kluby najczęściej zwracają się jednak do specjalistów od żywienia. Gdy Ibrahim Afellay występował w PSV Eindhoven zespół dietetyków opracował specjalną dietę, która pozwalała mu na zachowanie sił podczas postu (zasady ramadanu nie zezwalają na przyjmowania wszelkich odżywek i kroplówek).

Po transferze do Barcelony Holender też trafi pod skrzydła dietetyków, którzy zajmowali się m.in. przypadkiem Erica Abidala. Zresztą w Hiszpanii tego typu praktyki są na porządku dziennym. W Realu Madryt na świętowanie ramadanu musiał nawet wyrazić zgodę ekscentryczny Jose Mourinho.

Dwa lata temu za sprawą Portugalczyka doszło niemal do religijnego skandalu we Włoszech. Mourinho, ówczesny szkoleniowiec Interu Mediolan podziękował Sulleyowi Muntariemu za grę po… zaledwie dwóch kwadransach meczu z Bari. - To okres ramadanu, a on był wyraźnie zmęczony – argumentował szkoleniowiec.

Znany z ciętego języka Mourinho zasugerował też, że to właśnie post ma największy wpływ na postawę reprezentanta Ghany. Odważne wypowiedzi szkoleniowca nie spodobały się miejscowym duchownym, a sprawą zainteresowali się nawet dziennikarze prestiżowej gazety "Time".

– Jak zwykle Mourinho mówi za dużo – podsumował Mohamed Nour Dachan, lider włoskich środowisk muzułmańskich. Włosi wcale nie byli oburzeni. Oliwy do ognia dolał wówczas Claudio Lotito, prezes Lazio Rzym, który niefortunnie stwierdził, że nie kupiłby piłkarza, który "ma taki problem".

Ramadan stanowi duży problem we francuskiej Ligue 1. Przed dwoma laty miejscowa prasa poświęciła dużo miejsca Antoine Kombouare, trenerowi Paris Saint-Germain. Szkoleniowiec zapowiedział, że nie będzie stawiał na piłkarzy, którzy zamierzają pościć. Argumentował, że w ten sposób chroni ich zdrowie, co nie spodobało się wyznawcom islamu.

Siła płynie z ducha

Wszelkie dyskusje uciął na łamach "Time" dr Stefano Tirelli, osobisty trener Muntariego i kilku innych gwiazd, który wcześniej pracował w krajach muzułmańskich. – Z medycznego punktu widzenia ramadan nie wpływa najlepiej na organizm. Daje jednak zawodnikom psychiczną siłę i determinację, które pozwalają przezwyciężyć problemy związane z postem – podkreślił.

Rzeczywiście, nie brakuje na to dowodów. W 2003 roku w Arabii Saudyjskiej odbyły się młodzieżowe mistrzostwa świata. Impreza rozpoczęła się tydzień po zakończeniu ramadanu. Fazę grupową przeszli m.in. Egipcjanie i reprezentanci gospodarzy, którzy podczas przygotowań do zawodów… cały czas pościli.

Wspomniany już Kanoute potrafił zdobywać seriami gole podczas ramadanu, ale też złapać czerwoną kartkę (w trakcie świętego miesiąca muzułmanin powinien wystrzec się wszelkich przejawów agresji). – Ramadan to osobista sprawa każdego muzułmanina. Poczytajcie Koran, a dowiecie się, że post daje mi ogromną siłę – radził dziennikarzom.

sierpnia 15, 2011

kiedy zachodzi słońce

Muzułmanie w najwyższym wieżowcu świata Burdż Chalifa w Dubaju będą musieli dłużej zachować post niż ich sąsiedzi na dole. Zdecydował o tym wielki mufti Dubaju, Mohammed al-Kubajsi podczas rozpoczętego w zeszłym tygodniu ramadanu - czyli islamskiego okresu wstrzemięźliwości.

Podczas ramadanu trzeba pościć od świtu do zmierzchu. Mufti wydał zarządzenie: ci, którzy mieszkają od 80. piętra wzwyż muszą pościć o dwie minuty dłużej wieczorem niż mieszkańcy niższych pięter.

Wstrzemięźliwość dłuższą o trzy minuty mają zachować ludzie mieszkający powyżej 150. piętra. Jest tak dlatego, że wieczorem z dużej wysokości dłużej widać słońce.

Duchowny przywódca podkreśla, że podobne zasady obowiązują wyznawców podróżujących samolotem oraz tych, którzy mieszkają w górach.

Fizycy teoretyczni zwracają natomiast uwagę, że dokładne obliczenia dotyczące drapaczy chmur powinny uwzględniać efekty teorii względności. Zgodnie z kalkulacjami autora teorii, Alberta Einsteina, czas na wysokich piętrach biegnie bowiem nieco szybciej niż na dole. Faktyczna różnica jest jednak niewielka - wynosi ułamki sekund.

sierpnia 08, 2011

islam po skandynawsku

Szwed przeszedł na islam, bo wiara proroka Mahometa dobrze wpasowuje się w jego lewicowy światopogląd. W rodzinie nie jest jedynym muzułmaninem.

Historia Malcolma jest intrygująca. Niełatwo ją zrozumieć. Dlaczego lewicujący młody człowiek z jednego z najbardziej świeckich i liberalnych krajów świata został pobożnym muzułmaninem? 34-letni nauczyciel muzyki ze Sztokholmu, który prosił o nieujawnianie nazwiska, twierdzi, że taka decyzja jest zwieńczeniem długiej podróży w imię poszukiwania wiary i umocnienia przekonań religijnych. – Nigdy nie wątpiłem, że jestem człowiekiem wierzącym – mówi autorom bloga Babylon & Beyond podczas swojej wizyty w Bejrucie. – Odnoszę wrażenie, że moja wiara zawsze była taka sama, lecz najbardziej przejrzyście sformułowana jest w islamie.

Przechodząc na islam Malcolm stał się członkiem społeczności o bardzo określonych poglądach w kraju, w którym wielu osobom trudno jasno wyrazić swoją tożsamość. – Czuję się znakomicie jako muzułmanin – mówi Malcolm. – Ludzie są istotami społecznymi i każdy chce odczuwać przynależność do grupy: klanu, narodu lub zespołu piłkarskiego. Ja wolę przynależeć go grupy, która nie jest ani narodem, ani zespołem piłkarskim.

Dorastając w protestanckiej Szwecji Malcolm czuł, że wraz z wiekiem jego przywiązanie do protestantyzmu słabnie. Zaczął więc studiować różne religie i czytać teksty filozoficzne. Z czasem zaczął odczuwać fascynację islamem i jego przesłaniem, szczególnie w sferze ciągłego poszukiwania wiedzy. Spędzał wiele godzin w internecie , czytając o islamie i Koranie, a także ucząc się recytacji Koranu i opanowując pamięciowo poszczególne jego rozdziały. Malcolm nie jest jedynym członkiem swojej rodziny, który przeszedł na islam. Również jego brat jest muzułmaninem.

Malcolm twierdzi, że na zawsze zapamięta dzień, w którym oficjalnie stał się muzułmaninem. Było to trzy lata temu. Jak zawsze uczestniczył w piątkowych modłach w wielkim meczecie w Sztokholmie. Po ich zakończeniu imam powiedział przez mikrofon: – Dziś jeden z naszych braci wypowie Shahada, czyli muzułmańskie wyznanie wiary. W meczecie zapadła cisza, kiedy niebieskooki Szwed o blond włosach podniósł się z miejsca i wspólnie z imamem zaczął czytać arabski tekst. Malcolma obserwowała żona, która również jest muzułmanką. – Czułem się wspaniale. Po ceremonii wszyscy podchodzili, obejmowali mnie i gratulowali, a facet z Maroka dał mi w prezencie kaftan – wspomina tamtą chwilę Malcolm. Odtąd ściśle przestrzega on zasad Koranu. Na jego stole nie ma miejsca na wieprzowinę ani alkohol. W weekendy nie ma mowy o hazardzie w kasynach. Podczas świętego miesiąca, ramadanu, Malcolm pości. Kiedy tylko może, uczęszcza na piątkowe modły w meczecie.

Malcolm dodaje, że jego brat przestrzega zasad islamu z jeszcze większą gorliwością. A co jemu podoba się w islamie? Malcolm twierdzi, że ta religia po części pasuje do jego lewicowych poglądów. – W tym sensie islam naprawdę mi odpowiada – mówi. – Jestem całkowicie przeciwny kapitalizmowi.

Będąc muzułmaninem i Europejczykiem Malcolm z niepokojem przygląda się temu, co on i współwyznawcy nazywają nagonką na islam. Chodzi o zakaz noszenia burek we Francji, budowania minaretów w Szwajcarii, a także o rosnącą popularność skrajnie prawicowych partii w wielu państwach europejskich. We wrześniu w kontekście islamu głośno zrobiło się o Szwecji, kiedy do parlamentu trafiła skrajnie prawicowa, antyimigracyjna partia Szwedzkich Demokratów. Jej członkowie twierdzą, że islam jest „nieszwedzki”, a muzułmanie powinni być zachęcani do opuszczania kraju za pomocą polityki „kija i marchewki”.

sierpnia 03, 2011

o ramadanie (2)

Ramadan, czyli miesięczny post, rozpoczęli w poniedziałek polscy wyznawcy islamu. Zakończy go radosne święto Ramadan Bajram, jedno z dwóch najważniejszych u muzułmanów, którego trzydniowe obchody rozpoczną się 30 sierpnia.

30-dniowy post wyznawców islamu to dziewiąty miesiąc opartego na fazach księżyca roku muzułmańskiego. Liczony w ten sposób rok jest jednak krótszy o jedenaście dni od roku tradycyjnego, określanego czasem obiegu Ziemi wokół Słońca. Dlatego też termin rozpoczęcia postu, jak i innych uroczystości i świąt islamskich ulega ciągłym przesunięciom w kalendarzu gregoriańskim.

Ścisły post w Ramadanie jest jedną z pięciu najważniejszych zasad (filarów) islamu, obok wyznania wiary, modlitw, jałmużny i pielgrzymki. Obowiązuje od wschodu do zachodu słońca wszystkich zdrowych, dorosłych muzułmanów. Zwalnia z niego całkowicie lub czasowo m.in. choroba nieuleczalna, ciąża czy karmienie piersią.

Dlatego - jak podkreśla przewodniczący Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP, mufti Tomasz Miśkiewicz - w imię wierności zasadom swej religii, na trzydzieści dni także muzułmanie w Polsce rezygnują od wschodu do zachodu słońca z jedzenia, picia oraz także np. palenia papierosów czy kontaktów seksualnych.

Ważnym elementem postu jest też jałmużna. Jak wyjaśnił mufti, jeśli nie jest spełniony obowiązek jałmużny, post jest "zawieszony", czyli nie może być przyjęty. Jałmużna może być symboliczna. Np. polscy muzułmanie przekazują po ok. 10 zł na cel społeczny: pomoc osobom starszym, samotnym matkom czy uchodźcom.

Podkreślił, że intencją postu nie jest umartwianie się czy zaprzeczanie potrzebom ciała. "Jest on danym od Najwyższego zaleceniem oderwania się od rutyny codzienności, często jedynie konsumpcyjnej, pozbawionej życzliwego zrozumienia tego, co nas otacza" - podkreślił.

