czerwca 10, 2009

"mąż spod znaku półksiężyca"


Małżeństwa mieszane, zawarte przez ludzi wychowanych w różnych kulturach, są prawdziwym wyzwaniem dla tkwiących w każdym z nas stereotypów. Są lekcjami kompromisu dla małżonków i tolerancji dla ich rodzin.

Na styku kultur

Przekraczanie granic państw i kontynentów nie stanowi dziś problemu. Dużo trudniej przekroczyć granice zakodowane w swoim umyśle, różne stereotypy i uprzedzenia. Oto stereotyp, który najczęściej uruchamia się w kontaktach kobiet z muzułmanami: Na początku czarujący Arab/muzułmanin (stereotypy ich nie rozróżniają) adoruje dziewczynę niczym księżniczkę. Jest szarmancki, romantyczny, czasem bogaty. Jej życie przypomina bajkę, aż do ślubu i – nie daj Boże – przeprowadzki do jego rodzinnego kraju. Wtedy książę przemienia się w potwora, a bajka w koszmar. Media karmią naszą wyobraźnię dramatycznymi historiami porywania dzieci lub nieludzkiego traktowania żony przez męża muzułmanina. Rzadko próbuje się opowiedzieć o trudnej sztuce kompromisów, której musi nauczyć się każde, a szczególnie mieszane małżeństwo.

W badaniach postanowiłam oddać głos kobietom, które zdecydowały się dzielić swoje życie z muzułmaninem. Są wśród nich żony i narzeczone muzułmanów różnych narodowości, mieszkające w Polsce, w innych krajach Europy, a także w Syrii i Iranie. Muzułmanki, katoliczki i osoby, które nie potrafią określić jednym słowem, w co wierzą.

Z księcia w potwora

Obawa przed metamorfozą ukochanego „z księcia w potwora” pojawia się w opowieściach wielu tych kobiet. Zaynab poznała swego męża przez Internet (to coraz częstszy scenariusz). Na początku traktowała go bardzo nieufnie. Pisał, że w wieku 23 lat nie pije alkoholu i nie był jeszcze z żadną dziewczyną. „Wydało mi się to podejrzane i mało prawdopodobne. Przede wszystkim zaś niepokoiła mnie jego przynależność wyznaniowa. Islam jawił mi się jako coś strasznego, zdecydowanie negatywnego i wartego potępienia. Od początku założyłam sobie, że mężczyzna ten będzie starał się mnie zniewolić i poniżyć, bo taki wizerunek tej religii utrwaliły we mnie media”. Ciekawość jednak zwyciężyła. Po ośmiomiesięcznej znajomości zdecydowała się odwiedzić go w Istambule. Jego rodzina przyjęła ją gościnnie. Nigdy nie usłyszała złego słowa na temat swojej religii, mimo iż sama krytykowała islam. Po powrocie, pod wrażeniem niezłomności zasad moralnych muzułmanów, sięgnęła po Koran i odnalazła w nim to, czego do tej pory brakowało w jej życiu. Żony muzułmanów o dłuższym stażu małżeńskim rzadziej mówią o takich obawach. Może po kilku latach szczęśliwego małżeństwa już się o nich nie pamięta? A może przed 11 września uprzedzenia wobec muzułmanów nie były jeszcze tak silne?

Bliski kontakt z kimś, kto inaczej patrzy na świat i żyje inaczej niż my, zmusza do refleksji i odpowiedzi na pytania: kim jestem? w co wierzę? Nina od 15 lat mieszka w Niemczech. Tu poznała swego męża, Marokańczyka. Pytał ją, w co wierzy. Nie umiała powiedzieć. Chodzenie do kościoła było czymś normalnym. Marta napisała: „[Poprzez małżeństwo] przewartościował mi się cały świat. Mąż pokazał i wytłumaczył mi wiele rzeczy, zupełnie z innej perspektywy. Mam wrażenie, że zanim go spotkałam, mój mózg miał jakby drewnianą obudowę”.

Kasia i Ibrahim poznali się na kursie języka niemieckiego w Monachium. Ona była po drugim roku germanistyki, on pisał doktorat z nefrologii dziecięcej. „Dla Ibrahima nie było żadnej alternatywy, musiał wrócić do Syrii”. Pojechała za nim. Tam, „daleko od domu rodzinnego, w innej kulturze, zdałam sobie sprawę, jak ważną rzeczą jest zachowanie polskiej tożsamości i religii, która jest we mnie od dziecka...”.

Kościół, czy meczet?