Muzułmański Związek Religijny w RP napisał w okolicznościowym posłaniu do wiernych, by czas postu wykorzystali na "oczyszczenie duszy i serca, na pogłębienie wiary". "Bądźmy dobrzy, a Bóg nam wynagrodzi" - napisali liderzy związku.

Liczbę wiernych należących do organizacji szacują oni na ok. 5 tysięcy osób. To przede wszystkim polscy Tatarzy. Większość polskich muzułmanów mieszka w województwie podlaskim, gdzie w Bohonikach i Kruszynianach są dwa ostatnie na ziemiach polskich zabytkowe meczety, a przy nich mizary, czyli muzułmańskie cmentarze.

Wraz z cudzoziemcami liczbę wszystkich wyznawców islamu w Polsce szacuje się na 20-25 tysięcy. Cudzoziemcy to przede wszystkim studenci, dyplomaci, biznesmeni i uchodźcy z krajów muzułmańskich.

źródło: PAP

sierpnia 01, 2011

o ramadanie

Od poniedziałku przez trzydzieści dni muzułmanie z Podlasia będą pościć i wspólnie modlić się w meczetach w Bohonikach, Kruszynianach, Suchowoli i Białymstoku.

W niedzielę o godz. 20.30 Tatarzy z Podlasia, a także inni wyznawcy Allaha rozpoczęli modlitwy wprowadzające do miesiąca postu - ramadanu. W kulturze islamu obowiązuje kalendarz księżycowy, oparty na obrotach Księżyca wokół Ziemi, w którym rok jest krótszy o 11 dni w porównaniu z kalendarzem słonecznym, czyli ma 354 dni. Dlatego terminy wszystkich świąt muzułmańskich ulegają przesunięciu.

Od poniedziałku, od brzasku słońca do jego zachodu, muzułmanie nie mogą nic jeść, oddają się kontemplacji Koranu. W Polsce jest ich około 4,5 tys., w samym Białymstoku żyje około 1,2 tys. muzułmanów.

Ramadan obchodzony jest na pamiątkę przekazania Koranu Mahometowi przez Archanioła Gabriela. Post służy oczyszczeniu ciała i duszy, a jednocześnie wierni częściej sięgają do świętej księgi.

Jak wygląda życie w czasie tych trzydziestu dni postu? Aż do 13 października muzułmanie nie jedzą już po wschodzie słońca, a kolację zaczynają dopiero po zachodzie. Podczas postu jedzą mięso, oczywiście nie wieprzowinę. To szczególny czas, kiedy muzułmanie gromadzą się na rodzinnych kolacjach, a potem wspólnie się modlą. Każdego wieczoru w meczetach w Bohonikach, Kruszynianach i Suchowoli, a także w Białymstoku przy ulicach Hetmańskiej i Grzybowej odprawiane będą modlitwy. Dziesięć ostatnich nocy postu nazywa się szczęśliwymi. Jedną z nich jest Noc Przeznaczenia, podczas której Bóg przebacza grzechy, ale wierni w tym czasie muszą się modlić. Zakończenie postu obchodzone jest jako trzydniowe radosne święto, zwane Ramadan Bajram.

czerwca 06, 2011

wreszcie: kobiety - kobietom

Król Abdullah wydał dekret, zgodnie z którym miejsca pracy w sklepach sprzedających damską bieliznę będą zarezerwowane dla Saudyjek. W ten sposób król chce walczyć z wysokim bezrobociem, jakie panuje wśród kobiet w Arabii Saudyjskiej - podają państwowe media.
Podobne zasady mają obowiązywać w laboratoriach farmaceutycznych - poinformowała saudyjska agencja SPA.

Kwestia pracy Saudyjek w sklepach z bielizną pojawiła się już trzy lata temu. Ministerstwo pracy spierało się w tej kwestii z potężnym środowiskiem religijnych konserwatystów, które zabraniało pracy kobiet w handlu.

Saudyjki od dawna narzekały, że czują się niekomfortowo kupując bieliznę od sprzedawców-mężczyzn. Fatima Garub, która założyła na Facebooku kampanię przeciwko męskim sprzedawcom bielizny, przyjęła z zadowoleniem decyzję króla Abdullaha, przewidując powstanie ok. 6 tys. nowych miejsc pracy dla kobiet.

Bezrobocie w konserwatywnej Arabii Saudyjskiej wśród kobiet sięga około 30 proc. Duchowni sprzeciwiają się zatrudnianiu kobiet w wielu sektorach, nie chcąc dopuścić do wspólnej pracy mężczyzn i kobiet.

kwietnia 14, 2011

wszystko, co chcielibyście wiedzieć o burce

Jak można pić shake’a w zasłonie na twarzy? Jak rozpoznają nas znajomi i co się dzieje, gdy mamy ochotę kichnąć? Na te i inne pytania odpowiada muzułmanka z Londynu.

Nie-muzułmanie rzadko mają okazję rozmawiać z kobietami, które zasłaniają twarze. A jeśli nawet do tego dochodzi, zazwyczaj wstydzą się zadać pytanie, które mogłoby urazić rozmówczynię. Stąd pomysł na poniższą ankietę. Panie i Panowie, oto wszystko, co chcielibyście wiedzieć o muzułmańskiej zasłonie na twarz, ale baliście się zapytać.

Poprosiłam swoich przyjaciół, sąsiadów i kolegów z pracy żeby wynotowali, oczywiście anonimowo, czego chcieliby się dowiedzieć od kobiet zakrywających twarze. Wkrótce miałam przed sobą długą listę pytań. Niektóre były naprawdę dziwaczne. Okazało się, że chociaż na europejskiej ulicy wcale nie jest łatwo spotkać kobietę w burce czy nikabie (jak nazywa się zasłona na twarz), wywołują one wiele emocji. Ku mojemu zaskoczeniu, najwięcej pytań dotyczyło praktycznych aspektów noszenia zasłony.

Na pytania zgodziła się odpowiedzieć 27-letnia Zara Khan. Urodziła się i wychowała w Londynie, gdzie ukończyła nauki polityczne na prestiżowej London School of Economics. Dziś pracuje poza brytyjską stolicą. Po raz pierwszy założyła nikab w wieku 19 lat. Żadna kobieta z jej rodziny nie zasłaniała wówczas twarzy. Od tamtego czasu wielokrotnie musiała tłumaczyć się ze swojej decyzji (także własnym rodzicom), nabrała więc w tej kwestii pewnego doświadczenia.

Odwiedzam Zarę w jej mieszkaniu. Wychodzi mi na spotkanie, ubrana cała w czerń. Jej strój składa się z trzech części: zasłony na twarz (nikab), chustki na głowę (hidżab) i długiej sukni okrywającej całe ciało (dżilbab). Dopiero kiedy wchodzimy do mieszkania, znikają powłóczyste szaty, a przede mną staje młoda kobieta w obcisłych dżinsach i podkreślającym kształty topie. Z chwilą, kiedy dołącza do nas fotograf, Zara z powrotem nakłada zasłonę. Pierwsze lody zostają jednak przełamane.

Siadamy do obiadu. Ostrzegam moją rozmówczynię, że niektóre z pytań, które chcę zadać, są – no cóż – trochę głupie. Zara odpowiada, że to nic nie szkodzi. – Dobrze, że w ogóle kogoś interesuje, co ma do powiedzenia kobieta z zasłoniętą twarzą – podkreśla.

1. Jak dzieci rozpoznają swoje matki, które noszą nikab? – Po oczach. A jeśli patrzą na kobietę od tyłu, to po figurze. Moje siostrzenice widziały mnie już tyle razy za zasłoną, że poznają mnie od razu. Po prostu wiedzą, że to ja.

2. Czy zdarzyło ci się kiedyś w pośpiechu wyjść z domu w piżamie? – Wielokrotnie. Pewnego razu wchodziłam na schody, a człowiek, który szedł za mną, zapytał: „Czyżbym zauważył tkaninę w różowe kwiatki?” Odpowiedziałam: „Ach tak, to moja piżama. Wie pan, zaspałam...”. Usłyszałam wtedy: „Szczęściara z pani!”

3. Czy kupujesz takie same ubrania, jak kiedyś? – Tak, uwielbiam się stroić na imprezy w damskim towarzystwie. Spędzam mnóstwo czasu w sklepach z ciuchami. 4. Jak się czułaś, kiedy po raz pierwszy założyłaś nikab?

– Myślałam, że umrę. To było dziwne uczucie, nie mogłam się przyzwyczaić do tego kawałka materiału na twarzy. Wydawało mi się przy tym, że wszyscy się na mnie gapią. Potrzebowałam sporo odwagi, żeby się przemóc.

5. Dlaczego się na to zdecydowałaś? – Kiedy byłam jeszcze na studiach, doświadczyłam duchowego przebudzenia. Chciałam podkreślić swoją religijność. Zaczęłam nosić chustę. Mój ubiór przypomina mi o obowiązkach, jakie nakłada na mnie islam. Nie powiedziałabym jednak, że kobieta, która zasłania twarz jest lepszą muzułmanką, niż ta, która tego nie robi. Ważne, żeby być dobrą osobą.

6. Jak się je w nikabie? – Kiedy założyłam go po raz pierwszy, nie miałam pojęcia, jak się zabrać do jedzenia. Wszystkiego nauczyłam się, podpatrując przyjaciółki. Nie zdejmuje się zasłony, wystarczy delikatnie ją unieść z jednej strony. To jednak prawda, że nikab trzeba prać dosyć często.

7. Jak znosisz upały? – Nie jest tak źle. Zakładam przewiewną bluzkę i cienki, letni dżilbab.

8. Brak kontaktu ze słońcem powoduje niedobór witaminy D. Jak sobie z tym radzisz? – Wiem bardzo dobrze, jak potrzebne są promienie słoneczne. Zawsze kiedy jestem u rodziców, godzinami przesiaduję w szortach w ogrodzie.

9. A co jeśli się przeziębisz? – Dzięki nikabowi nie roznoszę zarazków! Jest naprawdę w porządku, po prostu wydmuchuję nos w chusteczkę pod zasłoną.

10. Jak ludzie reagują na twój widok? – Niektórzy bardzo nieprzyjaźnie. Jeden mężczyzna na ulicy krzyczał za mną: „Kamikadze z Iraku!” Raz w supermarkecie usłyszałam od kogoś: „Wracaj do swojego kraju!” Zapytałam wtedy: do którego? Jestem przecież Brytyjką. Wiele osób po prostu wlepia we mnie wzrok. Jeden facet w metrze gapił się na mnie z odległości kilku centymetrów. Był tak wkurzony, że zrobił się cały czerwony na twarzy.

11. Korzystasz z tego, że nikt cię nie widzi? Robisz głupie miny, albo chowasz coś pod ubraniem? – Czasem pokazuję język ludziom, którzy są dla mnie niemili. Często też poruszam ustami, jakbym mówiła „nieważne” do samej siebie. Ludzie, którzy mnie dobrze znają, zauważają to. Kolega z pracy spytał mnie niedawno: „Powiedziałaś właśnie »nieważne«, prawda?” A jeśli chodzi o ukrywanie jakichś przedmiotów, to raz wyniosłam czekoladki z pokoju brata.