Prawo islamu pozostawia kobiecie zawierającej małżeństwo z wyznawcą islamu swobodę praktyk religijnych. Mąż ma jedynie obowiązek opowiedzieć jej o swojej wierze. Z badań socjolog Anny Ewy Rzepeckiej wynika, że postawa muzułmanina wobec odmiennej religii żony w dużym stopniu określa sytuację kobiety w małżeństwie. Zdarza się, że mężowie nie tylko akceptują odmienne wyznanie żony, ale wręcz podziwiają jej religijność. Agata jest mężatką od 5 lat. Regularnie chodzi do kościoła, uczestniczy w grupach modlitewnych i chórze kościelnym, redaguje katolickie pismo. Mąż, śmiejąc się, mówi o niej czasem: „fanatyczka”. Sam modli się pięć razy dziennie, przestrzega postu w ramadanie i – jeżeli pozwala mu na to czas – uczestniczy w piątkowych modlitwach w meczecie. „Denerwuje nas fakt, gdy słyszymy, że kobieta zmieniła religię dla męża... Uważamy to za śmieszny przejaw miłości. Naszym zdaniem jest to daleko idąca nadinterpretacja islamu. Nie można zmieniać religii dla człowieka i jego widzimisię”. W ich rodzinie każdy ma swój kącik do modlitwy: u niej stoi krzyż, obraz Matki Boskiej i Biblia, u niego – Koran i wykaligrafowana sura, werset koraniczny. Niejeden ortodoksyjny muzułmanin wzdrygnąłby się na taki widok, bo w islamie przedstawianie istot żywych jest zabronione, zwłaszcza w miejscu modlitwy. Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia spędzają w Polsce. „Są duże różnice, ale staramy się nie wchodzić w polemiki dogmatyczne”. I słusznie, bo jak rozstrzygnąć odwieczny konflikt między chrześcijanami a muzułmanami o naturę Chrystusa – Bóg to czy tylko Prorok? Dyskusje tego typu mogą zniszczyć małżeństwo.
Nina, żona Marokańczyka, po kilku latach poszukiwań poczuła, że to islam będzie dla niej właściwą drogą. Konwersja likwiduje zazwyczaj wiele różnic między małżonkami, ale człowieka nie można zresetować jak twardy dysk. Sporo się trzeba o sobie nauczyć.

Załóż hidżab

Islam to wiele nurtów. Zdarza się, że uczeni islamscy, rozpatrując problem, wydają różne fatwy, czyli opinie prawne. Warto jednak pamiętać, że w islamie nie ma podziału na sacrum i profanum. Koran reguluje każdą dziedzinę życia, także ubiór, jedzenie, sprawy higieny i relacji damsko-męskich. Ścisłe przestrzeganie zasad wiary przez muzułmanów często stanowi zarzewie konfliktów. Marta, żona Algierczyka, wyznaje: „Sferę konfliktów stanowią używki, na przykład alkohol. Ja jestem za, on – przeciw. Jeżeli mam ochotę się napić, to piję, a on się obraża i próbuje mi popsuć humor. Ostatnie rozstanie sprowokowane było tym, iż zażyczył sobie, bym wybrała między nim a alkoholem”. Inne konfliktogenne sfery to: wychowanie dzieci, święta religijne, a także nakaz skromności ubioru i izolacja płci. Jagoda, związana z Algierczykiem, mówi: „Jeżeli jesteśmy w towarzystwie jego kolegów, nie możemy się przytulać; przy jego kolegach nie wypada nosić bluzeczek z dużymi dekoltami, ani krótkich spódniczek. No i jak rozmawiamy przez telefon, a on jest z kolegą, to rozmawia ze mną bardzo oficjalnie”.
Problemem bywa też zazdrość męża muzułmanina. W kulturze arabskiej jest ona rozumiana bardziej jako dowód zainteresowania i miłości niż braku zaufania: „Dla nas nie jest to większy problem – mówi Nina – dlatego że o tym rozmawialiśmy. Mąż rozumie mój punkt widzenia (zazdrość męża nie jest mi potrzebna, abym była pewna, że mnie kocha), a ja rozumiem jego (zazdrość z jego strony jest bardziej wyrazem troski i miłości niż braku zaufania)”.

Nawet jeśli partner nie wydaje się religijny, lepiej zapoznać się z zasadami islamu. Ślub często jest przełomem w życiu mężczyzny. I może być tak jak u Eli: „Gdy się pobraliśmy, Ahmed zaczął oczekiwać ode mnie znacznie więcej niż wcześniej. Nalegał na założenie hidżabu (chusty zasłaniającej włosy i szyję), do czego nie byłam – i wciąż nie jestem – gotowa. Było też więcej presji na przyswojenie języka tureckiego i obyczajów oraz zerwanie znajomości z polskimi kolegami”.
Ważne jest ustalenie pewnych spraw przed ślubem, by oszczędzić sobie później rozczarowań: czy narzeczony oczekuje, że kobieta zmieni religię? w jakiej religii wychowywane będzie dziecko? jaki będzie podział ról w rodzinie? W krajach muzułmańskich ustalenia te często spisywane są w kontrakcie ślubnym. Kobieta może w nim zastrzec, że nie zgadza się na więcej żon, że chce studiować lub pracować, że po ewentualnym rozwodzie dzieci zostają pod jej opieką. W kontrakcie umieszczana jest także wysokość mahr (daru ślubnego, którego połowę kobieta otrzymuje na ślubie, a druga połowa stanowi zabezpieczenie w razie rozwodu). Żadna z kobiet, które brały udział w moich badaniach, nie spisywała takiego kontraktu. Czasem podpisały coś podczas ślubu, nie do końca wiedząc co.

Terrorysta i prostytutka

Pierwszą reakcję rodziny na wiadomość o związku córki z muzułmaninem łatwo przewidzieć. Marta przyznaje: „Na początku rodzice byli przerażeni. Zdarzyło się, że mama płakała do telefonu i błagała, bym wracała do Polski. Poprosiłam ją, żeby przyjechała do Londynu. Tak też zrobiła. Mimo bariery językowej bardzo polubiła Abdela”. Czasem – zwłaszcza, gdy córka zmieniła wiarę – jej wybory odczytywane są przez rodziców jako zdrada wartości i wyrzeczenie się rodziny. Amira poznała swego męża we Francji, była na wycieczce. Po powrocie do Polski postanowiła pościć w ramadanie (muzułmańskim miesiącu postu), by lepiej go zrozumieć. Wkrótce przyjęła islam. Rodzina nie pogodziła się z jej decyzją. Boją się, że córka ściągnie im do domu terrorystę. Co ciekawe, sami stali się bardziej religijni. Wcześniej rzadko chodzili do kościoła.

Muzułmanie stawiają rodzinę bardzo wysoko, a posłuszeństwo wobec rodziców wpajane jest dzieciom od maleńkości. Tymczasem Europejki nie cieszą się w krajach arabskich dobrą opinią pod tym względem. Są innej religii, inaczej wychowywane. I w związku z tym zdarza się, że rodzice muzułmanina, mając wobec niego inne plany matrymonialne, rozbijają związek. Tak było z Elą. Swojego przyszłego męża poznała w Londynie. Była kelnerką w restauracji jego rodziców. Dopóki byli na etapie „chodzenia”, nie było problemu. Gdy w planach pojawiło się małżeństwo, jego rodzice zażądali, by skończył tę znajomość (mimo że Ela była już wtedy muzułmanką). Znaleźli mu „odpowiednią” kandydatkę na żonę w rodzinnym mieście w Turcji. Młodzi mimo wszystko wzięli cichy ślub. Zamieszkali razem, ale teściowa nie chciała jej widzieć. Małżeństwo przetrwało tylko pół roku. „Dla mojego męża rodzina jest absolutnie najważniejsza. Nie było mowy o zostawieniu wszystkiego i życiu wyłącznie ze mną”. Marta, żona Algierczyka, przyznaje: „Jego mama jest dla niego przeogromnym autorytetem. Wydaje mi się, że gdyby ona nie zaakceptowała naszego związku, to raczej byśmy się rozstali”.

A imię jego Zachariasz

Największym sprawdzianem w małżeństwie mieszanym są zazwyczaj narodziny dziecka. Wychowanie dzieci w swojej religii jest dla mężczyzn często sprawą honoru, więc o konflikt nietrudno. U Agaty pierwsza batalia rozegrała się o imię. Na szczęście znaleźli takie, które występuje w obu religiach: Zachariasz. Ania poznała swojego męża na wakacjach w Tunezji. Udało się jej przekonać narzeczonego, że skoro będą mieszkać w Polsce, dzieci powinny zostać ochrzczone. Zbyt dobrze poznała środowisko polskich konwertytek, by pozwolić na wychowanie dzieci w islamie. Bałaby się, że – zwłaszcza córki – mogłyby być szykanowane z powodu niewystarczającego przestrzegania zasad islamu. Nie każdy muzułmanin pójdzie na taki kompromis.