12. Nosisz okulary słoneczne? – Nie, wyglądałabym dziwnie. W domu zakładam zwykłe okulary, a kiedy wychodzę na ulicę używam soczewek kontaktowych. Człowieka poznaje się po oczach, więc lepiej ich nie ukrywać.

13. Co byś zrobiła we Francji, gdzie zakazano noszenia nikabu w miejscach publicznych? – Po prostu zdjęłabym zasłonę z twarzy. Trzeba szanować miejscowe prawa, tak uczy nas islam.

14. Czy twój tryb życia pozwala Ci uprawiać sport? – Chodzę do koedukacyjnej sali gimnastycznej. Ubieram wtedy sportową wersję dżilbabu.

15. Czy nie uważasz, że zasłona odbiera ci człowieczeństwo? – Absolutnie nie. Ona czyni mnie człowiekiem bardziej niż cokolwiek innego, ponieważ zakładam ją z własnej, nieprzymuszonej woli.

16. Czy innym ludziom ciężej jest z tego powodu dostrzec twoją indywidualność? – Kiedy rozmawiasz z kimś przez telefon, wiesz, że po drugiej stronie słuchawki jest konkretna osoba, mimo że nie widzisz jej twarzy. Kiedyś poszłam na rozmowę w sprawie pracy. Widziałam, jak członkowie komisji przerazili się, kiedy weszłam. Usiadłam na krześle, zdjęłam zasłonę i od razu odpowiedziały mi uśmiechy. Nie noszę nikabu kiedy pracuję z dziećmi, uchylam go też przed ochroniarzami.

17. Co myślisz o kobietach, które ubierają się wyzywająco? – Mają do tego prawo. Niech ubierają się jak chcą, byle nikt ich do niczego nie zmuszał. Niektóre kobiety mówią, że zakładają nikab, bo nie chcą być postrzegane jako obiekty seksualne. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Mężczyźnie może się równie dobrze podobać dziewczyna z zasłoniętą twarzą. A jeśli już nosisz krótką spódniczkę, nie znaczy, że jesteś gorszą muzułmanką.

18. Czy martwi cię, że z powodu ubioru masz mniejsze szanse na rozwój zawodowy? – Tak, to problem. Chciałabym mieć prawo do noszenia tego, na co mam ochotę.

19. Dlaczego tak wiele kobiet, które zasłaniają twarze, ubiera się na czarno? – To nie wynika z żadnych wymogów religijnych. Po prostu dodaje elegancji, jest też taka moda.

20. Co myślisz o tych wszystkich pytaniach? – Pewnie gdybyś zadała je innej kobiecie w nikabie, dostałabyś inne odpowiedzi. Ale cieszę się, że mogłam pomóc.


marca 27, 2011

jestem muzułmaninem i Brytyjczykiem

To jest nasz kraj, tu się urodziliśmy, wychowaliśmy, naprawdę czujemy się Brytyjczykami! Ale wyobraź sobie, że w swoim kraju włączasz telewizor i codziennie słyszysz jakieś bzdury o sobie, o swojej religii, zwyczajach. Potem wchodzisz do metra i natychmiast legitymuje cię policjant

Marta Kazimierczyk: Dobrze się żyje młodemu muzułmaninowi w Londynie?

Faisal Hanjra: Szczerze? Nie bardzo. Od zamachu w londyńskim metrze 7 lipca 2005 r. Brytyjczycy traktują nas inaczej. Jasne, że najgorzej było tuż po ataku, gdy na każdym kroku byliśmy rewidowani przez policję, zdarzały się pobicia, czy zrywanie muzułmankom hidżabu na ulicy.

To podłe uczucie, kiedy we własnym mieście stajesz na peronie albo siadasz na ławce, a ludzie się od ciebie odsuwają. Wiesz, ilu moich kolegów na zawsze przestało wtedy nosić plecaki? Byliśmy przeszukiwani kilka razy dziennie. A kiedy słyszałem w nocy radiowóz, myślałem, że jedzie po mnie. Bo w pewnym momencie staje się nieważne, czy masz czyste sumienie, czy nie - boisz się i już.

A bardziej konkretne przykłady dyskryminacji?

Moi znajomi, studenci i absolwenci londyńskich uczelni, pół roku temu zrobili test - przez dwa miesiące wysyłali do firm swoje CV w dwóch wersjach różniących się tylko nazwiskiem. W 90 proc. przypadków odrzucano wersję z tym muzułmańskim.

Rok temu zrobiliśmy badanie wśród muzułmańskich studentów na wszystkich brytyjskich uczelniach - okazało się, że 60 proc. bezpośrednio doświadczyło islamofobii w sensie fizycznej przemocy, agresji albo obrażania słownego.

Rząd próbuje coś z tym zrobić?

Próbuje, ale czasem zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Zacznijmy od prawa antyterrorystycznego. Nigdzie nie jest w nim powiedziane, że jest wymierzone w muzułmanów. Tymczasem w Wlk. Brytanii nie został aresztowany na jego podstawie nikt spoza społeczności muzułmańskiej.

Ale są kampanie walki z ekstremizmem, mnóstwo pieniędzy idzie na kontrolowanie i rozwijanie meczetów. Jednak to wszystko niewiele da, póki nie zmieni się podejście mediów. Gdyby z niektórych artykułów wyjąć słowo "muzułmanin" i zastąpić je słowem "Żyd" albo "Murzyn", byłyby nie do zaakceptowania. Ale jeśli źle pisze się o muzułmanach, to jest OK.

Przecież nie wszyscy dziennikarze są uprzedzeni...

No dobra, czasem zdarzy się wyważony tekst, ale co z tego? Czasem dziennikarze do mnie dzwonią, proszą o wyjaśnienie czegoś, a potem i tak piszą swoje.

Kilka miesięcy temu "The Sunday Times" pisał o muzułmańskich studentach medycyny odmawiających wykonywania niektórych badań. Zadzwonili do mnie, rozmawialiśmy przez godzinę, naprawdę wiedziałem, o czym mówię, bo sam studiuję medycynę. A tekst wyglądał tak, jakby facet w ogóle ze mną nie rozmawiał, zrobił z muzułmańskich studentów fanatycznych idiotów! Jak mamy się bronić, kiedy w poważnej prasie nie daje się nam prawa głosu?

Czarno przedstawiasz los brytyjskich muzułmanów. Nie przesadzasz?

To nie tak, że jesteśmy tu nieszczęśliwi. To jest nasz kraj, tu się urodziliśmy, wychowaliśmy, naprawdę czujemy się Brytyjczykami. Ale wyobraź sobie, że w swoim kraju codziennie włączasz telewizor i słyszysz bzdury o sobie, o swojej religii i zwyczajach. Potem wchodzisz do metra i natychmiast legitymuje cię policjant.

Kiedy jeżdżę na wakacje do rodzinnego Pakistanu, wszystko mnie tam denerwuje, ale być może po studiach tam wyjadę. Bo tutaj zawsze będę się zastanawiał, co się stanie, jeśli znowu kilku bandziorów, którzy bezczelnie nazywają się muzułmanami, zdetonuje coś w metrze. Moje życie znowu stanie się koszmarem, znów będę nie tylko podejrzanym, ale wrogiem we własnym kraju.

A czy wy naprawdę chcecie się integrować?

Dam ci przykład: kiedy na uniwersytecie niemuzułmańska organizacja planuje jakąś akcję, zawsze przychodzi do nas prosić, żebyśmy się przyłączyli, bo muzułmańscy studenci lubią się udzielać i uczestniczyć w życiu uczelni. Mamy muzułmańskich parlamentarzystów, nie znajdziesz w Londynie szpitala bez lekarza muzułmanina ani szkoły bez muzułmańskich nauczycieli. Więc chyba chcemy się integrować, prawda?

Ale trochę racji też masz. Nie ma co ukrywać, że kiedy wchodzisz do niektórych dzielnic muzułmanskich, to czujesz się jak w Pakistanie czy kraju arabskim. Ci ludzie żyją tu tak, jak żyliby tam, niektórzy zupełnie nie chcą się przystosować. Ale to nie wynika ze złej woli. Po prostu kiedy przyjeżdżali, myśleli, że zarobią i wrócą, dlatego nie ma sensu nic zmieniać.

Mamy też inne problemy - muzułmańska dzielnica Tower Hamlets to jedno z najbiedniejszych miejsc w kraju. Narkotyki, przestępstwa i marne szkoły. Tylko że to nie jest problem muzułmanów, ale problem wszystkich południowoazjatyckich imigrantów. Nam po prostu trzeba pomóc, a nie robić z nas kryminalistów albo ofiary.

Albo terrorystów.

Albo. Właściwie w tej chwili jedyny kontekst, w jakim mówi się o muzułmanach, to walka z terroryzmem. Zbudujemy muzułmanom park, żeby walczyć z terroryzmem. Będziemy uczyć muzułmanki angielskiego, żeby walczyć z terroryzmem. Może odczepcie się wreszcie od nas z tym całym terroryzmem!

Oczywiście to nie jest tak, że społeczność muzułmańska nie ma problemów. Gdyby ich nie miała, nie byłoby ataków 7 lipca. Ale zastanówmy się, gdzie ten problem jest: na uniwersytetach? Absolutnie nie. Jako szef wszystkich muzułmańskich organizacji studenckich w tym kraju mówię z całym przekonaniem: nie ma dowodów na rosnącą radykalizację młodych muzułmanów.

Zresztą w całej społeczności skrajne postawy to naprawdę mały procent. Osobiście nie znam nikogo, kto popierałby zamachy. To właśnie nasz największy problem - wszyscy mówią nam: pozbądźcie się terrorystów. A my nie wiemy, gdzie oni są!

Niektórych widać całkiem wyraźnie. Ekstremista Abu Hamza latami nauczał w meczecie w centrum Londynu, przychodziły go słuchać setki ludzi.

Na pewno były tam rzeczywiście groźne typy. Ale myślę, że większość przychodziła ze zwykłej ciekawości, bo te kazania stały się słynne, chociaż wcale niekoniecznie w sensie pozytywnym. To oczywiście żadne usprawiedliwienie.

Szczerze mówiąc, do dziś nie rozumiem, jak rząd brytyjski mógł przez tyle lat na to pozwalać. Naprawdę jestem przekonany, że ludzie, którzy żyją tutaj, na Zachodzie, a jednocześnie naprawdę wierzą w idee głoszone przez takie typy jak Abu Hamza, to jednostki.

Zostawmy terroryzm. Opowiedz o młodych muzułmanach na Zachodzie. Jesteście inni niż wasi rodzice?
Tak, ale inaczej niż kiedyś. Jeszcze kilka lat temu dzieci imigrantów chciały żyć tak jak ich brytyjscy koledzy - imprezy, alkohol, randki. Dzisiaj jest odwrotnie - stają się nawet bardziej pobożni i tradycyjni niż ich rodzice! Hidżaby znikają z półek szybciej niż kiedykolwiek, na uniwersytecie prawie każdy muzułmański student zapuszcza brodę. Myślę, że to dlatego, że młodzi ludzie trochę się pogubili. Przez całe życie widzieli sprzeczność między tradycyjnymi zasadami wpajanymi w domu, a tym, co się dzieje w szkole, na uczelni.

Potem przyszedł 11 września w Nowym Jorku, 7 lipca w Londynie. Do dawnej niepewności doszła wrogość, podejrzliwość otoczenia. Trzeba było znaleźć coś stałego, na czym można polegać niezależnie od okoliczności. I tak zaczął się powrót do islamu wśród młodych muzułmanów na Zachodzie.

No właśnie. Mówisz i zachowujesz się jak Brytyjczyk, ale brodę zapuściłeś....

- Pochodzę z nowoczesnej, wykształconej rodziny. Już moi dziadkowie wyemigrowali do Wielkiej Brytanii, rodzice dorastali tutaj. Byłem wychowany jak brytyjski nastolatek - wyjazdy za granicę na każde wakacje, surfing, lekcje muzyki, imprezy. Dopiero niedawno ożeniłem się, zacząłem żyć dużo skromniej, bardziej skupiłem się na religii.

Chyba po prostu nagle poczułem, że nie do końca wiem, kim jestem, bo nigdzie nie czuję się u siebie. Teraz wreszcie jestem szczęśliwy, moją tożsamością jest islam i to się nie zmienia, gdziekolwiek pojadę, jakikolwiek kolor ma moja skóra czy mój paszport. Wiem, że już nigdzie nie będę obcy.

*Faisal Hanjra jest studentem medycyny na londyńskim uniwersytecie Queen Mary i szefem federacji muzułmańskich organizacji studenckich w Wielkiej Brytanii FOSIS.

marca 12, 2011

nowy numer as-Salam

Spis treści:

4 Wydarzenia, stałe rubryki

5 Opinie

7 Notatki antyrasistowskie: Lokalni stratedzy globalnego konfliktu – Marcin Starnawski
Niczym pajacyk z pudełka, co chwila wyskakują w polskim dyskursie publicznym antymuzułmańskie fobie. Rzecz jasna, w uczonych przebraniach „teorii", „diagnoz" czy „strategii". Były premier oświadcza, że największym zagrożeniem jest „islamski terroryzm". Katolicki publicysta walczy z „islamizacją Europy" w imię zakazu budowy meczetu. Komentatorzy rewolt arabskich wyciągają „islamistów" jako argument przeciwko demokratyzacji. Od centrolewicy do skrajnej prawicy krążą koncepcje modne i wygodne, czasem strasząc Huntingtonowskim „zderzeniem cywilizacji", czasem przybierając formę bardziej subtelną lecz nie mniej tendencyjną. Konflikt społeczny sprowadza się do religijnych przepychanek, a z kultury i tożsamości czyni się absolut o sztywnych granicach. Ta uproszczona wizja świata uwodzi główny nurt polityki, mediów i edukacji.

Jednak islamofobia to element nie tylko wielkiej geopolityki czy ksenofobicznej wizji „kultury narodowej". Na przykładzie Wrocławia okazuje się, że antyislamska moda zeszła na poziom lokalny i trzyma się mocno od kilku sezonów. [...]

Qur'an i prawo

8 Spory o idżtihad – Jarosław Banasiak
Nie boję się powiedzieć, że dokonania intelektualne Abu Hamida al-Ghazalego (zm. 1111) są tytaniczne. Nie ma dziedziny wiedzy, w której nie pozostało by coś ważnego po tym uczonym. Pisał o prawie muzułmańskim, filozofii, polityce, etyce i sufiźmie. Pod koniec życia na kartach swej autobiografii intelektualnej chwalił się, że wszystko go interesowało. Twierdził , że zna poglądy i przekonania ludzi swej epoki i epok minionych.

10 Temat numeru – Kultura popularna i sfera publiczna w islamie
Kultura popularna w swym pospolitym rozumieniu jest tą sferą ludzkiej aktywności, która ma niższą wartość od tzw. kultury wysokiej. Przeciwstawiając się temu upraszczającemu poglądowi, bieżący Temat Numeru stanowi próbę identyfikacji przejawów społeczeństwa obywatelskiego – autentycznej przestrzeni publicznej w świecie muzułmańskim. Jednocześnie chcieliśmy uniknąć wprowadzania naiwnej dychotomii: westernizacja (globalizacja) vs. fundamentalizm (radykalizm) religijny. W takim ujęciu kultura popularna jawi się nie jako „igrzyska dla plebsu", lecz jako kultura ludowa, powszechna i oddolna, a jej funkcjonowanie decyduje o kształcie sfery publicznej przy zachowaniu własnych wartości i tradycji.

11 W poszukiwaniu islamskiej przestrzeni kulturowej – Karin van Nieuwkerk

13 Sztuka uliczna a islam – Izabela Smela

14 Przez pustynię – motywy islamskie oraz „islamskie" w grach – Tomasz Imran Stefaniuk

15 Islam a rozrywka – Jarosław Banasiak

17 Światowa moda pod hidżabem – Katarzyna Jędrzejczyk-Kuliniak

18 Zachodnie formaty telewizyjne w krajach muzułmańskich – Marta Minakowska

18 Teatr w cieniu piramid – Aleksandra Biernat

20 Nowe brzmienie palestyńskiej kultury – Marcelina Obrzydowska

Świat islamu

22 Islam pod piramidami – Kamil Zachert
Jeszcze za życia Proroka Muhammada (zm. 632) wojska Arabów rozpoczęły ekspansję w kierunku południowych rubieży Persji i Bizancjum, największych imperiów wczesnego średniowiecza. W pięć lat po śmierci Proroka, plemiona arabskie, zjednoczone pod sztandarem nowej wiary, pokonały armię chrześcijańską i zdobyły Syrię. W ciągu następnych dwóch lat muzułmanie przekroczyli granicę Egiptu, decydując się na konfrontację z Cesarstwem na żyznych ziemiach Afryki Północnej. Sukces kampanii wojennej Amra ibn al-Asa z 639 roku na zawsze zmienił tę część świata.

Cywilizacja muzułmańska

26 Alhambra. Perła Andaluzji – Aldona Maria Piwko
Blisko 800-letnia obecność islamu na Półwyspie Iberyjskim pozostawiła po sobie niemal wieczne ślady w monumentalnej architekturze, będącej symbolem religii i kultury muzułmańskiej. Niewątpliwie należy do nich Alhambra, ogromny kompleks budynków, który miał być odzwierciedleniem boskiej harmonii na Ziemi. Ten zbudowany w Granadzie warowny zespół pałacowy jest dziś najpiękniejszym zabytkiem arabskiego budownictwa w Europie.

Media

30 Sufizm oczami orientalisty – Andrzej Saramowicz
Sufizm Zbigniewa Landowskiego, jak czytamy na stronie redakcyjnej tej książki, to „Podręcznik akademicki dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego". Jest to pierwsza praca w języku polskim, która w założeniu ma omawiać w sposób kompleksowy zagadnienie mistycyzmu muzułmańskiego. Warto się przyjrzeć, czy autor sprostał tak ambitnemu zadaniu.

Islam w Polsce

31 VI Dzień Ramadanowy – Tomasz Imran Stefaniuk
4 września 2010 roku w hotelu Kyriad Prestige w Warszawie odbył się VI Dzień Ramadanowy, zorganizowany przez Ligę Muzułmańską w RP. Spotkanie rozpoczęła recytacja wersetów Qur'anu, następnie przemówienie wygłosił Przewodniczący Rady Naczelnej Ligi, dr Samir Ismail.

32 „Dialog musi być kontynuowany". Refleksje na kanwie II Wrocławskiej Konwencji na Rzecz Dialogu Międzyreligijnego – Adam Wąs SV
Wrocław staje się jednym z głównych centrów dialogowych we współczesnej Polsce. Dni Asyżu, „Dzielnica Wzajemnego Szacunku" i Konwencje to tylko niektóre z inicjatyw, związanych z tym miastem.

Strawa dla ducha

34 Skrucha – Nidal Abu Tabaq
Wiele osób jest przekonanych, że nie muszą okazywać skruchy i prosić Allaha o wybaczenie, ponieważ nie robią niczego tak poważnego, co by tego wymagało. Nic bardziej mylnego. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo i za jak wiele czynów powinniśmy okazać skruchę i prosić Allaha (SŁT) o wybaczenie.

źródło

marca 06, 2011

100-letni imam

Stefan Mustafa Jasiński - najstarszy w kraju islamski duchowny świętował setne urodziny. W piątek w Domu Kultury Muzułmańskiej w Białymstoku odbierał życzenia od współwyznawców.

Najpierw szacowny jubilat przewodniczył religijnej części uroczystości, potem zebrani goście składali mu życzenia. Wśród nich byli m.in. przewodniczący gmin muzułmańskich w Bohonikach i Kruszynianach, w których Jasiński pełnił duchowa posługę, Tomasz Miśkiewicz, mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej, a także wiceprezydent Białegostoku Aleksander Sosna, społeczny doradca prezydenta Polski do spraw mniejszości.

Dzień wcześniej za zasługi dla społeczności i kraju Bronisław Komorowski odznaczył imama Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

- Życie imama to nie tylko sto lat ziemskiego bytowania, ale i wiek tatarskich i muzułmańskich losów w Polsce. To człowiek bezustannie ciekawy świata, gotowy nieść posługę duchową, kontynuator tatarskiej tradycji, emanujący łagodnością. Jego historia pięknie wpisała się w historię tatarskiej społeczności - mówiła Rozalia Bogdanowicz, sekretarz Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego Związku Religijnego.

Imam Stefan Mustafa Jasiński urodził w Malawiczach Górnych niedaleko Sokółki, później mieszkał m.in. w Symferopolu, Kazaniu i Wilnie, gdzie przed wojną pracował w komunikacji miejskiej. Brał udział w kampanii wrześniowej i trafił do sowieckiej niewoli. Po wojnie aż do emerytury pracował w białostockim Moto-Zbycie oraz Centrali Technicznej. Jako duchowny pracował w Bohonikach i Kruszynianach, w Sokółce uczył dzieci religii muzułmańskiej, a od 2006 jest imamem domu modlitwy w Białymstoku przy ul. Piastowskiej.

źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

lutego 27, 2011

Białystok: modlitwa o pokój

O pokój w krajach islamskich w Afryce Północnej modlili się w piątek w Białymstoku polscy muzułmanie. Modlitwy odbyły się w domu modlitw Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP. Modlitwy o pokój, m.in. w Libii i Egipcie, towarzyszyły tradycyjnym modłom piątkowym. Przewodniczył im imam Stefan Jasiński.

- Islam w niczym nie przeszkadza demokracji, a demokracja nie przeszkadza islamowi - powiedział Musa Czachorowski, rzecznik Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP. Podkreślił, że polscy muzułmanie popierają ruchy demokratyczne i dążenia narodów do wyzwalania się z dyktatur.

Muzułmański Związek Religijny w RP obchodzi w tym roku 85-lecie istnienia, to najstarsza i najważniejsza organizacja polskich wyznawców islamu. Należą do niej głównie polscy Tatarzy. Jak szacują sami liderzy organizacji, należy do niej ok. 5 tys. osób.

Główne skupiska polskich muzułmanów są w województwie podlaskim. Liczbę wszystkich wyznawców islamu w Polsce, wliczając w to cudzoziemców: studentów, uchodźców, dyplomatów czy biznesmenów z zagranicy, szacuje się na 20-25 tys.

źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

lutego 18, 2011

fatwa w obronie chrześcijan

Muzułmańscy uczeni opracowali tekst fatwy (orzeczenia religijno-prawnego) broniącej praw chrześcijan w krajach, gdzie dominującą religią jest islam. Poinformował o tym Mohammad Sammak – sunnita i sekretarz generalny Libańskiego Komitetu ds. Dialogu Muzułmańsko-Chrześcijańskiego.

Podczas wizyty Sammaka w Rzymie do wydania fatwy namówił go były premier Libanu – Saad Hariri, który był wstrząśnięty niedawnym atakiem terrorystycznym na kościół koptyjski w Aleksandrii.

Nowa fatwa stanowi, że: obrażenie chrześcijanina jest takim samym przestępstwem, co obraza muzułmanina, a atak na kościół jest porównywalny do ataku na meczet. Tekst fatwy, choć już dopracowany, nie został jeszcze oficjalnie zatwierdzony. Według Sammaka, fatwa trafi do liderów wspólnot muzułmańskich w Egipcie, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Syrii i Palestynie. Jej tekst już zaaprobowało rektorstwo muzułmańskiego Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze.

Uczeni z tego uniwersytetu opublikowali wcześniej w Internecie apel o zrewidowanie niektórych islamskich zasad, w szczególności tej o stosunku muzułmanów do przedstawicieli innych religii i nauki o dżihadzie.

stycznia 24, 2011

Dzień islamu w Kościele katolickim w Polsce.

Pod hasłem "Chrześcijanie i muzułmanie: razem, by przezwyciężyć przemoc między wyznawcami różnych religii" obchodzony będzie w najbliższą środę XI Dzień Islamu w Kościele katolickim w Polsce.

Jego organizatorami są Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego Konferencji Episkopatu Polski i Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów.

Tegoroczne hasło nawiązuje do przesłania Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego na koniec miesiąca Ramadan w 2010 roku. W tekście "Chrześcijanie i muzułmanie: razem, by przezwyciężyć przemoc między wyznawcami różnych religii", czytamy, że wśród przyczyn przemocy między wyznającymi różne wiary wskazać można manipulowanie religią w celach politycznych czy dyskryminację ze względów religijnych. Dokument wskazuje też drogę do pokoju - to "uznanie tego, co jest nam wspólne, i respektowanie różnic, opierając na tym kulturę dialogu", a także "znaczenie wychowywania do szacunku, dialogu i braterstwa na różnych obszarach edukacji: w domu, w szkole, w kościołach i meczetach".

Przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi, działającego w ramach Episkopatu Polski, bp Romuald Kamiński podkreślił w rozmowie z PAP, że obchody Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce to zupełnie nowa rzeczywistość w relacjach chrześcijańsko-muzułmańskich. - Pokojowe współistnienie na ziemiach polskich katolików i Tatarów muzułmańskich ma wielowiekową tradycję. Przykładem dialogu między chrześcijaństwem a islamem w Polsce jest świadectwo Jana Jakuba Szegidewicza o św. Maksymilianie Marii Kolbem. Muzułmanin był głównym świadkiem w procesie beatyfikacyjnym franciszkanina - wyjaśnił.
Jak podkreśla bp Kamiński, Polska może być wzorem dla Europy w zakresie prowadzenia działalności dialogu międzyreligijnego. Przypomniał przy tej okazji, że w Konferencji Episkopatu Polski działa Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi (w ramach Rady ds. Dialogu Religijnego).

Główną organizacją prowadzącą działalność w zakresie dialogu miedzy tymi religiami jest Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów. Funkcjonuje prowadzone przez księży werbistów Centrum Dialogu Kultur i Religii w Pieniężnie i Centrum Dialogu Międzykulturowego UKSW prowadzone przez pracowników naukowo-dydaktycznych Sekcji Misjologii Wydziału Teologicznego.

Centralne obchody Dnia Islamu odbędą się w Domu Parafialnym przy parafii św. Floriana na warszawskiej Pradze. Punktem centralnym obchodów jest modlitwa w intencji przezwyciężania przemocy między wyznawcami różnych religii, pokoju na świecie oraz o pokojowe współdziałanie wiernych obu religii. Do części stałych obchodów należą także: przesłanie nawiązujące do tematu Dnia Islamu, czytanie fragmentów ksiąg świętych (Pisma Świętego i Koranu), Dua (czyli muzułmańska modlitwa spontaniczna), modlitwa powszechna zakończona modlitwą "Ojcze nasz" i przekazanie znaku pokoju. Spotkanie chrześcijan i muzułmanów kończy agapa przy muzyce orientu.

Uczestnikami Dnia Islamu będą, m.in. przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego Konferencji Episkopatu Polski bp Romuald Kamiński, członkowie Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów oraz duchowi przywódcy wspólnoty muzułmańskiej w Polsce.

Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów powstała w 1997 r. i stawia sobie za cel propagowanie dialogu między wyznawcami tych dwóch religii. Jest organizacją oficjalnie uznaną przez Konferencję Episkopatu Polski. To w odpowiedzi na prośbę katolickiej strony Rady Episkopat podjął w 2000 r. decyzję o obchodzeniu Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce 26 stycznia każdego roku.

W Polsce funkcjonują dwa religijne związki muzułmańskie wpisane do rejestru Kościołów i Związków Religijnych. Muzułmański Związek Religijny w RP, uznany oficjalnie w 1925 r., liczy obecnie ok. 6 tys. członków, zrzesza przede wszystkim Tatarów Muzułmanów Polskich. Zarejestrowana w 2004 r. Liga Muzułmańska w RP zrzesza muzułmanów przybywających do Polski na studia oraz do pracy, a także osoby przyjmujące islam za swoją religię. Według szacunków liczy ok. 25 tysięcy członków. Pozostałe organizacje są marginalne, zrzeszają od kilkudziesięciu do trzystu osób w kraju.

grudnia 30, 2010

10 tys. muzułmanów w Warszawie. Jacy są?

Meczet w Warszawie,
źródło: http://www.dw-world.de/dw/article/0,,6104648,00.html
Przyszedł do mnie człowiek. "Jest pan muzułmaninem?" - zapytał. "Trzeba zabić wszystkich muzułmanów". Rozmawiałem z nim, ale zdania nie zmienił. Za to na koniec powiedział: "Pana jednego bym oszczędził".
Po 11 września 2001 r., gdy dwa boeingi 767 roztrzaskały się o stalowe kości nowojorskich wież, Zeta kolega z ławki zainteresował się lotnictwem. A Zet - islamem.

Samir i Nidal przyjechali tu, marząc o wafelkach "made in Poland".

Anna Bratowska, bizneswoman, od dziecka zamęczała babcię i księdza pytaniami na temat Boga: kto to Bóg? Gdzie go spotkać?

Paweł, znany malarz, najpierw napisał książkę o biblijnej ekonomii.

To były początki.

Za niebieskim płotem rośnie minaret ze szkła. Na nim czarną farbą wysmarowane: „Islamy na Islandię”. To Warszawa Ochota. Robota wre. W piątkowe popołudnie przyjdzie pan Ahmed, sklepikarz pachnący kuminem, i wyszepcze „la 'ilaha 'illa llah...”

Nie wszystkim się to podoba. Lepiej, jakby to było nowe centrum handlowe. Albo bar. Sex-shop nawet. Bo "w telewizji pokazywali": wysoko podniesione kałasznikowy, kobiety w czerni, uciętą w głowę. I to wyraźnie, w HD, na ciekłokrystalicznym ekranie. Kilka miesięcy temu przed placem budowy zorganizowali protest. Byli liberałowie ("bo prawa człowieka"), feministki ("bo zniewolone islamskie kobiety"), buddyści Diamentowej Drogi (ich lama, Duńczyk Ole Nydahl, też islamu nie lubi) i Młodzież Wszechpolska ("bo meczet na naszej katolickiej ziemi").
Meczetu bronili: anarchiści, lewicowcy ("bo precz z rasizmem") i inni liberałowie ("bo przecież wolność wyznania").

I głośno było, gwarno, kolorowo. I tylko ich - Anny, Zeta, Pawła, Samira - tylko tych strasznych muzułmanów nie było.

***

Po 11 września Zet chciał wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Kiedy wertował książki o historii Arabów i kulturze islamu, jego kolega z ławki przeglądał albumy o lotnictwie. - No i ja zostałem muzułmaninem, a on poszedł w samoloty - mówi Zet, arabista.

Anna Bratowska, doktorantka na UW i młoda bizneswoman, opowiada: - Pochodzę z katolickiego domu. Wyrosłam na wierzącą i praktykującą chrześcijankę. Dbałam o wszystkie zasady. Nie piłam alkoholu, współżycie tylko po ślubie. Ale zawsze żyłam w przeświadczeniu, że Jezus nie był Bogiem.

Zet: - Ja uważałem się za katolika, ale nie praktykowałem.

Paweł, malarz i teoretyk sztuki, który swoje obrazy wystawiał na całym świecie: - Pierwszy raz świadomie przeczytałem Biblię, kiedy miałem 30 lat. Potem kilka lat zmagałem się z pytaniami o kształt wiary.

Napisał książkę o ekonomii ewangelicznej. Analizował w niej wypowiedzi Jezusa na temat pieniądza. Poznał ludzi zajmujących się ekonomią alternatywną. Także muzułmanów. - Ale już wcześniej nie miałem obaw związanych z muzułmanami - mówi. - Łatwo zauważyć, że podążamy wspólną drogą.

Anna siedem lat temu pojechała z mamą na wakacje do Egiptu. Znajomi straszyli: przejść ulicą wam nie dadzą. - Wszystko okazało się inne niż w prasie, telewizji, nawet książkach. Siedziałam w powrotnym samolocie i złościłam się: Ale żeście mnie okłamali!

***

Samir Ismail, lekarz pediatra i przewodniczący Ligi Muzułmańskiej, zanim tu przyjechał, też myślał inaczej: że to kraj bez Boga, że mieszkają tu komuniści, którzy chodzą w futrach i codziennie opychają się czekoladą. W Kuwejcie, gdzie się urodził, była polska czekolada i polskie futra. Ale Polska 1986 r. nie była rajem. Nidal Abu Tabaq, który wyjechał z Kuwejtu dwa lata później, opowiada: - Tam jadłem wafelki z pieczątką "Made in Poland". Tu nie było nic. Na półkach chleb i ocet.

Rodzice Nidala, tak jak i Samira, uciekli z Palestyny po kolejnej wojnie arabsko-izraelskiej. Najpierw do Arabii Saudyjskiej, potem Kuwejtu. Gdy Nidal miał 17 lat, przyjechał studiować medycynę do Lublina. - Pierwszego dnia zgubiłem się na ulicy. Ludzie pomogli. Zakochałem się w Polsce - wspomina.

A potem zakochał się jeszcze raz: - Była gorliwą chrześcijanką. Zaczęła mi wypominać: pochodzisz z Palestyny, a nie wierzysz w Chrystusa? (Pokój z Nim). Jak to nie wierzę? - odpowiadałem. Muszę wierzyć, inaczej nie byłbym muzułmaninem. Zdenerwowałem się. Szkoda, że jesteś dziewczyną - powiedziałem. A ona: "A co byś zrobił?" I takie to było piękne to nasze pierwsze spotkanie.