Małżeństwa mieszane starają się koncentrować na podobieństwach i na wartościach uniwersalnych. I to przekazują swoim dzieciom. Dzieci Kasi prawnie należą do ojca i po nim dziedziczą religię – takie jest prawo w Syrii. Jej mąż jednak nie ma nic przeciwko temu, żeby synowie jeździli z nią do kościoła: „Ja opowiadam im o mojej religii, od Ibrahima dowiadują się o islamie. Staramy się im wpoić, że najważniejsza jest wiara, że modlimy się w różny sposób, ale do jednego Boga”. Agata zabiera dziesięciomiesięcznego Zachariasza do kościoła, a jej mąż do meczetu (syn gdy dorośnie, sam wybierze religię). W trudnych sytuacjach przypomina sobie słowa jednego z biskupów, które usłyszała podczas nauk przedmałżeńskich we Francji: „Małżeństwo mieszane wyznaniowo jest dla świata »prawdziwym bogactwem« i przykładem współżycia dwóch odmiennych religii w miłości i pokoju”.

Dziękuję za współpracę i zaufanie osobom, które wzięły udział w badaniach. Imiona osób, których historie przytaczam, zostały zmienione.

9 komentarzy:

  1. Przepiękne!
    E.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo wartościowy artykuł,a cytat kończący jest jego najlepszym podsumowaniem.mam pytanie odnośnie poruszonej w nim kwestii środowiska konwertytek.czy istnieje w środowisku polskich muzulmanek zjawisko piętnowania kobiet "mniej" wierzących?czy kwestia hijabu,stylu życia jest rzeczywiście powodem konfliktów i nie akceptacji?na ile gmina muzułmańska ingeruje w życie jednostki?pozdrawiam bintun

    OdpowiedzUsuń
  3. Obawiam się, że dzieci wychowywane w tradycji dwóch religii mogą się poczuć w przyszłości duchowo rozdarte i zagubione. Z jednej strony będą czuły, że oba wzorce są odpowiednie, a więc... który właściwszy? Z drugiej, wobec którego z rodziców być lojalniejszym, którego wartości przyjąć? Nie oszukujmy się, nie da się być muzułmaninem i chrześcijaninem w jednym, bo to się na wielu płaszczyznach po prostu wyklucza.
    Mam znajomą, której ojciec był wojującym ateistą, mama - gorliwą katoliczką. Poszła za przykładem swojej mamy, ale nie było jej łatwo. Sądzę jednak, że wybór między niczym a czymś jest prostszy niż między czymś i czymś. Ponadto moja mama zawsze powtarzała: "Małe dzieci, mały kłopot".
    Takie jest moje zdanie. Czy są może osoby, które same miały taki dylemat? Czy są panie, których dzieci już podrosły i musiały dokonać wyboru, który, jakby na to nie patrzeć, zapewne silnie zmienił ich światopogląd i podejście do życia?

    OdpowiedzUsuń
  4. wybór między niczym a czymś - jest o wiele trudniejszy; przypuśćmy, że masz wwybierać - wyjść za mąż za bandytę czy w ogóle; albo wyjśc za mąż za bandytę czy za ślusarza. A jak kobieta nigdy nie miała chłopaka i zbliża przekroczyła już 35 lat(no przypuścmy nie miała tzw. powodzenia), a bandyta jest miły i kochany to co?

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież wiadomo, że to była metafora ateizmu i religii;) Chociaż ateizm niektórzy też zaliczają do jednej z jej form. I ani chrześcijaństwa, ani islamu nie porównałabym do bandyty. Ateizmu z resztą też nie. Może wszelkiego rodzaju fanatyzmy, ekstremizmy i grupy religijne mające destrukcyjny wpływ na swoich członków i tych, którzy wejdą im w drogę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy artykul:)

    A przy okazji tak mi wpadlo do glowy przy kupowaniu dzisiejszej gazety: czyz nie fajnie byloby siostrzyczki znalezc w polskim empiku lub kiosku polskie wersje "Muslim Girl" , "Azizah" albo inne?
    Pozdrawiam
    Salam
    Anuszti

    OdpowiedzUsuń
  8. salam anna witajcie ja od 3 lat jestem muzulmanka od 2 lat nosze hizab ale nie jest latwo mieszkam w polsce a wiadomo w polsce panuje nadal mala wiedza na temat islamu sama zaczelam nosic chuste nikt mnie do tego nie zmuszal

    OdpowiedzUsuń
  9. A o muzułmankach które wyszły za mąź za katolików może też byście napisali, ba takie przypadki też mają miejsce i oboje zostają przy swoich religiach.

    OdpowiedzUsuń

Uprzedzamy - komentarze niecenzuralne, obraźliwe, szerzące nienawiść i uprzedzenia, bądź zawierające linki do stron wypaczających nauki islamu lub przyczyniających się do niszczenia dialogu nie będą publikowane.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.