Po trzech latach się pobrali. Dwa lata później ona przyjęła islam.

Po powrocie z Egiptu Anna postanowiła: dowiem się o islamie jak najwięcej, ale wszystko będę sprawdzać sama. - Przeczytałam kiedyś w popularnej gazecie, że w ramadanie Arabowie są agresywni i żeby nie jeździć do Egiptu. No więc poleciałam. Zobaczyć agresję. Ale ludzie wcale nie chodzili wściekli. Przeciwnie, był klimat uduchowienia. To był najlepszy okres w moim życiu. Byłam wniebowzięta. I tak sprawdzała przez dwa lata. Gdy ktoś pytał: będziesz muzułmanką?, kręciła głową.

Zet muzułmaninem był już w pół roku po pierwszej wizycie w meczecie na Wiertniczej. - Po konwersji wciąż miałem wątpliwości, ale wiara już przeważała.

Paweł na konwersję zdecydował się po proteście przeciwko budowie meczetu na Ochocie.

Anna Bratowska: - Pewnego dnia sprawdzałam coś w Koranie i przeszło mi przez głowę: czy jest jeden Bóg? Jest. Czy wierzę? Wierzę. Więc jestem muzułmanką.

***

Samir przyjechał studiować tu medycynę. Też poznał żonę na studiach - na zajęciach dla Polaków zainteresowanych kulturą muzułmańską. Dziś mają czworo dzieci, a Samir mówi: - Dłużej już żyję w Polsce niż w Kuwejcie. To Polska jest moją ojczyzną.

Nidal: - Moja żona jest kierownikiem przychodni. Mamy trójkę dzieci, czwarte w drodze.

Po medycynie zajął się naukami szariatu. Studiował teologię islamską we Francji. Został imamem i dyrektorem Centrum Kultury Muzułmańskiej w Lublinie. Potem Przewodniczącym Rady Imamów i głównym muftim. Teraz musi się przenieść do Warszawy. Chcą go na imama nowo budowanego meczetu.

***

Muzułmanów jest w Polsce ok. 30 tys., w Warszawie - 10 tys. Prowadzą bary, sklepy z orientalnym jedzeniem, studiują. Pracują jako lekarze i finansiści. Opowiadają: przyjechałem z Lattakii, z Dubaju, z Aleksandrii, Rabatu, Deir-ez Zur. Mam lat: 19, 45, 39... I: troje, czworo, zero, sześcioro rodzeństwa. Szybko dodają: - Ale nie pisz o mnie. Nawet pod imieniem, nawet pod inicjałami. I że pracuję tu. I co mówię. I nie cytuj mnie. A najlepiej, jakbyś w ogóle o muzułmanach nie pisał. Cisza jest dobra. Dlaczego? Wyobraź sobie, że otwierasz gazetę i widzisz tytuł: "Polacy zagrażają światu". Obok: "Polscy bojownicy przyznają się do porwania i zamordowania pary turystów". Na dole: "Polacy biją swoje żony". Może telewizor? "Kolejny zamach Polaków w Pakistanie"... No co, już wiesz? I my wiemy - są ludzie, którzy w imię islamu robią złe rzeczy. Nie chcą wierzyć w Boga, tylko chcą władzy. Ale przecież wszędzie są szaleńcy. I wśród Polaków, i wśród Arabów. I wśród katolików, muzułmanów i ateistów. Nawet wśród pacyfistów. A my chcemy tylko spokojnie żyć. Jak wszyscy ludzie.

I dlatego cisza jest dobra.

***

Ale nawet w ciszy bycie muzułmaninem nie jest łatwe. Bo wieprzowina w zupach i w kanapkach w żłobku dla dzieci. I modlitwy pięć razy dziennie jak przed pracodawcą wytłumaczyć? No a chusty? Jak masz chustę, to się za tobą więcej osób obejrzy niż za taką w minispódniczce.
Anna Bratowska: - Bo "kobieta w chuście nie może tego, nie może tamtego". Powiedziałam: to ja założę. I pokażę, że można: skończyć studia, pójść do dobrej pracy. Być niezależną, mądrą, wykształconą, bogatą, wyglądać pięknie.

Na rozmowy kwalifikacyjne przychodziła zawsze w chustce. Robili wielkie oczy. Ale nie zawsze: - Aplikowałam na funkcję odpowiedzialną za kontakt z klientem i mówię: Jestem praktykującą muzułmanką.

- No, OK.

- Ale muszę się modlić w pracy.

- A będzie pani wykonywała powinności zawodowe?

- Tak.

- No to jaki problem? Nawet jakby pani nosiła na głowie wieżę Eiffla, to mnie to nie interesuje.

Teraz Anna otwiera własną firmę: - Zapomniałam już, że mam chustkę na głowię i że ludzie ją widzą.

***

A czy widzą? Na pewno. A co myślą? Wystarczy włączyć telewizję albo poszperać w internecie. Blog konwertyty Ahmeda, który z pogardą pisze o ludzie kufar, niewiernych, którzy sprzeciwiają się muzułmańskim prawom. Ze strony Muzulmanka.pl: "mąż ma prawo uderzyć swą żonę, ale tak, aby nie powodowało to bólu, rany i sińców". Trudno to czytać i głową nie pokręcić.

Arabista prof. Janusz Danecki: - Święte księgi mają to do siebie, że każdy interpretuje je jak chce. W Koranie jest napisane, że można kobietę uderzyć, ale także to, że mężczyźni i kobiety są równi pod każdym względem. I teraz: co się wybierze? Dlatego teolodzy muzułmańscy ogłaszają fatwy. Ale znów - fatwa jest ważna dla tego, kto je uznaje.

Anna Bratowska: - Islam uznaje wiele rzeczy, np. wielożeństwo. Ale ja nie muszę się w taki związek angażować.

***

Na protest przeciwko nowemu meczetowi na Ochocie ktoś przyniósł transparent: "Tatarzy tak, Liga Muzułmańska nie". To jakby powiedzieć: wiem, że moi przodkowie 600 lat temu przyjęli obcych. I oni mi już nie przeszkadzają. Ale nowych obcych nie chcę.

Anna Bratowska: - Gdy przeszłam na islam, część przyjaciół się zdystansowała. Ale część nie miała problemu: "ja sobie zrobiłam kolczyk w pępku, ty zmieniłaś religię".

Zet: - Rodzice dowiedzieli się już po wszystkim. Było im wszystko jedno, czy będę chodził do meczetu, czy do kościoła.

Anna: - A do mnie przychodzi nawet ksiądz po kolędzie. Jeden zapytał kiedyś: Masz Koran w domu? Mam. A przyniesiesz? Możemy poczytać? No więc przyniosłam. I czytaliśmy ten Koran. Tak to jest: jedni chcą sprawdzić, inni wiedzą lepiej.

Prof. Danecki: - Kiedyś, w latach 50., 70., kiedy setki bogatych Arabów przyjeżdżało do Warszawy, Polacy czuli wobec nich niechęć. Bo mieszkali w najdroższych hotelach, mieli pieniądze. Wywoływali i zazdrość, i rasistowską pogardę.

Po 11 września pojawił się strach. I złość.

Prof. Danecki: - Polskie służby specjalne nazbyt się nimi interesują. Kiedy przyjeżdżał do Warszawy papież, przychodzili do muzułmańskich domów funkcjonariusze i zakazywali w tym czasie gdziekolwiek się ruszać.

Imam Nidal Abu Tabaq: - Przyszedł do mnie człowiek i zapytał: Jest pan muzułmaninem?" Tak. Pokręcił głową: Trzeba zabić wszystkich muzułmanów. Rozmawiałem z nim długo, ale zdania nie zmienił. Za to na koniec powiedział: Pana jednego bym oszczędził.

Samir Ismail opowie jeszcze o rasistowskich napisach, jakie pojawiły się na drzwiach muzułmańskich domów po 11 września. Nidal niechętnie wspomni, jak ktoś chciał podpalić meczet w Lublinie. Ale zaraz doda: - W całym moim życiu, a mieszkam w Lublinie 22 lata, przykrość spotkała mnie tylko dwa razy.

***

Piotr Sebastian Ślusarczyk, wiceprezes stowarzyszenia Europa Przyszłości, które protestuje przeciwko budowie meczetu na Ochocie, zaczynał jak Zet: zainteresował się islamem. Podczas studiów był przewodniczącym Koła Stosunków Międzykulturowych. - Szukałem, czytałem. Pamiętam swoje przerażenie po lekturze Koranu. Uświadomiłem sobie, że skrajny multikulturalizm prowadzi do tych samych efektów co rasizm. Jestem ateistą. W ósmej klasie podstawówki wygrałem konkurs wiedzy religijnej, ale zaraz potem przestałem wierzyć w Boga. Życzę sobie państwa laickiego, w którym przestrzega się standardów, jakimi są prawa człowieka. Mam prawo przypuszczać, że w meczecie głoszone będą słowa prawom człowieka przeciwne.

Zet: - Pewne związki ideologiczne Ligi z Bractwem Muzułmańskim istnieją. Niektórzy muzułmanie warszawscy, zwłaszcza ci pochodzący z Gazy, popierają też Hamas. Ale to nie są ścisłe zależności. A związki z Arabią Saudyjską też są bardziej finansowe niż ideologiczne.

Piotr Ślusarczyk mówi, że boli go słowo "rasista", które słyszy od zwolenników meczetu. Że musi tłumaczyć się z tego, że rasistą i nacjonalistą nie jest. - Życzę sobie takich Europejczyków, którzy w imię szacunku do Innego nie będą wykluczać tego Innego z tych praw. Chciałbym mieć prawo do krytyki islamu i jednocześnie nie narażać się przy tym na zarzut rasizmu.

Tylko że ci z barów, sklepów orientalnych, ci studenci i lekarze, ci, którzy proszą: "nie pisz nic, cisza jest dobra", też tak mówią: - To niesprawiedliwe, że nie możemy być muzułmanami i nie musieć tłumaczyć się z tego. Że w meczecie nie będzie produkcji bomb. Że ja się od ciebie nie różnię. Że...

***

Za niebieskim płotem rośnie minaret ze szkła. Na płocie czarną farbą wysmarowane: "Islamy na Islandię". Wkrótce wszystko będzie gotowe. W piątkowe popołudnie przyjdą tłumy i rozlegnie się modlitwa. Paweł: - Ludzie zawsze w coś wierzą: jedni w Boga, inni, że początkiem świata był "wielki wybuch".

Jeden z tych, co proszą: "nie podawaj mojego imienia", doda: - Protesty zawsze będą. Jak nie przeciwko muzułmanom, to przeciwko Chińczykom. Bo ktoś musi być temu wszystkiemu winny: wojnie, brakowi pracy, zamachom. Tyle niedobrego na świecie. Oni w to wierzą. Mnie od wiary nie odwrócisz, to chyba i ich też nie. Wszyscy jesteśmy podobni, tylko patrzymy w innych kierunkach. Inne śnimy baśnie.

Paweł: - A wiesz, że Jezus (Pokój z Nim), który posługiwał się językiem aramejskim, też mówił o Bogu "Alah"? Że to tylko inny język? Wszyscy mówimy innym językiem.

grudnia 20, 2010

fenomen arabskich banków

Najważniejsza różnica pomiędzy bankiem w klasycznym ujęciu, a bankiem islamskim jest taka, że banki islamskie nie mogą czerpać zysków z obrotu pieniędzmi, podczas kiedy zachodnie właśnie na tym pieniądze zarabiają.

Rozmowa z Brianem Kettellem, byłym doradcą ekonomicznym Banku Centralnego Bahrainu, wykładowcą bankowości islamskiej na brytyjskich uczelniach ekonomicznych oraz autorem wielu bestsellerów poświęconych tej odmianie usług finansowych.

Paweł Pietkun: Zajmuję się bankowością - jako dziennikarz - już od wielu lat. Dotychczas definicja banków wydawała mi się prosta: bank prowadzi rachunki, pomaga w inwestowaniu, udziela kredytów klientom detalicznym i korporacyjnym - oczywiście w dużym skrócie. Tak właśnie na instytucję banku patrzy przeciętny obywatel Polski, czy na przykład Brytyjczyk. Tymczasem pan przekonuje, że bank może być zupełnie odmienną instytucją, z czym trudno mi się pogodzić. Jakie są różnice między bankowością islamską, a tą rozumianą w sposób zachodni?

Brian Kettell: Musimy skupić się na chwilę na islamie, który jest bardzo przejrzystą, precyzyjną i wymagającą religią. Religią, w której obowiązuje prawo pozostawione przez Mahometa, odnaleźć je można w Koranie albo w tradycji, czyli hadisach i sunnach. Koran reguluje wszystkie aspekty życia jednostki i społeczności. Od sfery prywatnej, przez rozwój duchowy, prowadzenie wojen, a na gospodarce kończąc. Przy czym część szariatu, czyli prawa koranicznego, poświęcona gospodarce, mówi bardzo precyzyjnie czym bank powinien być, a czym nie.

Najważniejsza różnica pomiędzy bankiem w klasycznym ujęciu, a bankiem islamskim jest taka, że banki islamskie nie mogą czerpać zysków z obrotu pieniędzmi, podczas kiedy zachodnie właśnie na tym pieniądze zarabiają. Odsetki i oprocentowanie są literalnie zabronione, więc kreacja długu kredytowego nie wchodzi w rachubę. Banki mogą jedynie zarabiać na produkcji dóbr i udziale w zyskach z ich sprzedaży - to w przypadku kredytowania działalności gospodarczej.

Pieniądze są więc inwestowane wprost, z pominięciem działań spekulacyjnych. Arabowie mają swoje podstawowe produkty bankowe - mudaraba, musharaka, murabaha, idjara i kard hasan (mając styczność z bankowością islamską warto choćby tylko znać te terminy; dotyczą one sposobu finansowania inwestycji przez banki i ich udziału w tych inwestycjach) - według których umowy są sporządzane w taki sposób, żeby nie naruszyć zakazu uprawiania lichwy.

Nie oznacza to wcale, że bank omija ten zakaz, choć mieszkaniec Zachodu może tak właśnie to sobie wyobrażać widząc karty kredytowe wystawiane przez banki arabskie, udzielane przez nie kredyty inwestycyjne, czy - dla klientów detalicznych - konsumpcyjne albo hipoteczne.

No dobrze. Ale przecież ideą bankowości jest zarabianie pieniędzy, a precyzyjnie rzecz ujmując zarabianie pieniędzy na sprzedaży pieniądza. Zgodzi się pan ze mną?

To jest konwencjonalna, zachodnia definicja bankowości. Tymczasem w islamie, według szariatu, bank jest taką organizacją, która ma odpowiadać za wspieranie rozwoju lokalnej społeczności i jej członków. W tym kontekście działalność bankowa jako taka jest dopóty uzasadniona i akceptowana, dopóki przyczynia się do wzrostu zasobności i rozwoju społeczności. Koraniczne zakazy nie akceptują banków, które funkcjonują wyłącznie po to, aby przynosić zyski właścicielom, czy też aby wspierać takie czy inne grupy interesów. Taka działalność jest wprost zakazana.

I dlatego islamskie banki nie udzielają pożyczek partiom politycznym, ale również przemysłowcom zajmującym się handlem bronią, produkcją alkoholu czy nikotyny. Nie wspierają również żadnych działań, które w sposób bezpośredni zajmują się kontrolą urodzeń, czyli producentów środków antykoncepcyjnych czy kliniki zapłodnień in vitro. Proszę mi wierzyć, że bardzo starannie oceniają każdy wniosek o kredyt, pod względem nie tylko stopy zwrotu z inwestycji, ale również pod względem moralnym.

Czy aby na pewno? Przecież angażują się finansowo w przedsięwzięcia dotyczące broni, armii. Organizacje terrorystyczne otrzymują finansowanie, a te pieniądze nie biorą się znikąd.

Zapewniam, że islamskie banki nie finansują bezpośrednio ani zakupu broni, ani - w żadnej innej formie - przemysłu zbrojeniowego. Nie oznacza to oczywiście, że nie robią tego rządy krajów islamskich, bo rządy nie mają z tym problemów. Mówimy jednak o bankowości jako takiej. Bank, który choć w drobnej części zaangażowałby się w taką działalność, przestałby być bankiem i de facto przestałby istnieć. Zakazy koraniczne są w finansach islamskich bardzo ostro przestrzegane. Dotyczy to również stosunku do klienta.

Bank działający w oparciu o szariat operuje rzeczywistym kapitałem pochodzącym z depozytów. Oznacza to, że klient banku ponosi rzeczywiste ryzyko, które daje mu prawo do udziału w osiągniętym zysku. Zysku, którego wielkość nie jest wcześniej znana - określenie oprocentowania depozytu z góry oznaczałoby lichwę, więc islamskie banki dzielą się zyskiem wypracowanym z gospodarowania pieniędzmi. Klient i bank solidarnie dzielą między sobą w taki sam sposób zyski, ryzyko straty oraz samą stratę. Przy czym w przypadku bankowości islamskiej rzeczywiście można mówić o równości stron.

Banki respektują umowy, które wcześniej są oceniane pod kątem prawa koranicznego. Co więcej - respektują również ustne umowy z klientami. Dając im tę podstawową gwarancję, że nie zarabiają na jakiejkolwiek działalności wprost zabronionej w Koranie.

Co się jednak dzieje, jeśli bank islamski kupi pakiet akcji - wszystko jedno czy to pakiet większościowy, czy mniejszościowy - banku zachodniego, który jest - pośrednio lub bezpośrednio - zaangażowany w handel bronią? Albo banku, który finansuje produkcję pornografii, czy kredytuje gorzelnię?

To nie jest możliwe. W tym momencie musimy wspomnieć o kolejnym zakazie - banki nie mogą kupować udziałów w zachodnich instytucjach finansowych. Inwestor islamski nie może zaangażować się finansowo na przykład w Citibank. Właśnie dlatego, że zachodnie banki zajmują się zarabianiem pieniędzy poprzez udzielanie pożyczek i kredytów. To, czy te kredyty są wykorzystywane przeciwko ludzkości (mówimy o tej najbardziej elementarnej płaszczyźnie) czy nie - nie ma już aż takiego znaczenia.

Teraz czas na kolejny zakaz szariatu - zabronione jest wprost obracanie niematerialnym towarem. Dzięki temu w warunkach arabskich niemożliwa byłaby afera związana z instrumentami pochodnymi, jak to miało niedawno miejsce w Polsce i świecie. Podobnie ma się sprawa z inwestowaniem w akcje - mogą je kupować, ale tylko pod warunkiem, że będą czerpać faktycznie zyski z działalności gospodarczej prowadzonej przez spółkę akcyjną.

Takie działania - unikanie angażowania się w operacje finansowe, w których jest klient kupujący pieniądze, czy też obietnicę pieniędzy - wydają się chronić islamskie banki przed kryzysami.

Dokładnie tak. Islamskie banki nie rezygnują oczywiście z podstawowych i popularnych produktów, które mogą się przyczynić do kłopotów każdej instytucji finansowej. Wystawiają i obsługują na przykład karty kredytowe. Ale z powodu ograniczenia wynikającego ze szczególnego prawa, któremu podlegają, nie mogą się angażować w produkty bankowe w taki sposób, w jaki robiły to na przykład Lehman Brothers, AIG, czy inne wielkie zachodnie banki. Banki arabskie mają zabronione inwestowanie w sposób, który może być uznany za spekulację oraz w produkty, które są oferowane przez nieislamskie instytucje finansowe.

Jest sławny hadis, w którym prorok Mahomet mówi: "nie sprzedawaj tego, czego nie jesteś właścicielem", co w tamtejszej bankowości oznacza, że skoro przyszłość jest dla ludzi nieznana, nie można sprzedawać produktu inwestycyjnego z zyskiem, który będzie z góry określony. Prawo islamskie tak naprawdę chroni inwestorów przed niepewnymi, a nawet niebezpiecznymi inwestycjami.

W pewnym sensie możemy tu mówić o przewadze islamskiego modelu bankowości nad tym, co proponuje Zachód. Przewadze, która - co trudno przyznać zachodniemu ekonomiście - wynika z przestrzegania ostrych zasad moralnych. Oprócz warunków, o których mówiłem wcześniej, banki islamskie odgrywają ogromną rolę także na innych płaszczyznach - zachęcają wyznawców Proroka do brania czynnego udziału w obrocie gospodarczym oraz dzięki własnemu zrównoważonemu stosunkowi aktywów do pasywów, stabilizują narodowe gospodarki.

To oznacza jednak, że islamski sektor bankowy nie może inwestować w krajach cywilizacji zachodniej.

Ależ nic podobnego! Po pierwsze, islamscy inwestorzy angażują się kapitałowo w każdą inwestycję, która pozwoli im precyzyjnie trzymać się zasad ustanowionych przez islam. Po drugie, zaangażowanie w sektorze bankowym innego kraju jest czymś zupełnie odmiennym niż spekulacyjne kupowanie udziałów w tym banku. Tak naprawdę jakakolwiek firma, bez względu na to skąd, jeśli formalnie zajmuje się działalnością, która teoretycznie jest akceptowalna przez muzułmanów, może zostać przez nich kupiona.

To - jak uważam - wiadomość doskonale czytelna dla zarządów spółek, które będą poszukiwały finansowania właśnie wśród banków islamskich - muszą być w porządku nie tylko księgowo, ale również moralnie. Moralnie na sposób rozumiany przez świat arabski.

Czy w takim razie rozwój bankowości islamskiej stanowi zagrożenie dla europejskiej bankowości? Myślę tu o dłuższej perspektywie.

Nie. Dzisiaj wielu mieszkańców Zachodu jest uzależnionych od swoich banków. Tymczasem wielu muzułmanów jest rzeczywistymi udziałowcami w zyskach wypracowywanych przez banki świadczące im usługi - nie myślę tu wcale o formalnych właścicielach banków, ale o klientach tych instytucji. Islam nie ma problemów z robieniem pieniędzy - jeśli jesteś bogaty, wręcz powinieneś powiększać swoje bogactwo.

Bóg cieszy się z tego, że je powiększasz, ale pod warunkiem, że nie robisz tego kosztem innych członków swojej społeczności. Dlatego z pewnością te banki znajdą sobie miejsce na europejskich rynkach. Ale równie pewnie mogę stwierdzić, że zachodnie banki na wielu płaszczyznach będą wiodły prym. Choć te arabskie mogą stać się z czasem drugą siłą w finansach.

Czy, pana zdaniem, unijni finansiści powinni przygotować się do starcia z nowym, zupełnie odmiennym spojrzeniem na finanse i bankowość?

Bankowość islamska jest na kontynencie dosyć nową ideą, choć, jak sądzę, wcale nie tak egzotyczną, jak mogłaby się wydawać. Jest obecna w Europie od przynajmniej 10 lat, z czego w ostatnich 5 latach zaczęła mocno się rozwijać.

Myślę, że w przyszłości będzie stanowić istotną alternatywę dla propozycji, które kierują do klientów banki zachodnie. I dlatego warto jest poznać zasady, na których się opiera. Tym bardziej, że z każdego kryzysu - w przeciwieństwie do banków w USA, Azji czy Unii Europejskiej - wychodzi obronną ręką, z jeszcze mocniejszym kapitałem.

Rozmawiał Paweł Pietkun

października 21, 2010

konwertyta Faisal Xavier

Abel Xavier postanowił w wieku 38 lat pożegnać się z futbolem. Były obrońca Liverpool FC przeszedł również na islam i przyjął nowe imię - Faisal Xavier.

Zawodnik przyznał, iż jest mu przykro porzucać uprawianie profesjonalnego sportu, ale jednocześnie dodał, że jest szczęśliwy z powodu odnalezienia nowej wiary. - Mimo iż jest to pożegnanie z piłką, wierzę, że teraz będę brał udział w czymś szczególnym. Islam jest częścią mojego życia - powiedział Xavier.

- Cieszę się, że to właśnie w islamie znalazłem pocieszenie w trudnych chwilach mojego życia. Dowiedziałem się, że jest to religia pokoju, wolności i nadziei. To niezwykle istotne dla mnie jako człowieka - dodał były reprezentant Portugalii. Xavier powiedział także, iż rozpoczął działalność charytatywną w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

źródło: sport.interia.pl

października 09, 2010

współczesny dialog chrześcijańsko-muzułmański

Kontakty chrześcijańsko-muzułmańskie często określane są dziś mianem dialogu, w którym nie chodzi zasadniczo o wymianę teologiczną ani o dogmatyczne zbliżenie. Autentyczny dialog międzyreligijny powinien prowadzić przede wszystkim do prawdziwego poznania się obu religii oraz ich przedstawicieli i powstania między nimi relacji opartych na wzajemnym szacunku. Chrześcijanie i muzułmanie podejmują wiele starań w tym kierunku, a także w celu wspólnego wsłuchiwania się w Boże objawienie dane ludzkości.

Jeszcze przed publikacją soborowej deklaracji Nostra aetate papież Paweł VI powołał w 1964 r. do istnienia Sekretariat dla Niechrześcijan, który w 1989 r. przemianowano na Papieską Radę do Spraw Dialogu Międzyreligijnego (PRDM). Światowa Rada Kościołów (ŚRK) utworzyła natomiast w 1971 r. Podkomisję do Spraw Dialogu z Ludźmi Żyjących Religii i Ideologii.

Ważnym krokiem w kontaktach z islamem stało się spotkanie chrześcijan i muzułmanów w Cartigny zorganizowane przez ŚRK w marcu 1969 r., którego celem było szukanie możliwości dialogu i wyznaczenie planów na przyszłość. Wszystkie te chrześcijańskie inicjatywy dały początek całej serii spotkań z przedstawicielami różnych organizacji muzułmańskich.

Często stawiane są zarzuty, że jedynie chrześcijanie chcą nawiązać i prowadzić dialog międzyreligijny z muzułmanami. Nie jest to zgodne z prawdą i wynika z niedoinformowania. Strona muzułmańska nie jest wyłącznie świadkiem czy biernym uczestnikiem międzyreligijnych spotkań. Chociaż z powodu wewnętrznych podziałów i charakteru swojej religii muzułmanie nie mają centralnych instytucji zdolnych zogniskować ich wysiłki na rzecz dialogu, to od połowy lat siedemdziesiątych XX w. muzułmańskie grupy inicjują różne spotkania z chrześcijanami. Oto kilka przykładów.

W 1965 r. kard. Franz König z Austrii na zaproszenie uniwersytetu Al-Azhar wygłosił tam wykład o monoteizmie. Centrum Studiów i Badań Ekonomiczno-Społecznych z Tunisu zapoczątkowało w 1974 r. serię spotkań wyznawców obu religii. Natomiast w 1976 r. władze Libii zorganizowały spotkanie chrześcijan i muzułmanów na wielką skalę w Trypolisie, powtarzane potem przez kilka następnych lat i wznowione w 1989 r. Od 1978 r. działa również Muzułmańsko-Chrześcijańska Grupa Badawcza (Groupe de Recherches Islamo-Chretien – GRIC) założona przez muzułmańskich i chrześcijańskich uczonych.

Królewska Akademia Badań nad Cywilizacją Islamską z Jordanii, a szczególnie książę Hassan bin Talal, stryj panującego obecnie króla Abdullaha, również nie pomijają w swojej działalności zagadnień dotyczących dialogu międzyreligijnego – współpraca Królewskiej Akademii z PRDM zaowocowała od 1989 r. trzema spotkaniami w Rzymie i trzema w Ammanie.

Inicjatywy dialogu z chrześcijanami nie są również obce irańskim szyitom, a tamtejsze spotkania koordynuje Sekretariat ds. Dialogu Międzyreligijnego irańskiego Ministerstwa Kultury i Islamskiego Kierownictwa. W samym Iranie istnieją obecnie cztery instytuty (dwa rządowe i dwa pozarządowe) zajmujące się zagadnieniami dialogu międzyreligijnego. Organizacja na Rzecz Muzułmańskiej Kultury i Kontaktów założona w 1994 r. posiada wydział dialogu międzyreligijnego i zorganizowała ok. 30 spotkań z przedstawicielami różnych wyznań chrześcijańskich. Wydaje też naukowy periodyk „Dialogue”. Założone w 1999 r. Międzynarodowe Centrum Dialogu między Cywilizacjami (International Centre for Dialogue Among Civilizations) od 2001 r. ma aktywnie działający wydział teologii i religii (http://www.dialoguecentre.org/). Dwie pozarządowe organizacje to: Instytut Dialogu Międzyreligijnego działający od 2001 r. i wydający miesięcznik dotyczący zagadnień religii na świecie oraz organizujący konferencje i wykłady (http://www.ifird.com/); Centrum Studiów nad Religiami Światowymi w Kom, związane z szyickimi seminariami działającymi w tym mieście, założone w 1996 r. jako specjalistyczna biblioteka i przekształcone w bardzo aktywne centrum badań, których wyniki są publikowane m.in. w wydawanym przez Centrum naukowym czasopiśmie „Seven Heavens”.

PRDM zorganizowała w latach 1989–1994 regionalne spotkania w Asyżu, w nigeryjskim Ibadanie i w Pattayi w Tajlandii. Uczestnicy tych spotkań nie dzielą się na chrześcijan i muzułmanów, ale biorą udział w spotkaniach jako mieszana delegacja narodowa. Sprzyja to budowaniu więzi między delegatami, a jednocześnie uwrażliwia ich na wieloaspektowość rozważanych zagadnień.
Współpracują ze sobą również instytucje naukowe. Uniwersytet w Ankarze i Uniwersytet Gregoriański w Rzymie organizują wymianę profesorów i wspólne sympozja naukowe. Z Gregorianum i Papieskim Instytutem Studiów Arabistycznych i Islamistycznych (PISAI) w Rzymie współpracuje także uniwersytet Az-Zajtuna w Tunisie. W Centre for the Study of Islam and Christian-Muslim Relations (CSIC – Centrum Badań nad Islamem i Kontaktami Chrześcijańsko-Muzułmańskimi), wchodzącym w skład Wydziału Teologii na Uniwersytecie w Birmingham, chrześcijanie i muzułmanie studiują razem swoje religie.

W wielu krajach istnieją instytucje umożliwiające muzułmanom i chrześcijanom kontakt oraz współpracę na wielu płaszczyznach. Można tu wspomnieć działające w Betlejem centrum Al-Liqa (z arab. „Spotkanie”), w Egipcie Stowarzyszenie na Rzecz Religijnego Braterstwa, w Pakistanie Pakistańskie Stowarzyszenie na Rzecz Dialogu Międzyreligijnego, w Bangladeszu – Stowarzyszenie Gorących Serc, na Filipinach zaś Ruch Silsilah (z arab. „Łańcuch”).

Również kraje europejskie w wyniku rosnącej fali imigracji z krajów islamu coraz wyraźniej widzą konieczność oficjalnego uznania muzułmańskich organizacji i wchodzenia z nimi w konstruktywny dialog. Od dwudziestu już lat coroczne spotkania w ramach Journees d’Arras (Dni Arras) gromadzą kilkudziesięciu przedstawicieli różnych wyznań chrześcijańskich zaangażowanych w popularyzację współpracy między chrześcijanami i muzułmanami. Spotkania te służą wymianie doświadczeń i poznawaniu sytuacji w innych krajach Europy. W 1959 r. z inspiracji zaangażowanego w dialog międzyreligijny kard. Franza Königa powstał w Wiedniu Afro-Asiatisches Institut (AAI), który służy pomocą studentom z Azji i Afryki oraz stanowi miejsce międzyreligijnych i międzykulturowych spotkań. W 1989 r. Episkopat austriacki utworzył referat Kontaktstelle für Weltreligionen (KWR – Urząd ds. Kontaktów ze Światowymi Religiami), którego celem jest budowanie i pogłębianie w duchu ekumenizmu obustronnych stosunków między religiami i który zorganizował m.in. konferencję „Abrahamowe dziedzictwo nakazem historii” w 2004 r. w Pradze.

Także zachodnioeuropejscy muzułmanie podejmują kroki w kierunku nawiązywania kontaktów. Jako przykład może służyć Muslim Council for Britain, w Islamic Foundation (Fundacji Muzułmańskiej) w Leicester zaś działa m.in. sekcja ds. dialogu międzyreligijnego.
Nawet na dotkniętych wojną Bałkanach działają ośrodki dążące do odbudowy wzajemnego zaufania i porozumienia, jak np. sarajewskie Międzynarodowe Wieloreligijne i Międzykulturowe Centrum Zajedno (Razem).

Można oczywiście wskazać przykłady negatywnego odnoszenia się muzułmanów do wyznawców innych religii i różnorodne, inspirowane fundamentalizmem działania. Nie są one jednak charakterystyczne wyłącznie dla muzułmanów, gdyż podobne przykłady wrogości do wyznawców innych religii i fundamentalistyczne postawy są, niestety, nieobce również chrześcijanom. Jako przykład może posłużyć chociażby działalność protestanckiego misjonarza Reinharda Bonkkego w Afryce.

(asn)